Hello, Mr. Positive… czyli nowy pseudonim w pracy! :)

Dni temu kilka, wchodząc do pracy, spotkałem na schodach Jon’a (czyt. jun’a).  Zobaczył mnie i od razu wypalił: ENERGYYY! …a chwilę potem wyjaśnił, że tak mnie nazywa odkąd mnie poznał 😀
Potem druga osoba, tym razem była to Melissa, powitała mnie słowami: Hellooo, Mr. Positive! 🙂

Ucieszyłem się, że wibracja radości i szczęścia, którą w sobie noszę – promieniuje i otoczenie to odbiera. Tak ma być!

Wczoraj dostałem tego kolejny przykład, bo idąc do pracy… jakby to powiedzieć – bawiłem się (tak jak to mam w zwyczaju). Czasem jest to skakanie przez kosze na śmieci, ławki czy inne przeszkody, czasem sobie zatańczę, a czasem (co zdarza mi się nader często) staję wpatrzony w słońce i wychwalam Niebiosa za ten cudowny akt stworzenia!
Pamiętacie ‚zabawę’ z dzieciństwa, kiedy to nie można było stawać na linie? Tak też wczoraj robiłem. Tyle tylko, że bardziej przypominało to „Ministerstwo Głupich Kroków” Monthy Pythona, bo szedłem po kamiennych płytach i stawiałem taneczne kroki.
Po kilkunastu metrach takiej zabawy, połączonej oczywiście ze śpiewem (bo akurat wersja koncertowa albumu Burnin’ Bob’a Marley’a się wylosowała), zobaczyłem nagle, że obok mnie skacze jakaś dziewczyna, zupełnie przypominając odmienne wcielenie sarenki! 😀
Roześmiałem się wniebogłosy, ona odpowiedziała tym samym, a do tego dołączyła jej koleżanka (bowiem szły we dwie). Powiedziałem jej, że cudownie, iż się tak bawi… – na co ona odrzekła – ciężko nie dołączyć, gdy się idzie za tobą, a Ty stawiasz tak zaskakujące kroki 🙂
Wymieniliśmy kilka bardzo radosnych słów i, zupełnie roześmiani – pomachaliśmy sobie na pożegnanie. Tak oto zmienia się świat pod naszym wpływem. To my mamy Moc wpływania na otoczenie, na nasz najbliższy świat. To my możemy dzielić się radością, to my… i wszystko zależy od nas!
Oczywiście wcześniej też szedłem z uśmiechem na ustach, ale po tym spotkaniu, byłem już zupełnie ‚uchachany’ 🙂

                                                             Bashar – Twoja wibracja promieniuje.

https://www.youtube.com/watch?v=jcE5oeG0jdQ

Co jest prawdziwe?

Kilka dni temu, a będąc bardziej precyzyjnym – w sobotę – zobaczyłem ducha. Był wieczór, akurat wróciłem do domu i gdy wchodziłem po schodach, powiedzmy że na półpiętrze – zobaczyłem przechodzącą dziewczynkę. Była ubrana w ciemno-niebieską sukienkę, baletki i miała ciemne włosy. Nie wiem jak to możliwe, ale jestem przekonany, że miała 7 lat. Oczywiście trwało to krótką chwilę, lecz pewny jestem tego, co widziałem.

Niemniej jednak, potraktowałem to jak oczywistą oczywistość i poszedłem dalej, do swojego pokoju. W sumie nie co dzień widuje się duchy, lecz po wszystkim co już zdążyłem zobaczyć w swoim życiu – wcale mnie to nie ruszyło.

Dopiero dwa dni później powiedziałem o tym właścicielowi domu, na co on odrzekł: – Jasne, nie pierwszy raz dzieją się tu takie rzeczy. Teraz byłem zaintrygowany.
Zapytałem o podobne zjawiska, a on opowiedział mi historię:
„Któregoś razu siedziałem na fotelu i zobaczyłem za filarem (rzecz działa się na poddaszu – przyp. Ryba) małe smoki. Nie wiem ile ich łącznie było, ale dokładnie widziałem 3. Widok ten, wcale mnie nie zaprzątał – spojrzałem na nie, stwierdziłem, że tam są, po czym dalej robiłem swoje rzeczy. Było to coś najzwyczajniejszego w świecie (nie wiem co się dzieje z naszymi głowami, ale moja reakcja była identyczna – Ryba).
Zupełnie o tym zapomniałem, lecz gdy kilka godzin później kładłem się z żoną spać, zobaczyliśmy jak przez pokój przebiegają małe (około 80 cm – do metra) smoki. Przebiegły w stronę okna, tak jakby przez nie wyskakiwały, lecz jeden z nich, cały czerwony – wskoczył mi na brzuch. Patrzyłem na niego i zapytałem dlaczego tu są, co tu robią i jak się dostały do naszego wymiaru. Odpowiedział [oczywiście rzecz działa się na poziomie telepatycznym, intuicyjnym – kontakt odbywał się za pomocą myśli – autor], że są energią strachu i czasem pojawiają się tu, na naszej planecie, by straszyć ludzi. Karmią się energią lęku, a jako, że świat się zmienia i tej energii jest na ziemi coraz mniej, robią co mogą, by przetrwać – czyli straszą ludzi, by wyzwolić ową energię.
Chwilę po udzieleniu odpowiedzi, zeskoczył z mojego brzucha i pobiegł w stronę okna, znikając tak, jak reszta jego kolegów”.
Wysłuchałem historii i stwierdziłem, że to zaiste ciekawe! Po czym wróciłem do swoich rzeczy i zwyczajnie czekam na dalsze spotkania 🙂

National Geographic i wyprawa Go;>Dakar!

Otrzymałem dziś ciekawe wieści z dwóch źródeł. Pierwsza informacja dotarła do mnie z pewnego wydawnictwa, które jest zainteresowane drukiem mojej książki.  Może więc niebawem „21 dni w pontonie…” pojawi się w wersji papierowej.
Druga wiadomość natomiast, będąca odpowiedzią na mojego maila:

Przesłałem wypełniony formularz, lecz stwierdziłem, że wypełniając go – nie zawarłem wszystkiego, co rzec chciałbym. W związku z tym, piszę tego oto maila, co by wszystkie moje myśli Pani przekazać.

Otóż, wyprawa którą chciałbym zorganizować, nie bez powodu wiedzie przez Kanadę. Oto bowiem kraj ten posiada bogactwo fauny i flory, które mnie zachwyca, a które poznać z bliska, chciałbym. Oczywiście finałem wyprawy jest jak już rzekłem Rajd Dakar – jednak to, co po drodze chcę zobaczyć jest równie ważne, o ile nie ważniejsze.

Marzę o pływaniu wśród wielorybów, oglądaniu wszelkich ssaków wodnych, orek, lwów morskich czy fok. Od zawsze fascynuje mnie przyroda – śmiało mogę rzec, iż większą część wolnego czasu, spędzałem na podglądaniu życia dzikich zwierząt. W okolicy w której mieszkam, znam każdą ścieżkę i miejsce, gdzie mogę spotkać sarny, jelenie czy łosie. Godzinami tropiłem leśne zwierzęta, zafascynowany tym, że potrafią na tej planecie ciągle znaleźć sobie miejsce…

Marzę o wyprawie motocyklowej, w której odwiedzę miejsca lęgu, żerowania czy zwyczajnie życia gatunków u nas niespotykanych. Chciałbym przejechać Kanadę, jednocześnie dokumentując spotkania z dzikimi zwierzętami – odwiedzić miejsca migracji łososi, tropić niedźwiedzie Grizzly, podglądać w amerykańskim Yellowstone bizony, czy wspiąć się na sekwoję…

Kocham przyrodę, a motocyklem mogę dojechać w miejsca, gdzie normalnie nie da się dotrzeć.
Nie chcę zabierać Pani cennego czasu, ale sądzę, że myśl przewodnią z łatwością Pani uchwyci 🙂

„Panie Andrzeju,
Dziękuję za formularz oraz wszystkie dodatkowe informacje.
Omówię możliwosci współpracy w gronie redakcyjnym i będę się kontaktować, gdy podejmiemy decyzję. Patronaty medialne National Geographic Polska i NG Traveler”

Sam jestem ciekaw, co z tego wyniknie. Expect nothing appreciate everything! 🙂

Zmiany. Alkohol. Jasność.

Zmiany. Wszyscy wiemy jak trudne są… Albo wszyscy wiemy, jak trudne powinny być. Albo jak trudne były dla kogoś i uważamy, że dla nas też takie będą.
Ktoś kiedyś powiedział, że „jedyną stałą rzeczą na świecie jest to, że wszystko się zmienia”. Zastanów się nad sensem tych słów i pomyśl jak prawdziwe są. Wszystko się zmienia. Pory roku, rzeczy, nasze ciała i my sami. Oczywiście na poziomie komórkowym, bowiem jeśli chodzi o naszą psychikę – często trwamy latami w jednych schematach, w jednych „stałych” przyzwyczajeniach i trybach.
Nawet jeśli rujnują nasze życie, każąc robić coś, czego zdecydowanie robić nie powinniśmy.
W tym momencie mija jakieś 2,5 roku odkąd przestałem pić alkohol. Jakże ja się z tego cieszę!
Może wydawać się to dziwne, czy wręcz nienormalne, bo przecież z czego się cieszyć? Owszem, ludzie „wymyślają” sobie posty, ograniczenie słodyczy, niejedzenie mięsa lub inne postanowienia, z niepiciem alkoholu włącznie. Więc z czego ta radość?

Zacząłem pić, gdy miałem 15 lat. Starsi bracia, imprezy z nimi i… tam piwo, tu piwo. Flaszka; jedna, czasem dwie. Upicie się. Potem kolejne. Wszystko „normalnie”, bo każdy to przechodzi.

Wszystko to trwało, flaszki pękały, wina z colą również. Okazja się pojawiała, a czasem samemu się ją stwarzało. Czasem, a może częściej niż czasem. Impreza – to picie do zerwania filmu. Silne postanowienie podczas rzygania, że „JUŻ NIGDY NIE PIJĘ”. A potem browar na kaca. Może dwa.
Wyjazd na biwak, to kilka dni ciągłego rauszu – bo jak nie pić piwa podczas upałów i siedzenia nad wodą. Przez cały dzień trochę się ich nazbiera, a wieczorem? No trochę wina czy wódki. Najgorszej trucizny dla człowieka…

Czy jest na sali ktoś, kto nie zrobił tak raz czy dwa…?
Może jest, ale w tym kraju to rzadkość. W tym kraju się pije.

Ja też piłem, bo przecież czemu nie? Jest bomba, wkręca się humor, zabawa i głupoty. Można robić wszystko, puszczają hamulce… bo – i to sobie uświadomiłem po latach  – bo potem wszystko można zwalić na alkohol.

Czegokolwiek byśmy nie zrobili, jakkolwiek beznadziejnie byśmy się nie zachowywali – rano możemy powiedzieć „ale miałem fazę”. I jesteśmy wytłumaczeni. Owszem, czasem zdarzają się poważniejsze rzeczy, szkody czy uszczerbki na zdrowiu, gdy tak łatwo tego nie przeskoczymy. Ale! Na dobrą sprawę, możemy dziwnie tańczyć, gadać wszystkie głupoty świata, robić cokolwiek…. bo jesteśmy pijani.

Rano, co prawda, pojawia się kac. Odwodnienie, ZATRUCIE organizmu. Nasze ciało próbuje sobie poradzić z tym, co w siebie wlaliśmy (popijając sokiem dla zabicia okropnego smaku!) i czasem pojawiają się wymioty. Rozwolnienie. Ból głowy i brzucha. Ciało walczy z trucizną. Lecz najgorszy jest „moralniak”. Czujemy się źle, wstyd nam za rzeczy, które zrobiliśmy, a o których często dowiadujemy się z opowieści znajomych. Czujemy się źle fizycznie i psychicznie, bo wódka wpędza nas w stan depresyjny (można o tym znaleźć wiele informacji). Męczymy się, nie możemy jeść, spać i normalnie funkcjonować.
Po euforii, którą dał nam alkohol, przychodzi dół. Tak jest zawsze, lecz po kilku, kilkunastu godzinach znów działamy. Kac nam przechodzi, czujemy się lepiej, naprawiamy to, co zniszczyliśmy, próbujemy cofnąć słowa, które na fazie wypowiedzieliśmy… Popatrz na pary, które idą razem na imprezę. Wystarczy, że jednak osoba pije. Na 99% wystąpi problem, kłótnia, często „rozwód”. Znasz to skądś? Widziałeś to gdzieś?

Daj dobrym znajomym wódki i patrz jak się kłócą. Daj zakochanym i patrz jak się nienawidzą. Daj ludziom i patrz jak to ich zatruwa. Agresja, przemoc, brak kontroli nad sobą. Zarzygani ludzie, „gwoździe” przybite przy stoliku, zgony leżące pod ścianą, posiniaczone od przewracania się ciała.
To jest wódka. To jest trucizna zatruwająca ciało i umysł.
Pomyślisz, że przesadzam? Idź, idź na JAKĄKOLWIEK imprezę. Czy to zwykła dyskoteka, czy 18tka kogoś, czy wspaniały dzień Weselny. Wszędzie znajdziesz to samo. Pijany wujek, zarzygany kumpel, przewracająca się koleżanka…
Przechodziłem to samo. Piłem, bawiłem się, a rano czułem się podle. Jednak kac w końcu mijał, a następna okazja znów się pojawiała. W tym kraju nie trudno o okazję do picia. Korzystałem z nich bardzo chętnie. Aż zacząłem sobie zdawać sprawę, że aż nazbyt chętnie.
Coraz częściej w mojej głowie pojawiał się głos, który mówił mi, że piję za dużo; że nie powinienem. Cóż tam głos, skoro pojawia się kolejna okazja. Urodziny, święta, spotkanie z kumplami…
Głos jednak nie dawał spokoju, a przypadkowo! usłyszane słowa, przeczytane zdania – podpowiadały, każąc się zastanowić. Zaczynałem rozumieć, że mam problem, chociaż ciągle sobie tłumaczyłem, iż problemu nie mam. „PRZECIEŻ KAŻDY PIJE”… okazało się, że nie każdy.
Spotkałem człowieka, który nie pił. Też ma na imię Andrzej. Powiedział mi mądre słowa „nie każdy może pić alkohol, on nie jest dla każdego”. Jeden pije czasami, jeden częściej, ale nie każdy może, nie każdy nad tym panuje. Dlatego nie każdy powinien pić… a prawie wszyscy to robią.
Wtedy zacząłem się zastanawiać jak to jest, że gdy przejedziesz się po dowolnym regionie w naszym kraju, o godzinie 10ej w niedzielę, to NA PEWNO spotkasz pod sklepami stałych bywalców, którzy mają ciągi… i robią sobie poprawkę dnia poprzedniego, od rano waląc buzuny. Przecież oni nie stali się tacy z dnia na dzień! To nie trwało tydzień, że doszli do takiego stanu… Musiało to trwać naprawdę długo.
Zrozumiałem wtedy, że mam dwa wyjścia. Mogę wybrać picie, dalsze walenie wódy, imprezowania z alkoholem… albo wybrać ŻYCIE.
Przypomniały mi się słowa kierowcy TIR’a, który w mojej autostopowej przygodzie zabrał mnie z granicy w Lille do Paryża (ten który włączył CB radio tuż przed granicą), a brzmiały one: „nie może być tak, że kieliszek rządzi człowiekiem. to CZŁOWIEK ma siłę i władzę, a nie na odwrót”. Zupełnie przypadkowy człowiek, przypadkowe słowa wyrwane z kontekstu, które zapadły mi w pamięć.
Zrozumiałem, że dalej tak żyć nie mogę. To się nie skończy dobrze – a jedynie pod sklepem z flachą w ręku. Z drugiej strony, ciągle sobie tłumaczyłem „jakże to, taki młody chłopak jak jak miałby być alkoholikiem? to niemożliwie”. Coś ciągle kazało mi pić, coś mnie w tym trzymało.
Wtedy trafiło mi w ręce kilka książek. Czytałem i myślałem. Rozumiałem coraz więcej… docierało do mnie, że picie alkoholu, to brak miłości do samego siebie, to program samo-zagłady, który mamy w sobie.

Aż w końcu, po powrocie z niezłego mityngu, zwanego też Ostródą ze Ślązakami – postanowiłem już nigdy nie pić. Nie pić piwa, wina, wódki – czegokolwiek, co zawiera alkohol.
Od tamtego dnia, moje życie zaczęło się zmieniać. To tak, jakby po ciemnych jesiennych dniach, nagle zagościła w Twoim sercu wiosna – i sprawiła, że wszystko nabiera innych barw.
Niebawem minął 3 lata – ach, jakże ja kocham to życie!

„Zwróć twarz ku słońcu, a cień pozostanie w tyle” – przysłowie afrykańskie

Przez jeden dzień bądź turystą w swoim domu, mieście, życiu.

Ten tekst został opublikowany w czasopiśmie WRÓŻKA, w 2015 r.

Dlaczego trzeba jechać gdzieś daleko, by zobaczyć wspaniałe rzeczy i piękne widoki?

          A może raczej: dlaczego jadąc gdzieś w daleką podróż widzimy piękne rzeczy?

Wracałem wczoraj popołudniu do domu. Byłem głodny i chciałem jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Jednak gdy wychodziłem ze sklepu, zobaczyłem pomarańczowe promienie na ścianie domu na przeciwko. Takie kolory mogło rzucać tylko zachodzące słońce…

Wsiadłem w samochód i żałując, że nie mam przy sobie aparatu – ruszyłem nad jezioro. Dojechałem, zgasiłem silnik i oniemiałem.

Z zachodu nadchodziły lekkie, przerzedzone chmury, a przez nie w przebijały się promienie zachodzącego słońca. Wyłączyłem radio, w którym jak zwykle próbowali zrobić mi pranie mózgu i po prostu patrzyłem. Patrzyłem w ciszy na przepiękne przedstawienie, które prezentował mi Wszechświat…
Wiele rzeczy potrafimy wyrazić za pomocą słów, jednak gdy przychodzi nam spotkać się z pięknem, magią i niewypowiedzianą potęgą Natury – pozostaje jedynie cisza.

Zawsze, gdy jestem świadkiem cudów prezentowanych przez Naturę, milczę. Milczę i słucham przesłania jakie ma dla mnie Wszechświat.
Niby nie pada żadne słowo, nie dzieje się nic szczególnego – a jednak! To przesłanie, które trafia prosto w serce, porywa duszę i nie daje się zamknąć w żadne ramy.

Wobec przyrody pozostaje nam tylko pokora i cisza. Jej potęga i piękno przewyższa wszystko, co jesteśmy w stanie stworzyć. Czy jednak potrafimy to zauważyć?

Nie miałem aparatu, więc po kilku minutach patrzenia „z rozdziawioną gębą” ruszyłem do domu. Wszedłem, chwyciłem aparat i ruszyłem po drabinie na dach. Co prawda jakiś czas temu, gdy któregoś mroźnego poranka wchodziłem obejrzeć wschód słońca i oprócz odpadających rąk z zimna, odpadł też jeden pręt trzymający drabinkę… jakoś wszedłem i znów oniemiałem.

W każdej chwili kolory zmieniały swoje odcienie, promienie przebijały się przez różne warstwy chmur i przy każdym spojrzeniu na niebo – wszystko było inne. Podobne, choć nieustannie się zmieniające.

Zrobiłem kilka, może kilkanaście zdjęć, a potem znów wpatrywałem się w milczeniu w zachodzące słońce.

Przeglądałem je później na komputerze i naszła mnie pewna refleksja, która jest zawarta w początkowych pytaniach.

Dlaczego będąc gdzieś daleko, jadąc w odległe zakątki świata czy podróżując pociągiem widzimy wspaniałe rzeczy, „niezapomniane widoki” i co chwilę sięgamy po aparat, by uwiecznić coś na zdjęciach?
Czy rzeczywiście w naszym najbliższym otoczeniu nie ma nic godnego uwagi? Czy naprawdę mieszkamy w tak nieciekawych miejscach?
A może po prostu tego nie widzimy?

Myślałem o tym dość długo i doszedłem do pewnych wniosków. Mianowicie…

Wiadomą sprawą jest, że jadąc gdzieś, większość rzeczy jest dla nas nowością. Przewijające się za oknami krajobrazy widzimy po raz pierwszy w życiu. Góry, doliny, rzeki i miasta to coś, czego oczywiście nie możemy zobaczyć w takiej samej formie w naszym otoczeniu. Skoro tak, to logiczne jest, iż zachwycamy się nowym widokiem i zauważamy piękno nowych miejsc.
Widzimy pierwszy raz polskie Tatry i robimy zdjęcie, bo są piękne. Zwiedzamy Wenecję i nie spuszczamy palca ze spustu migawki. Jedziemy do Egiptu i mamy milion zdjęć samych tylko piramid.

To wszystko jest zrozumiałe. Czy jednak na pewno robimy miliony zdjęć, bo wszystko jest takie piękne… czy wszystko jest takie piękne, bo chcemy je takim widzieć?

Wydawać się to może głupim pytaniem i możesz nie chcieć tego dalej czytać. Ale sam/sama się zastanów.

Czy myślisz, że piramidy są piękne dla mieszkających tam ludzi? No pewnie są. Pewnie gdyby ich zapytać, to powiedzą, że są cudem nad cudami. Mają rację. Ale czy myślą tak każdego dnia, zwłaszcza wtedy, gdy nie pyta ich o to turysta?

Czy ludzie mieszkający w Paryżu każdego dnia robią zdjęcie wieży Eiffel’a? A czy Ty, jeśli mieszkasz w Krakowie – robisz codziennie zdjęcie Ratuszowi czy Katedrze? No pewnie nie, i to też jest zrozumiałe.

Mieszkamy, żyjemy i poruszamy się w pewnym otoczeniu. Wszystko co tam widzimy, jest dla nas „normalne” – przyzwyczailiśmy się do tego widoku. Czasem coś przejawi swe piękno, ale i tak jedziemy zamyśleni do pracy, a w dodatku słuchamy faktów w radiu i bardziej zaprzątają nam głowę wojny i wypadek na krajowej siódemce niż to, że akurat jest piękny wschód słońca. No tak… przecież co jest nadzwyczajnego w tym, że słońce wschodzi? Dzień jak co dzień.

No właśnie. Wpadamy w rutynę, wbijamy się pewien schemat i widzimy tylko to co z nim związane. A głupi wschód słońca?
Pomyśl. Wychodzi słońce, zaczyna się dla Ciebie kolejny dzień życia. Życia, które samo w sobie jest cudem, a w dodatku dostałeś kolejną jego porcję w postaci nadchodzącego dnia. A może tylko godziny? Tego nie wiesz.

Słońce sprawi, że będzie Ci ciepło i urosną rośliny. To da Ci pokarm i będziesz mógł dalej żyć. Też norma, ale przypomnij sobie ile osób każdego dnia umiera z braku pokarmu. Albo wody. Wody, którą Ty myjesz zęby, albo podlewasz ogródek. Masz jej pełno. Możesz umyć samochód, który wozi Cię codziennie gdzie tylko zechcesz. Wsiadasz i jedziesz, przecież jesteś wolnym człowiekiem. Masz prawo do swobodnego poruszania się i mówienia czego tylko chcesz. Masz na sobie ubranie i portfel w kieszeni. Podjeżdżasz do knajpy i jesz pyszny obiad. Skaleczysz się, a po chwili rana zacznie się goić…

Czyż nie jest to cudem? JEST. My, ludzie jesteśmy tak wspaniałymi organizmami, że przechodzi to nasze pojęcie. Miliardy komórek w naszych ciałach, zupełnie bez naszej wiedzy, robią wszystko, byśmy mogli sobie spokojnie jeść, spać, biegać albo imprezować. Co tylko zechcemy.

Jednak nie dostrzegamy w tym cudu, bo jest to dla nas normą. „..ile cenić Cię trzeba ten tylko się dowie, kto Cię stracił”.

Doceniamy (niby prostą) umiejętność chodzenia, dopiero gdy złamiemy nogę. Cieszymy się z dobrego samopoczucia, dopiero gdy tydzień przeleżeliśmy w łóżku z gorączką. Podziwiamy piękne widoki, dopiero gdy wyruszymy w podróż.

Nie dlatego, że u TU gdzie jesteś nie ma nic pięknego. Jest. Tylko jesteś do tego przyzwyczajony/przyzwyczajona i nie zwracasz na to uwagi.

A jadąc gdzieś? Oczywiście są piękne miejsca, które widzisz pierwszy raz. Ale jesteś nastawiony/nastawiona na to, że takie będą. Chyba nikt wybierający się na zwiedzanie świata nie myśli: będę szedł przed siebie, może w końcu znajdę coś fajnego, ładnego, pięknego. Ale na razie muszę tylko iść…

A to jest nasze codzienne nastawienie. Jedziesz do pracy, idziesz ulicą, biegasz po lesie i nie nastawiasz się na to, że zobaczysz coś pięknego. Po prostu przemieszczasz się z punktu A do punktu B, traktując drogę jako zło konieczne. Chcę już w końcu dojść do domu, chcę już być na miejscu… byle tylko mieć  z głowy trasę.

Spróbuj jednego dnia być jak turysta podróżujący po świecie, który właśnie zawitał do Twojego miasta, miasteczka czy wsi. Spróbuj dostrzec piękno i niezwykłość, zwykłych (jak się wydaje) rzeczy. Zobacz świat w lepszych barwach, zrzuć szablony szarości, które nałożyłeś na swe oczy. Pamiętaj, że to jak chcesz widzieć świat, sprawia że właśnie tak go widzisz.

Nie jest to próżne gadanie. Testuję to od dawna i zapewniam Cię, że widząc w każdym zdarzeniu korzyść – sprawiasz, że tak się właśnie dzieje. Zobacz niezwykłość czajnika, który gotuje Ci wodę na herbatę w 2 minuty. Zobacz lecącą z kranu wodę, bez której wytrzymanie choćby dnia, nastręczałoby wielu kłopotów. Doceń to, że masz dwie nogi i dwie ręce, a na nich 20 palców. Zobacz buty na swych nogach, które chronią Twe stopy i możesz iść gdzie chcesz. Poczuj jak oddychasz i pomyśl, jak wielkim cudem jest to, że żyjesz…!

To przesada? A jak zachowuje się człowiek w odległym, „pięknym” mieście? Aparat w ręku… ale to jest ładne! Ale to jest piękne! To arcydzieło! O Boże, jakie to wspaniałe… Mistrzostwo! Kunszt rzemiosła…!

A obok przechodzą ludzie, którzy tam mieszkają. I tylko wzruszają ramionami…

pięknyświat

Moja racja jest mojsza niż Twojsza. Moja racja jest najmojsza!

W trakcie mojej wędrówki po tej Planecie, zrozumiałem jedną rzecz – ile osób na Ziemi, tyle punktów widzenia (tyle RACJI!).
Nie bez powodu nazywamy to „punktem widzenia”- zauważ, że każdy widzi świat z innego punktu (DOSŁOWNIE), więc każdy może daną sprawę widzieć inaczej, widzieć ją po swojemu.

Kłótnie, argumentacje, udowadnianie racji, to marnowanie Energii. Zrozum, że każdy ma swoją prawdę i czego byś nie powiedział/a – tak pozostanie.

„Lepiej być szczęśliwym niż mieć rację”

Autora tych słów nie znam, ale gdy je zrozumiałem, moje życie się zmieniło.
Pokusa by „mieć rację” jest silna – przezwycięż ją, a zobaczysz jak wiele Energii zostanie dla Ciebie.

energy

Kochaj siebie na tyle, by pozwolić sobie na nie-manie-racji 🙂

Książka, która zmienia życie.

Neale Donald Walsch „Rozmowy z Bogiem”.

Trzy tomy, które zmieniły moje życie. Na lepsze.
Jest to jedna z niewielu książek, którą czytając, miałem wrażenie, że dostaję odpowiedzi na wszystkie moje pytania. Nawet te, których nie zadałem…

Jeśli szukasz odpowiedzi, inspiracji, wyjaśnień… zajrzyj do niej. Będziesz zaskoczony/a!

Życie to nie proces odkrywania, lecz tworzenia, i w tym tkwi najgłębszy jego sekret. Ty nie odkrywasz siebie, lecz siebie tworzysz. Na nowo. Trzeba więc, abyś dążył nie do ustalenia, Kim Jesteś, lecz Kim Pragniesz Być.

Czy chcesz, aby twoje życie naprawdę „wystartowało”? W takim razie zmień swoje myślenie o nim. I o sobie samym. Myśl, mów i działaj jak Bóg – którym jesteś.

Trzymaj się swych wartości – tak długo jak jak długo ci służą. Ale sprawdzaj czy wartości, którym ty służysz, myślami, słowami i czynami, wnoszą w obręb twego doświadczenia najszczytniejsze i najlepsze mniemanie, jakie kiedykolwiek o sobie miałeś.

Otwórz swe serce, daj się ponieść! Wpuść Światło do swojego życia… już czas.

  • World4free.in

 

Strefa komfortu.

„Live begins at the end of your comfort zone” Neale Donald Walsch.

Życie zaczyna się tam, gdzie kończy się twa strefa komfortu.

Co mi pomogło stać się osobą, którą jestem?
Wypieprzenie się ze strefy komfortu!

Ona jest. Cierpliwie, systematycznie wciąga Cię w swoje objęcia… Czeka. Pracuje nad Tobą.

Nie wiesz kiedy i już! – jesteś w niej. Jedziesz do pracy tą samą drogą, słuchasz tej samej muzyki.
Od rana do wieczora opracowany ciąg zdarzeń.
Praca. Ludzie. Sklepy i otoczenie.
Znajome. To wszystko jest Ci znajome. I w pewien sposób przyjemne – bo nie wymaga myślenia, decydowania.

Jedziesz po utartym szlaku, po koleinach wyżłobionych przez dziesiątki powtórzeń tego samego schematu…

Nic do odkrycia.

Budzik. Wciągnięcie kapci, które stawiasz w tym samym miejscu. Droga do łazienki i nawet czesanie włosów wg znanego schematu. Ręcznik, ubranie, auto lub tramwaj. Droga do pracy.

Nie myślisz za wiele, dlatego kilka razy w życiu, pewnie zdarzyło Ci się pójść gdzieś w piżamie czy kapciach.

Ci sami ludzie, otoczenie, słowa nawet, których używasz.

Fajnie.

Fajnie?

Odpowiedz sam.
Jeśli się zawahasz – wiesz co zrobić.

Wypieprz się z tej przytulnej strefy. Wyskocz z niej, najdalej jak się da.

Porzuć utarty szlak, zostaw swoje przytulne schronienie. Idź tam, gdzie Cię gna.

Usłysz ZEW… i po raz pierwszy w życiu – posłuchaj go.

Znane otoczenie pokazuje Ci to, co już w sobie znasz.
Nieznane – to, co dopiero odkryjesz.
Ruszaj!

https://www.youtube.com/watch?v=RNV_ohJn6Sw

Punkty zwrotne w życiu.

Jakże to prawdziwe, gdy jedna DECYZJA, jedna ZMIANA, porywa Cię w zupełnie nowym kierunku, jak stajesz się nową osobą, za sprawą jednego postanowienia…Gregg Braden napisał książkę „Punkt zwrotny”. Zajrzyj, posłuchaj… 🙂

 

National Geographic Polska – Go!>Dakar.

Napisałem niedawno do National Geographic. Zapytałem ich, czy chcieliby objąć patronatem medialnym moją wyprawę Go!>Dakar
Marzeniem moim jest:
maxresdefault Motocykl BMW 1200 GS w wersji Adventure!

I objechanie jak największego kawałka świata… z finałem na Rajdzie Dakar w Ameryce Płd. (który to zamierzam wygrać!)
Na dwóch kołach jeżdżę odkąd byłem dzieckiem. Całymi dniami objeżdżałem lasy, szutrowe drogi i kręte ścieżki. Gdy wsiadam na motocykl – dzieje się coś niezwykłego. Moja świadomość jest żądna prędkości, doskonały refleks sprawia, że ciało błyskawicznie reaguje, a ja… z bananem na twarzy odkręcam manetkę, by znów poczuć ten dreszcz!

Prawo jazdy na motocykle – jest.
Pierwszy krok – czyli zapytanie do National Geographic (i ich zainteresowanie) – jest.
Rozmowy o wydruku mojej książki w wersji papierowej – trwają.
Zapytanie do dealerów BMW – wysłane.

Dakar! Już niedługo Cię ujarzmię!
dakar-logo
🙂

Myśl o czym myślisz.

Po raz kolejny zobaczyłem na własne oczy, że nie warto się martwić… Niczym. Absolutnie niczym. Wszystko się dzieje w momencie, w którym ma się dziać. Nie wcześniej, ale też nie później. Dokładnie wtedy, gdy jest ku temu czas…

Szukałem mieszkania w Oslo. Pokoju, w którym mógłbym mieszkać. Powierzyłem to Mocy Wszechświata. Znalazło się! – o wiele lepsze, niż mógłbym to sobie wymyślić.
Jak to zrobiłem? Myśli są narzędziem, którym kreujemy nasz świat. Słowa są kolejnym. Następnym są czyny.
Za każdym razem, gdy myślałem o znalezieniu miejsca, mówiłem sobie: mieszkanie już na mnie czeka. Dziękuję za to, że ‚problem’ już został rozwiązany (to akurat słowa od N.D.Walsch’a).
Oczywiście same myśli nie wystarczą. Nasze działania mają największą moc.
Dlatego szukałem ogłoszeń, dzwoniłem – gdy coś dobrego się pojawiało, a gdy było trzeba – jechałem zobaczyć. Gdy już sądziłem, że znalazłem idealne miejsce (czyli niezbyt drogie, w dobrej lokalizacji, z fajnymi współlokatorami), nagle dostałem wiadomość o wolnym pokoju. Wiadomość dotarła do mnie z Anglii.
Powierzyłem to Mocy Wszechświata, a on odpowiedział – daleko prześcigając moje najlepsze wyobrażenia. Dostałem pokój w pięknej okolicy (mimo, że prawie w centrum miasta), za pół-darmo, i dzieląc przestrzeń z naprawdę fajnymi ludźmi.
To nie jest przypadek, bo przypadki nie istnieją. Tak samo było we Wrocławiu – szukałem, pytałem ludzi, pisałem posty na facebook’owych grupach – na co ludzie odpowiadali, że nie ma szans znaleźć tak taniego pokoju, w dobrej lokalizacji.
Znalazłem. Bardzo duży pokój, w świetnym miejscu, ze świetnymi współlokatorami.
Nie słuchaj innych – jeśli czegoś chcesz, to możesz to mieć. To, że inni twierdzą, że się nie da – niech Cię to nie obchodzi. To Twój świat – i Ty decydujesz, co jest możliwe.

Ważne są tylko Twoje myśli…
Więc zacznij zwracać uwagę na to, o czym myślisz.

P.S: Wiesz ile zajęło mi znalezienie pracy w Oslo?
Jedną godzinę.