Gdy się obudzisz, to (z)rozumiesz :)

Przez ostatnie kilka stuleci…..

u tych amazońskich, północnoamerykańskich. lub tez australijskich „dzikusów” narodziło się bardzo wiele pytań.

Zadają oni na przykład takie pytanie: dlaczego tak wiele pracujecie wbrew swojej woli? Czy wy tam jesteście w niewoli? My pracujemy tylko wtedy gdy mamy ochotę, ale rzadko kiedy jest to naprawdę potrzebne. A jeśli nam się nie chce to nie pracujemy.

Dlaczego wasze kobiety chodzą do lekarzy aby rodzić?Czy one wszystkie są chore? Po co wam domy na które trzeba pracować 20 – 30 lat a potem i tak za nie płacić? Czy one są ze złota?

Po co wam przedszkola i szkoły gdzie zdaniem większości dzieci nie ma nic ciekawego? Po co tracicie tyle zdrowia i czasu na zapracowywanie pieniędzy aby potem za ich pomocą opłacać bardzo kosztowne leczenie chorób będących konsekwencją tego szalonego sposobu życia? Dlaczego u chłopców kładziecie nacisk na rozwinięcie pokory i posłuszeństwa a u dziewczynek cenicie siłę i niezależność? Czy to czasem nie powinno być odwrotnie?

Dlaczego nauczacie swoje dzieci skomplikowanych równań i zasad matematycznych a nie uczycie mnogich niuansów leczniczych ziół, rzemiosła, zasad życia pośród natury? Po co produkować i kupować w sklepie dla dzieci zabawki rozwijające zręczność manualną kiedy na każdej leśnej polance jest obfitość różnorakich kamyczków i gałązek?

Po co się leczyć kosztownymi „lekarstwami” syntetyzowanych przez farmakologów a potem leczyć się od skutków ubocznych tych „lekarstw” aby na koniec przy pomocy kolejnych „lekarstw” odbudowywać zniszczony już całkiem system immunologiczny, nerki czy mikroflorę żołądka lub jelit?

Czy nie wiecie, że istnieją lekarstwa naturalne? My Indianie czy też Aborygeni – jak to nas nazywacie mamy dziesiątki sposobów na wyleczenie na przykład waszego raka w początkowym stadium i to przez tydzień oraz zupełnie bezpłatnie- na przykład przy pomocy cierpkiego soku bananowej palmy. Ale wy wydajecie się tak bardzo zahipnotyzowani („zazombirowani” = zmienieni w zombie -przyp michalxl600), że nawet nie przypuszczacie aby to było możliwe i wydajecie tysiące dolarów na skomplikowane leczenie dające bardzo wątpliwy efekt. Przy tym karczujecie dżungle gdzie rosną setki bezcennych ziół leczniczych, pozbawiacie również w ten sposób domu tysiące zwierząt, które żyły tu na długo do waszego pojawienia się.

Źródło:
https://michalxl600.blogspot.com/2017/10/przez-ostatnie-kilka-stuleci.html

Natchnienia.

Uśmiech z radości, czy radość z uśmiechu

Tak wiele znaczą, dla Ciebie – Człowieku!

Podnieś swą głowę, stań wyprostowany

Każdy moment jest dobry, na wielkie zmiany.

Nie mruż swych oczu, to blask najgorętszy

który bije dla Ciebie… a Twoje wnętrze?

Rozpalaj marzenia, nie tłum tego żaru,

Pamiętaj, że życie to tylko część… od Boga daru!

Ihaha!

 

Regałowa kapela?

Może znasz kogoś, kto chce wziąć udział w przedsięwzięciu pt. Reggae kapela? Chętnie bym pośpiewał regałowe piosnki, przydałby się do tego zespół!

Czujesz reggae wibracje? Dawaj znać, zmontujemy coś pięknego! 🙂

I AM A STARSEED!

I AM A STARSEED  I am different. I don’t belong on earth. That is because earth is not my true home. I felt different all my life. My thoughts are different. My mind is different. My energy is different… I sense things around me. I hear things. I will just know things. I “see” people, beyond the exterior. It’s like I see their soul. I see their colours. I see their energy. I see their heart… Or lack of. I feel what others think of me. I am sensitive. I have allergies because of my sensitivity. I tried to fit in. I can’t. I’d rather die, because in order to fit in, I would have to kill everything inside me anyways. I tried that, and I wouldn’t recommend it. Besides, I know that’s not why I am here. I am programmed to be different. It’s in my DNA. I cannot conform. I came in this way so that I would react to these things around me, so that change can happen. I know I am not alone. Although, I am alone where I am. Many times I thought I was crazy. I must be insane having all these thoughts. –Starseed, alien, advanced technology, light beings, star people, mission to change the planet, save humanity… Sounds like a movie. Growing up I thought there was something seriously wrong with me. And I was embarrassed and ashamed about these thoughts, because who was I? I was nobody. I did not fit in, I was weird, and I was teased and made fun off. I was crazy thinking I had these super powers and would change the world. Now, that I have awaken, I know it is true. I am not crazy. I am here to change the world. I do have so-called “super powers”, which I am beginning to remember and re-learn. Of course I believe in aliens. I always knew I was one of them. I knew it in my heart. They are family. Earth is okay. By that I mean Gaia mostly. The soul that is the planet. I am here to help her. There were many of us that answered the call. Some were asked; some volunteered. We all wanted to go. We all wanted to be here. We care about Gaia. The earth was so dark. We could see it. We didn’t like it. We wanted to help. First we had to wait. We could not interfere. It was difficult for us to just watch. We didn’t want this planet to be destroyed by darkness. It is such a beautiful planet. Many of us have had many visits, and we care about the planet. Gaia is strong, but she needed some assistance, and we were happy to assist her. We all wanted to be here. But it’s very different from what we are used to. It’s dark here. The energy is very dense. There’s negativity here. Ego is very strong. There is much competition. We don’t understand that, because we know we are one. We don’t understand cruelty. We don’t understand dishonesty. We want equality. We want change and enlightenment. But we must realize that WE are the change and enlightenment. The ascended masters, galactic beings, angelics, or anyone else is not going to just appear, and suddenly everything will be fine and it’s over. WE are the ascended masters, galactic beings, angelics and others. It is us. We are the ones changing the world. We are changing it now. Be who you are. However you are. You are meant to be exactly that : ) I know it can be difficult, but please know that you are not alone. You don’t have to tell anyone, but it’s not worth changing yourself for anyone. You are the way you are for a purpose. You don’t want to change that. I love you, and I love being on this mission with everyone who resonates with this : )

Krótki wierszyk.

Wszechświat nieskończony

świat niezbadany

serce nieodkryte

rozum niepojęty.

Pyłek na drodze, to małe ziarenko

mądrość ma w sobie i olbrzymią wielkość

Wie o co pytasz, więc czemu nie słuchasz?

Odpowiedź już znasz, lecz wciąż jej unikasz.

Pomyśl sam przed czym uciekasz

bo kiedy tak gonisz

drzwi przed nosem sobie zamykasz.

Andrzej

Zapisane szeptem, cz. II

Ciąg dalszy…
Weszła do mieszkania, zdjęła płaszcz i ciemne okulary. Rzuciła torebkę na stół i wstawiła wodę, żeby napić się upragnionej kawy. Od rana marzyła o dobrej kawie z mlekiem, którą uwielbiała pić w swoim kubku ze słonecznikiem. Potrzebowała kawy; kolejną noc nie mogła spać. Coś niedobrego się z nią działo i wiedziała o tym doskonale. Weszła do łazienki i obmyła twarz wodą… Zimna woda od razu poprawiła krążenie i nawet zmęczone oczy, z worami pod – wyglądały trochę lepiej. Wróciła do kuchni i zalała przygotowaną kawę. Miała ochotę na coś słodkiego, ale przypomniała sobie, że dziś miał być pierwszy dzień bez słodyczy. Przynajmniej nie przed obiadem.

Usiadła z gorącą kawą w swoim ulubionym fotelu i poczuła się naprawdę dobrze. Dziś udało jej się podpisać wstępną umowę z nowym bankiem i za chwilę dostanie z tego dość dużą prowizję. Mogłaby opłacić czynsz z góry na kilka miesięcy, wpłacić część na fundusz inwestycyjny, albo… zrobić sobie wypad za granicę i wpaść w gorączkę zakupów. To byłby naprawdę ciekawy sposób na nagrodzenie siebie za kilka miesięcy pracy. Na samą myśl lekko uśmiechnęła się pod nosem…

Usłyszała, że dzwoni jej telefon. Rozglądała się po mieszkaniu i nie mogąc go namierzyć przypomniała sobie, że zostawiła go w torebce. Podbiegła do niej i zaczęła go szukać. Oczywiście ciężko było znaleźć cokolwiek w tym bałaganie, a tym bardziej kiedy jest to potrzebne już, teraz. Zanim znalazła telefon, ten już przestał dzwonić. Obiecała sobie, że zrobi porządek w torebce. Od kiedy się za to zabiera?

Po drugim sygnale odezwała się Alicja.

– Pewnie znowu nie mogłaś znaleźć telefonu w tym bajzlu torebkowym? Zaśmiała się głośno.

– Nie, byłam w łazience i akurat zadzwoniłaś! Poza tym przed chwilą wróciłam do domu i właśnie oderwałaś mnie od gorącej kawy.

– Pijesz tą pyszną kawę i nawet mnie nie poczęstujesz? Pewnie do tego objadasz się znów pralinkami –zapytała z wyrzutem.

– heh, tym razem nie. Postanowiłam sobie, że do wakacji muszę mieć 4 cm w biodrach mniej.

-Ty? Przecież i tak skóra już na Tobie wisi. Chciałabym mieścić się w ubraniach, które nosisz. Ale dobra, bo za chwilę zapomnę po co w ogóle dzwoniłam. Słuchaj, wydarzyło się coś o czym muszę Ci powiedzieć. Zaraz mnie rozsadzi! Jeśli nie masz nic przeciwko, to wracając z miasta do Ciebie zajrzę, ok.?

– Będę na Ciebie czekać, ale zjem wszystkie pralinki, żeby tylko dla Ciebie nie zostały!

Obie zaczęły się śmiać…

– do zobaczenia!

– pa!

Odłożyła telefon i przez chwilę zastanawiała się o może jej chodzić. Pewnie znów w pracy mieli wizytację i przyjechał ten przystojny kierownik o którym jej kiedyś opowiadała.

Nieważne. Miała ochotę na chwilę zapomnienia, więc położyła się w podwieszonym przy wielkim oknie hamaku. Lubiła tu leżeć, bo słońce świeciło jej w twarz i delikatnie ogrzewało policzki. Nie wiedziała kiedy, ale zasnęła.

Śniło jej się, że jedzie pociągiem i gdy przychodzi konduktor sprawdzić bilety, ona próbuje go znaleźć w swojej torebce. Schodzi jej tak długo, że poirytowany konduktor zaczyna się na nią wydzierać, a ona w panice wywala wszystko na podłogę… nie może go jednak znaleźć, a zamiast tego wszyscy widzą jak wraz z innymi rzeczami, wypada tam wibrator. Pełna wstydu zbiera wszystko do torebki i ucieka do innego przedziału…

Obudził ją dzwonek do drzwi. Nie sądziła, że Ala przyjedzie tak szybko. Zeszła z hamaku i otworzyła drzwi.

– Dzwonię i dzwonię, myślałam że nie żyjesz!

– Jak to? Przecież usłyszałam dzwonek i otworzyłam… Chyba mi się śniło coś dziwnego.

– Stoję tu od pięciu minut, aaale może wpuścisz mnie do środka? Czy może mam tak stać kolejne dziesięć? Powiedziała wyraźnie rozbawiona.

– Jasne, przepraszam.

– Słuchaj. Wydawało mi się, że jak do Ciebie dzwoniłam to akurat piłaś kawę… a z tego co wiem to raczej po kawie nie idzie się spać – zapytała zdziwiona.

– Wiem, wiem. Nie mogłam spać w nocy, a teraz tylko na chwilę się położyłam.

– Nie wiem co Ty to robisz, ale powinnaś chyba sobie trochę odpuścić. Masz za dużo na głowie i dlatego padasz nawet w dzień.

– Spokojnie nic mi nie jest. Napijesz się czegoś?

– Tylko nie kawy. Bo nie chcę iść spać, tylko z Tobą pogadać.

Obydwie się roześmiały.

Przygotowała drugą kawę i już chciała sięgnąć po kruche wafelki, ale w porę się opamiętała. 4 cm! Musi ciągle sobie o tym przypominać!

– Mam nadzieję, że nie słodzisz, bo właśnie skończył mi się cukier.

– Cukier „białe złoto”, pewnie pochowałaś po szafkach przede mną. Ale zapomniałaś, że nigdy nie słodzę – powiedziała ze śmiechem Ala.

– Nawet ja się chciałam przed Tobą schować, ale tak długo dzwoniłaś, że Ci w końcu otworzyłam – odrzekła Asia.

Obydwie śmiały się głośno , ale gdy w końcu uspokoiły się trochę, Ala powiedziała:

– Słuchaj. Przyjechałam, bo sprawa jest bardzo pilna. Dostałyśmy wczoraj informację, a trzeba decydować się do piątku. Potem może już nie być miejsc.

– No, dobrze. Ale może powiesz o co w ogóle chodzi? – rzekła zaintrygowana.

– Pamiętasz tą moją małą kuzynkę, Małą Martę? – zapytała.

– Jasne, że pamiętam. Ale chyba nie przyszłaś mi powiedzieć, że zaprosiła Cię na urodziny? – Magda miała ubaw.

– Nie. Chociaż chętnie bym poszła, tylko tym razem musiałabym poprzestać na dwóch kieliszkach wina do obiadu. …ponoć na kasecie dobrze śpiewam przed całą rodziną!

– Na szczęście nie było mi dane tego słyszeć – Magda zaśmiewała się na całego.

– Słuchaj. Mała Marta, już nie jest taka mała. Wiesz, że ona ma już 19 lat?! A w tym wieku, wiadomo co jej w głowie siedzi. W każdym razie poznała chłopaka, z którym jest ponoć już prawie od roku. „Zakochani bez pamięci”. Ale do czego zmierzam? Ten chłopak pracuje w takiej firmie marketingowej i od czasu do czasu szefostwo w ramach rozwoju pracowników wysyła ich na szkolenia, warsztaty etc. Teraz jest podobnie, tylko że od nich z firmy ktoś nie może jechać i zostało im kilka wolnych wejściówek. Normalnie to szkolenie jest bardzo drogie, ale ta ich firma miała dobry rok i szefostwo się rzuciło. Wiesz… jak o tym usłyszałam to od razu pomyślałam o Tobie – podsumowała Ala.

– O mnie? Myślisz, że chcę jechać i słuchać jakiegoś gadania przez kilka godzin dziennie? Wiesz przecież, że nie lubię takich wyjazdów. Ktoś wychodzi i nawija pół dnia, a Ty siedzisz i udajesz, że robisz notatki – Magda była zdegustowana.

– Ty od razu swoje teorie spiskowe! Nie wydaje Ci się, że przesadzasz? Sama się zastanów: gdzie ostatnio wyrwałaś się na dłużej niż weekend? Ciągle praca i dom, na nic nie masz czasu, a teraz już śpisz nawet w dzień.

W sumie ma chyba rację, ale…

– Nie będę jechać na durne warsztaty, tylko po to, żeby ruszyć się z miasta. Poza tym wiesz, że nie mogę. Mam za dużo obowiązków – z rezygnacją powiedziała Magda.

– No właśnie dlatego musisz jechać! Ostatnio wspominałaś, że kończycie pracę nad projektem i pewnie wpadnie Ci parę groszy, a tam pojedziesz i odpoczniesz. W ramach urlopu.

– No może i bym się gdzieś wyrwała… ale co to w ogóle za warsztaty? – Magda coraz bardziej była zaciekawiona.

– Wiesz, za bardzo nie mam pojęcia. Mała Marta napisała wczoraj do mnie, ale nie miała dużo czasu i za wiele się nie dowiedziałam. Podała mi adres strony internetowej, tam można znaleźć więcej informacji… – odpowiedziała Ala.

– Zostaw mi ten adres, może później tam zajrzę. Choć szczerze mówiąc, to chyba wolałabym pojechać na jakąś wycieczkę, a nie nudne warsztaty.

Rozmowa na tym się skończyła, oczywiście Alicja jeszcze opowiedziała jej wszystkie nowiny z pracy, a było tam też miejsce na krótkie opowiadanie o owym przystojnym kierowniku. Boże, ona znów się wpakuje w jakiś romans – pomyślała. Dobrze, że ja umiem trzymać się na wodzy. Poza tym jednym razem…  Ale to było co innego – zaśmiała się sama do siebie.

Przygotowała obiad, pysznego łososia zapiekanego w cieście francuskim. Lubiła gotować, to chyba jedyna rzecz, która sprawiała jej przyjemność w domu. Czasem, gdy cały świat spał, ona wstawała z łóżka i gotowała nago. Zastanawiała się, co by powiedzieli jej rodzice, gdyby ją taką zobaczyli. Pewnie dostałaby lanie… to było niegrzeczne. Ups, nie powinnam tak myśleć! – skarciła sama siebie – to nieprzyzwoite.

Miała dziś całe popołudnie dla siebie, więc postanowiła, że pójdzie „z kijami” do lasu. Przyda jej się, w końcu 4 cm są celem, a do tego dawno nie spacerowała na świeżym powietrzu. Jak wróci to może dziś w nocy będzie lepiej spać.

Postanowiła, że ruszy o 18ej – i dziś przejdzie przynajmniej 10 km. – kiedy to ja ostatni raz chodziłam? – zastanawiała się. Chyba już z dwa tygodnie temu…

Mając jeszcze trochę czasu, zanim zacznie się przygotowywać – lubiła się rozciągać przez wyjściem „na kije” – postanowiła sprawdzić w Internecie stronę, którą jej podała Ala.

Włączyła komputer i po chwili wpisała..

– Zaraz zaraz, jak to było? Gdzieś miała tę kartkę.

Weszła na stronę, ale pojawił się tam tylko napis:

 Co wczoraj – już było. Co dziś – nastało. Co jutro… zdecyduj.