Genialne ćwiczenia oddechowe! :)

Jakiś czas temu natknąłem się na Wima Hofa, człowieka, który pokazuje, że wszystkie ograniczenia istnieją jedynie w umyśle. Minął już miesiąc odkąd każdego dnia zasypiam z jego techniką oddechową… i przyznam, że jest to tak niesamowite, iż każdego nie wręcz nie mogę się doczekać kiedy je znów zrobię.
Poczytaj o tym człowieku, a zrozumiesz o czym mówię :))

Wrzucam link do nagrania z którego korzystam!

Życiem zachwyt!

 SZEKSPIR POWIEDZIAŁ:
Zawsze czuję się szczęśliwy – wiesz dlaczego?
Ponieważ nie oczekuję niczego od nikogo. Oczekiwania zawsze ranią.
Życie jest krótkie, więc kochaj je, bądź radosny i dużo się uśmiechaj!
Żyj tak jak chcesz i…
-zanim się odezwiesz – posłuchaj,
– zanim coś napiszesz – pomyśl,
– zanim wydasz pieniądze – zarób,
– zanim zaczniesz się modlić – wybacz,
– zanim zranisz – poczuj,
– zanim znienawidzisz – pokochaj,
– zanim zrezygnujesz – spróbuj,
– zanim umrzesz – ŻYJ!
To Twój czas!

P.S: bukiet zrobiłem kiedyś z polnych kwiatów 🙂

Mózg decyduje o tym, co widzisz…

W świetle ostatnich badań okazuje się, że mózg odbiera i przetwarza informacje wizualne, których nie jesteśmy w stanie świadomie dostrzec. Odkrycie to podaje w wątpliwość dotychczasowe rozumienie procesów przetwarzania doświadczeń wzrokowych, odbywających się w mózgu.

 

Ile widzi nasz mózg?
Jay Sanguinetti z Uniwersytetu w Arizonie opublikował swoje odkrycie na łamach „Psychological Science”. W badaniu wykorzystał on czarne obrazy, części z których towarzyszyły przedmioty ukryte na białych polach, znajdujących się po ich zewnętrznej stronie. Podczas testu uczestnicy poddani zostali także badaniu EEG.

Naukowcy pragnęli przekonać się, czy mózg przetworzy obiekty znajdujące się na białych polach, a dokładniej, czy przetworzy ukryte kształty, pomimo że uczestnicy nie będą w stanie świadomie ich dostrzec – mówi Sanguinetti. Okazało się, że jest to możliwe. Badanie fal mózgowych (w szczególności tych nazywanych N400) ukazało, że nawet jeżeli dana osoba nie rozpoznała kształtów poza czarnym obrazem, jej mózg przetwarzał je i rozpoznawał ich znaczenie.

Jak podają autorzy badania, zjawisko to występuje ok. 400 milisekund (mniej niż pół sekundy) po pokazaniu obrazu. Osiągnięcie szczytu przez falę N400 oznacza, że mózg rozpoznał obiekt znajdujący się poza prezentowaną figurą i nadał mu konkretne znaczenie. Uczestnicy badania nie byli w stanie dostrzec ukrytych kształtów za pomocą zmysłu wzroku, jednak były one widoczne dla mózgu – tłumaczy Mary Peterson, psycholog z Uniwersytetu w Arizonie. Jak się okazuje, mózg odrzuca je jako interpretacje, dlatego nie są one postrzegane w sposób świadomy.

W badaniu wykorzystano także czarne obrazy, w towarzystwie których nie występowały ukryte kształty. Okazało się, że fala N400 nie wykazywała wzmożonej aktywności, gdy uczestnicy oglądali takie właśnie obiekty. Oznacza to, że mózg nie rozpoznał żadnych posiadających znaczenie przedmiotów.

Subiektywne postrzeganie świata
Zdaniem Peterson, odkrycie ma ogromne znaczenie, ukazuje bowiem, że mózg przetwarza niewidoczne dla oczu kształty i ich znaczenie. Dlaczego mózg odbiera informacje, których istnienia nie jesteśmy świadomi? Tradycyjna opinia głosi, że zjawisko takie byłoby marnotrawstwem zasobów umysłu – tłumaczy Sanguinetti. Po co więc mózg miałby poświęcać tyle wysiłku na rozpoznanie znaczenia kształtów, jeżeli ostatecznie człowiek i tak ich nie dostrzeże?

Szereg teorii podaje, że mózg przetwarza jedynie te informacje, które ostatecznie dostrzeże człowiek. Jednak w rzeczywistości to mózg decyduje o tym, co będzie widoczne dla oczu. Przetwarza on wszystkie treści, a następnie określa ich najlepszą interpretację. Ostatnie badanie pokazuje, w jaki sposób działa mózg – podkreśla Peterson. Za każdym razem rozważa on kilka możliwości i wybiera najlepsze wyjaśnienie odbieranych informacji. Tymczasem najlepsza interpretacja może zależeć od okoliczności. Jak tłumaczą autorzy badania, prawdopodobnie mózg nauczył się „przesiewać” ogrom informacji wizualnych i rozpoznawać te, które są dla nas najbardziej istotne, np. dotyczą zagrożeń lub pożywienia.

Mózg wybiera to, co widzą oczy
W przyszłości specjaliści zamierzają przyjrzeć się określonym obszarom mózgu, w których zachodzi przetwarzanie informacji. Badanie EEG sugeruje, że proces ten jest rzeczywisty i podpowiada, kiedy ma miejsce. Nie pokazuje jednak, gdzie dokładnie zachodzi – mówi Peterson. Podczas gdy poszczególne obrazy wyświetlane były uczestnikom badania jedynie przez 170 milisekund, ich mózgi były w stanie przeprowadzić skomplikowane procesy, konieczne do szybkiego zinterpretowania tych informacji. W ten sposób mózg wybiera materiał, który postrzegany jest za pomocą zmysłu wzroku.

Z badania wynika, że w codziennym życiu, np. idąc ulicą, nasze mózgi rozpoznają wiele przedmiotów, spośród których jedynie części jesteśmy w pełni świadomi. Mózg dostarcza nam najlepszej, najbardziej użytecznej interpretacji postrzeganego świata – twierdzi Sanguinetti. Interpretacja ta jednak niekoniecznie zawiera wszystkie informacje dostępne dla mózgu.

Źródło:
http://natemat.pl/91591,mozg-widzi-wiecej-niz-oczy

W życiu chodzi o odwagę…

„Odwaga jest na wyciągnięcie ręki: nie trzeba jej kupować za pieniądze. Nie trzeba się jej uczyć w szkole! Odwaga to jest coś, no nie? Jeśli masz odwagę, to wszystko musi się udać!” – Geraldine McCaughrean, ‘Piotruś Pan w czerwieni’

‚…The most rejuvenating idea of all, and the greatest step to any true illumination, is the realization that your exterior life springs from the invisible world of your reality through your conscious thoughts and beliefs, for then you realize the power of your individuality and identity. You are immediately presented with choices. You can no longer see yourself as a victim of circumstances. Yet the conscious mind arose precisely to open up choices, to free you from a one-road experience, to let you use your creativity to form diversified, varied comprehensions. Let us make a clear distinction here: Your conscious beliefs direct the flow of unconscious processes which bring your ideas into physical reality, so while your thoughts cause your experience, you are not consciously aware of how this takes place.

Your thoughts give the general outline of the reality that you physically experience. Your emotions will fill in the patterns of light. Your imagination will forge these together. The sound of your inner thoughts is the medium that you actually use. This is far more than an analogy, however, for in simple terms it explains quite clearly the way in which your beliefs form your reality.

Thoughts, have properties that you do not perceive—properties that not only affect matter, but that form their own greater patterns outside of your reality. These follow their own, say, laws. You add on to, or build up your own reality, in other dimensions throughout your physical life.

You know that emotions change the physical cells, sweeping through them as wind through branches, and leaving imprints in many realities, leaving imprints within the reality of dreams, the physical reality, and in electrical reality, in terms of coded systems. There should be an easy flow and acceptance of such emotions, wherein they come and go; but ego often holds them tightly, for its own purposes, in which case they become imprisoned, and become stronger than they were.

It is only from this viewpoint (constant moment-by-moment creation) that the true nature of physical matter can be understood. It is only by comprehending the nature of this constant translation of thoughts and desires — not into words now, but into physical objects — that you can realize your true independence from circumstance, time and environment.

There are no accidents in cosmic terms, or in terms of the world as you know it. Your beliefs grow as surely in time and space as flowers do. You create your own reality according to the nature of your beliefs.

Because of your psychological and psychic structure, there is within the rich makeup of your being a literally endless variety of what you may call probable selves. In one reality or another these will all be experienced. In your present existence, however, you will utilize only those psychological characteristics that you Believe you possess. So, you see, the personality can not be defined as being thus-and-so.

The physical constitution of the body follows your beliefs. And so, all of its sense data will faithfully mirror the beliefs that direct its activity.

The „you” that you presently conceive yourself to be represents the emergence into physical experience of but one probable state of your being, who then directs corporeal life and „frames” and defines all sense data. When your ideas about yourself change, so does your experience.

The overall private experience that you perceive forms your world. But, Which world do you inhabit? For if you altered your beliefs and therefore your private sensations of reality, then that world (seemingly the only one) would also change. You do go through transformations of beliefs all the time. And, your perception of the world is different. You seem to be, no longer, the person that you were. You are quite correct. You are Not the person that you were. And, your world Has changed and not just symbolically.

Often you fall into lapses in which you actually pull in your consciousness, so to speak, and experience life in a lesser fashion. In such a state you do not seem to experience yourself directly. And, indeed, in the midst of what you think of as the waking state you act in the most mechanical of fashions, following habit and being less aware of sensual stimuli.

On such occasions your beliefs usually lose their edge, the directions you give to your body are not clear, and the world seems fuzzy. This is often a time of deep unconscious activity, when new latent probable characteristics are biding their time, so to speak, waiting for emergence.

The unharmonious sounds have become a part of that portion of the body as a result of the inner sound of your own thought-beliefs. That is why it is vital that you do not reinforce these inner sounds through repeating the same negative suggestions to yourself. Verbal suggestions are translated into inner sound.

Value fulfillment itself is most difficult to describe, for it combines the nature of a loving presence – a presence with the innate knowledge of its own divine complexity – with a creative ability of infinite proportions that seeks to bring to fulfillment even the slightest, most distant portion of its own inverted complexity. Translated into simpler terms, each portion of energy is endowed with an inbuilt reach of creativity that seeks to fulfill its own potentials in all possible variations – and in such a way that such a development also furthers the creative potentials of each other portion of reality.

The more fully you learn to live, the more the seemingly hidden ‘mysteries of the universe’ begin to appear. They do not necessarily make themselves known with great clamor or fanfare, but suddenly the most innocuous, innocent bird song or the sight of a leaf might reveal knowledge of the profoundest nature. It is ironic, then, that many people who seek to discover the ‘hidden’ mysteries of nature ignore nature itself, or consider the physical body as gross or somehow composed of lesser vibrations.

Life’s about courage and going into the unknown.

Do what is right, not what is easy.

As you move outside of your comfort zone, What was once the unknown and fighting becomes your new normal.

A smooth sea never made a skilful.

People don’t ever think from the other person’s perspective. If you did you might understand someone more.

Life goes on… Whether you choose to move on and take a chance in the unknown. Or stay behind, locked in the past, thinking of what could’ve been.

One is never afraid of the unknown; one is afraid of the known coming to an end.

Just because something isn’t happening for you right now doesn’t mean that it will never happen.

Life is a Story makes your’s the best seller.

In the end we only regret the chances we didn’t take.

Be decisive. Whatever you decide, make a decision. The road of life is paved with flat squirrels who couldn’t make a decision.

Equanimity affords you clarity beyond the mind to be experienced and brings about the pursuit of knowledge beyond the ego.

Don’t be in such a rush to figure everything out. Embrace the unknown and let your life surprise you.

The purpose of life, after all, is to live it, to taste experience to the utmost to reach out eagerly and without fear for newer and richer experience.

Challenges are what make life interesting. Overcoming them is what makes life meaningful.

Let come what comes, let go what goes. See what remains.

Sometimes, no matter how ready you are to move forward, you just have to wait a little while. Take it as a lesson in patience. No delay lasts forever. Your time will come soon.

You cannot make your life move faster than it is moving. No matter how urgent your situation may seem to be, things are going to happen when they happen, not a minute sooner. Be patient with yourself. Be patient with others. Be patient with life. Patience always pays off!

Life is the movie you see through your own unique eyes. It makes little difference what’s happening out there. It’s how you take it that counts.

Stop thinking too much. It’s alright not to know the answers. They will come to you when you least expect it.’

 

‚To również minie’.

Król zażądał kiedyś od mędrców na dworze:

– Robiony jest dla mnie piękny pierścień. Mam jeden z największych diamentów. Chcę w pierścieniu zachować ukryte przesłanie, które może mi pomóc w nagłej potrzebie. Musi być bardzo małe, by dało się je ukryć pod diamentem w pierścieniu.

Byli tam sami mędrcy, wielcy uczeni, potrafiący pisać olbrzymie traktaty. Ale podać przesłanie mające dwa lub trzy słowa, które mogłyby pomóc w chwili nagłej potrzeby … Myśleli, patrzyli w swe księgi, ale nic nie mogli znaleźć.

Król miał starego sługę, którego traktował niemal jak ojca, był bowiem też jego sługą. Matka króla wcześnie zmarła, sługa opiekował się nim, nie był więc to zwykły sługa. Król bardzo go szanował.

– Nie jestem mądry ani wykształcony, ale znam takie przesłanie, bo jest ono tylko jedno – rzekł starzec. – Ci ludzie nie mogą Ci go dać, może dać je tylko mistyk, ktoś, kto sam je urzeczywistnił. Przez całe moje długie życie w pałacu spotykałem różnych ludzi, a kiedyś spotkałem tu mistyka. On też był gościem twojego ojca, a mnie oddano na jego posługi. Gdy wyjeżdżał, w geście podziękowania za wszystkie moje usługi dał mi to przesłanie.

Sługa napisał je na małym kawałku papieru, złożył go i powiedział do króla:

– Nie czytaj go, zachowaj je ukryte w pierścieniu. Otwórz go tylko wtedy, gdy wszystko inne zawiedzie, gdy nie będzie już żadnego wyjścia.

Taki czas nadszedł wkrótce. Kraj został zaatakowany i król stracił swe królestwo. Uciekał konno, by ocalić życie, ścigali go jeźdźcy wroga. On był sam, a ich było wielu. Dojechał do miejsca, gdzie kończyły się wszystkie ścieżki …. urwisko i głęboka przepaść. Gdyby w nią wpadł, byłby to jego koniec. Nie mógł zawrócić, wróg był tuż za nim, słyszał dźwięk podków ich koni. Nie mógł jechać dalej … nie było żadnego innego sposobu…

Przypomniał sobie o pierścieniu. Otworzył go, wyjął papier. Było tam maleńkie przesłanie o wielkiej wartości, które brzmiało po prostu: „To też minie”. Wielka cisza nastała, gdy król przeczytał to zdanie. „To też minie”. I minęło.

Wszystko mija, nic w tym świecie nie trwa takie samo. Wrogowie ścigający go musieli widocznie zgubić drogę w lesie, pojechali gdzieś indziej, bo odgłosy kopyt stopniowo ucichły.

Król był ogromnie wdzięczny słudze i nieznanemu mistykowi. Te słowa sprawiły cud. Złożył papier, włożył go z powrotem do pierścienia, zebrał swe wojska i odzyskał królestwo. Gdy wjeżdżał do stolicy jako zwycięzca, było wielkie święto – wszystko w całym mieście, muzyka, tańce, a on był bardzo dumny z siebie.

Przy jego rydwanie szedł starzec, który rzekł:

– Teraz też jest to prawdą – spójrz na to przesłanie jeszcze raz.

– Co ty mówisz? – rzekł król. – Teraz jestem zwycięzcą, ludzie świętują. Nie jestem już w rozpaczy, w sytuacji bez wyjścia.

– Słuchaj, panie. Ten święty powiedział mi, że to przesłanie nie jest tylko na czas rozpaczy, ale też na czas przyjemności. Nie tylko na czas klęski, ale też na czas zwycięstwa, nie tylko wtedy, gdy jesteś ostatni, ale też wtedy, gdy jesteś pierwszy.

Król otworzył pierścień, przeczytał przesłanie: „To też minie”… nagle taki sam spokój, taka sama cisza, pośród tłumów, cieszących się, świętujących, tańczących … tylko teraz znikły duma i ego.

Wszystko przemija.

Baw się dobrze 🙂

Przytulanie się z… sercem :)

Każdego dnia uczymy się nowych rzeczy, wszak Wszyscy jesteśmy na Ziemi studentami.

Dziś chcę podzielić się jednym z najbardziej niesamowitych przeżyć na polu człowiek-człowiek jakich doświadczyłam:) Aż dziw, że musiałam zajechać aż do Portugalii, poznać tam niezwykłego Australijczyka, który pokazał mi jak mistycznie i magicznie ludzie mogą się przytulić. Opisuję tu uścisk, który dajemy komuś by okazać radość po przywitaniu się, wdzięczność za czas spędzony razem po spotkaniu czy też przyjacielski uścisk dający wsparcie. Przeżycie to może być wbrew pozorom najintymniejszą sytuacją jaką do tej pory przeżyłeś/aś

Współcześnie przytulenie kogoś znajomego jest dość płytką sprawą, trwającą sekundkę bądź dwie, bez należytej uwagi, często beznamiętnie rozmyślając o niebieskich migdałach czy liście zakupów. Zdecydowanie warto coś pozmieniać i przybliżyć ludzkość do siebie.

Wyobraź sobie, że przytulasz kogoś i w tym momencie dostajesz klucz do jego duszy. Możesz poczuć wszystko co czuje dana osoba, poczuć całe jej dobro, chęci, poczuć czysty przepływ świadomości i prowadzić dialog, rozmowy bez słów poza czasem i przestrzenią, a słowa zastąpić energią. Wejść w rezonans, który buduje niekończącą się przyjaźń, która oddziaływuje również poza czasem i przestrzenią.

Jak to uczynić? Zauważyłam że wśród ludzi istnieje odruch by mieć głowę przytulanego po prawej stronie. Obrazki z Google potwierdziły moje obserwacje. Tym sposobem oddalamy nasze kochane pikawy od siebie. Przytulenie wydaje się być płytkie i niewygodne. Dowiedziałam się, że mając głowę osoby przytulanej po naszej lewej stronie (taka mała zmiana a tyle znaczy;)) powodujemy, że nasze serca stykają się, otwierając pewnego rodzaju portal. Tworzy się pewna magnetyczna siła, pewna synergia, powodująca oczyszczenie umysłu i bezgraniczne zrozumienie. Aż ciężko się oderwać, zwłaszcza jeśli czujesz w klatce piersiowej jak dwa serca zaczynają bić równo i rozmawiać z sobą jak najlepsi starzy przyjaciele.

Jeśli zaciekawił Cię temat poszperaj w necie. W niektórych kulturach ta wiedza była/jest oczywista i powszechna. Próbuj, eksperymentuj, poznawaj siebie i daj znać co u Ciebie 🙂

Szukasz inspiracji do zmian? Spotkajmy się też tutaj: https://www.facebook.com/O-dziewczynie-kt%C3%B3ra-jad%C5%82a-mango-200720147152333/

 

Komentarz, o życiu traktujący.

Uznałem, że warto podzielić się tym komentarzem. Być może i Tobie się spodoba…

„To wymaga świadomej obserwacji. Ile ja mam ile ma sąsiad a ile Ewa Farna.. To dotyka źródła – dzieciństwa. Wychowałem się w czasach komuny. W rodzinie wielopokoleniowej. Najmłodszy z dzieci. Wychowywała mnie babcia z trójką mego starszego kuzynostwa – bo nasi rodzice nie mieli czasu – byli na dorobku czy co tam. Bieda aż piszczała. Znam zupę z pokrzyw, szczawiu, który sami zbieraliśmy. Nie było nic, ale głodni nigdy nie byliśmy. Nigdy nie miałem nowych spodni – wszystko dziedziczyłem po starszych. Wokoło były dzieciaki marynarzy, taksiarzy i sezonowo pracujących w NRD. Miały zabawki, rowery i rzeczy dla mnie niedostępne. Dżinsy z Pewexu.. Jednak nigdy nikomu niczego nie zazdrościłem, bo nigdy w domu nie słyszałem: „jesteśmy biedni. Brakuje nam” Byłem kochany i czułem się kochany. Nie mieliśmy telewizora – przed otwartym piecem siadaliśmy wszyscy a babcia opowiadała nam historie, czytała bajki. Wieczory pełne śmiechu i łez wzruszenia,gdy wyłem jak potępiony po lekturze „O psie który jeździł koleją”. Zawsze ktoś dla mnie miał czas. Najstarszy kuzyn z drewna wyczarowywał dla mnie proste zabawki. Nie było w domu ciepłej wody więc kąpiel zawsze była ekscytującą przygodą z pieniącym się szamponem.. Zamiast zbierać na magnetofon, zbierałem na podróż w Bieszczady, na namiot i plecak. Porządne buty i śpiwór. Interesowało mnie przeżywanie a nie posiadanie. Wychowano mnie w przekonaniu, że w świecie najpiękniejszy jest sam świat a w życiu najważniejsze jest samo życie. Do dzisiaj mam tyle osobistych rzeczy, że wszystko zmieściłbym w plecaku. Nigdy nie zrobiłem prawa jazdy, bo wiedziałem, że nie chcę być niewolnikiem „zaoszczędzonego czasu” i kółka. Jeżdżę rowerem i chodzę. Czasami dla przyjemności korzystam z autobusu (tylko zimą)Nie Mamy samochodów. Gdybym chciał, mielibyśmy i trzy. Doceniłem i bardzo dbam o swoje proste życie, gdy doświadczyłem, że im więcej mam, tym więcej się martwię. Im więcej posiadam tym większe ponoszę koszty. W mojej rodzinie, to ja jestem „opornikiem” zwalniam tempo. To przeze mnie nie jeździmy na wakacje do Egiptu tylko do oddalonej o 100 km Sielpi, gdzie mieszkamy w ubogim domku drewnianym a nie w wypasionym hotelu. Kiedy zarabiałem „duże” pieniądze, ciągle nie było mnie w domu. A jedyne co zyskiwałem, to to, że mogłem kupić lepsze spodnie, buty..garnki.. Nie powodowało to jednak, że czułem się „lepszy” a kiedy urodził mi się syn – porzuciłem intratne zajęcia, bo nie mogłem sobie wyobrazić, że nie będę uczestniczył w jego podróży dorastania. I choć mój syn ma więcej niż ja miałem (ma tyle, że całą moją dzielnicę z dzieciństwa mógłby obdarować i jeszcze by mu zostało) to uczę go wzrastać w prostocie. Uczę go, że gdyby trzeba było to naprawdę można wznieść dom własnymi rękami nie wydając na to ani złotówki ( w ścianach domu mego dzieciństwa była..słoma) Miarą sukcesu jest to, że zdobywasz co chcesz. Miarą szczęścia jest radość z tego co masz. Im więcej masz, tym trudniej wyruszyć w podróż – zabrać się z tym.. To i symboliczne i prawdziwe. Dbasz o to, ab mieć to i tyle ile potrzebujesz. Dlatego jesteś Wolny. Kiedy przestajesz biec za posiadaniem, zaczynasz umieć być sam ze sobą. I nie ma inaczej, bo jest to kwestia czasu i koncentracji. Temu o czym mówisz – powinni poświęcać czas na każdej godzinie wychowawczej w każdej szkole od pierwszej klasy. Społeczeństwo zaczyna się od dzieci. Od nich zaczynają się zmiany. Wychowajmy jedno pokolenie w Świadomości a zmienimy społeczeństwo.. I wbrew pozorom nie chodzi o to, aby się „cofać” wbrew pozorom jest to postęp”
Użytkownik -dzik- (YouTube)

Wdzięczny jestem Dziku! 🙂

Wim Hof – człowiek, który wbiegł na Everest w spodenkach!

Wczoraj słuchałem 2,5h podcastu Joe Rogana z Wimem Hofem – człowiekiem, który ‚fizycznie’ dokonuje niemożliwych rzeczy, np. wejście tylko w spodenkach na Everest (boso!), maraton na Nairobi bez picia wody, światowy rekord zanurzenia w lodzie, etc.
Opowiadał o ZBADANYCH, popartych wynikami sytuacjach, w których pokazywał naukowcom jak kontroluje swój organizm, od układu immunologicznego, przez system endokrynologiczny człowieka. Robi to wszystko tylko i wyłącznie za pomocą oddechu.
Organizuje już trzecią wyprawę na Kilimandżaro, gdzie zabiera osoby starsze, zazwyczaj z ciężkimi chorobami… a one wchodzą z nim w dwa dni na szczyt!
Poczytaj o nim, bo naprawdę potrafi to zmienić myślenie 🙂
https://www.youtube.com/watch?v=Np0jGp6442A

https://www.facebook.com/icemanwimhof/
Wszystkiego Dobrego!

Cóż to było za olśnienie!

Siedzę sobie i piszę. Wstałem o czwartej trzydzieści, więc mija już 5 godzin, odkąd moje palce zaczęły tańczyć po kruczoczarnej klawiaturze.
Dziś płyniemy. Słowa pojawiają się na ekranie, szybko przelewane przez wyrobione dłonie. Dawno temu nauczyłem się szybko pisać, gdym niejako zmuszon do tego został! Najpierw było Gadu-Gadu, na którym chciałem jak najszybciej odpisywać znajomym (a przede wszystkim co bardziej urokliwym koleżankom), a potem nadeszły opisy techniczne, których pisać nie lubiłem, a które napisanymi być musiały. Ucieczki nie było, więc im szybciej napisałem, tym szybciej miałem wolne.
Potem przyszedł czas na spisanie wszystkich notatek z wyprawy na Saharę. Sporo tego było, wszak każdego dnia notowałem po dwie godziny. Następnie Wisła! Notatnik, który wyglądał jak bym go miał w plecaku podczas walki z wielką rzeką (czyżby tak właśnie było?), zdecydowanie utrudniał odczytywanie niektórych zapisków, lecz cóż było robić – wyostrzając wzrok i przypominając sobie zdarzenia, jakoś rozszyfrowałem owe hieroglify, które w mokrym namiocie powstały.
Od tamtej pory, piszę patrząc w okno. Oglądam świat jadąc pociągiem, a palce same znajdują drogę do właściwych klawiszy. Uwielbiam to. Daje mi wielką satysfakcję, gdy czuję dotyk klawiatury, i to, jak mknie kursor po białym ekranie. Pisanie! Ach, cóż to za piękna sztuka!

Olśniło mnie przecież, czy już zapomniałem?
Okulary PRZECIWsłoneczne.

Światło to życie. Słońce to Energia. Czyżbyśmy zapomnieli, występując przeciw słońcu?

Do poczytania:
http://humel.pl/2016/05/17/okulary-przeciwsloneczne-niszcza-wzrok-i-zdrowie/

Inglese:
http://endmyopia.org/glasses-destroy-your-eyesight/

Dnia pięknego!

Czujesz jakie to prawdziwe?

„Nie służy wam tylko uzależnienie się od seksu (czy czegokolwiek innego). Ale zakochać się w seksie można jak najbardziej!

Powtarzaj to sobie na głos codziennie dziesięć razy: KOCHAM SEKS!

Powtarzaj też to:

KOCHAM PIENIĄDZE!

Czy jesteś gotowy na prawdziwy wstrząs? Spróbuj dziesięć razy powtórzyć to:

KOCHAM SIEBIE!

Oto zestaw kolejnych rzeczy, których nie wolno ci wielbić. Poćwicz wielbienie ich:

WŁADZA

CHWAŁA

SŁAWA

SUKCES

ZWYCIĘŻANIE.

Chcesz jeszcze? Spróbuj tych. Naprawdę powinieneś czuć się winny, jeśli kochasz:

BYĆ PODZIWIANYM

BYĆ LEPSZYM

POSIADAĆ WIĘCEJ

WIEDZIEĆ JAK

WIEDZIEĆ DLACZEGO.

Masz dość? Zaczekaj! Oto sam szczyt poczucia winy: osiągasz go, gdy czujesz, że

ZNASZ BOGA.

Ciekawe, co? Przez całe życie wpajano ci poczucie winy z powodu

RZECZY, KTÓRYCH PRAGNIESZ NAJBARDZIEJ.

Lecz Ja ci mówię: miłuj, miłuj, miłuj rzeczy, których pragniesz – gdyż twoja miłość do nich przyciągnie je do ciebie.

Te rzeczy składają się na życie! Gdy je kochasz, kochasz życie! Ogłaszając, że ich pragniesz,

oświadczasz zarazem, że wybierasz całe dobro, które ma do zaofiarowania życie!”

Z książki: Rozmowy z Bogiem, N.D.Walsch’a

Alicja w Czarów Krainie, czyli piękna inspiracja/zmiana postrzegania :)

Czytałem kiedyś „Alicję…” – przemówiła do mnie w sposób dość zaskakujący, na pewno nieszablonowy. Książka pokazuje absurdy tego świata, naszych zachowań i otaczającej nas rzeczywistości, a przed wszystkim – wybija z rutyny myślenia.
Kilka cytatów, które mogą Ci pomóc… a kto wie, może również zainspirują Cię do lektury! 🙂

  1. – Czy nie mógłby pan mnie poinformować, którędy powinnam pójść? – mówiła dalej.
    – To zależy w dużej mierze od tego, dokąd pragnęłabyś zajść – odparł Kot-Dziwak.
    – Właściwie wszystko mi jedno.
    – W takim razie również wszystko jedno, którędy pójdziesz.
    – Chciałabym tylko dostać się dokądś – dodała Alicja w formie wyjaśnienia.
    – Ach, na pewno tam się dostaniesz, jeśli tylko będziesz szła dość długo.
    .
  2. – Zasada jest taka, że jutro będzie dżem i wczoraj był dżem, ale nigdy dzisiaj.
    – Musi czasem wypadać, że dżem jest dzisiaj – zaprotestowała Alicja.
    – Nawet nie mogłoby – odparła Królowa. – Dżem jest co drugi dzień, a dziś nie jest co drugi dzień, prawda?
    .
  3. – Czy widzę kogoś na drodze? Nikogo! – rzekła Alicja. – Ach, żebym ja miał taki wzrok – powiedział z żalem Król. – Nikogo! na taką odległość! Ja przy tym świetle widzę tylko tych, co istnieją.
    .
  4. Bądź tym, czym chcesz się wydawać.
    .
  5. -Może nie wynika żaden morał-ośmieliła się zauważyć Alicja.
    -Ho, ho, moje dziecko!-rzekła Księżna-Ze wszystkiego wynika jakiś morał, byleś go potrafiła znaleźć.
    .
  6. Bo widzisz, TUTAJ musisz biec tak szybko, jak tylko potrafisz, żeby zostać w tam samym miejscu. A jak chcesz dostać się w inne miejsce, musisz biec dwa razy szybciej.
    .
  7. -Ale ja nie chcę mieć do czynienia z wariatami!-zastrzegła się Alicja.
    -Och, na to nic nie poradzisz-odpowiedział Kot.- Wszyscy tu jesteśmy stuknięci. ja jestem wariat. Ty jesteś wariatka.
    -Skąd wiesz, że jestem obłąkana?-rzekła Alicja.
    -Musisz być obłąkana-powiedział Kot-bo inaczej byś się tu nie przybłąkała.
    .
  8. A co to znaczy, że coś wypada? Gdyby ludzie się umówili, że wypada nosić twaróg na głowie, nosiłabyś?
    .
  9. Jak długo trwa wieczność? Czasami tylko sekundę – odparł Królik.
    .
  10. Podążaj za białym królikiem.

 

 

Krótka historia o tym, jak v-ce Misterem Polski zostałem…

O tym jak pewnego dnia zostałem wybrany II V-ce Misterem Polski…

Życie potrafi zaskakiwać i wielokrotnie się o tym przekonałem. Rzeczy nam się „przydarzają”, coś się „dzieje”, mamy „farta”. Czy jednak wszystko co się dzieje w naszym życiu jest kwestią przypadku i szczęśliwego zbiegu okoliczności?  Czyż pozostajemy bez wpływu na nasz świat i to, co w nim widzimy?
Zdecydowanie NIE!

Uważam, że we Wszechświecie nie ma czegoś takiego jak przypadek lub ślepy traf. Wszystko co się dzieje, bierze swój początek w naszych myślach, czyli w naszej głowie. Czy tego chcemy czy nie, każda myśl wprowadza w ruch energię, która przejawia się w świecie fizycznym.

Oczywiście większość osób powie, że to bzdura, pic bajer i fotomontaż. Z pewnością tak się może wydawać. Jednak jeśli zaczniemy obserwować nasze, często pogmatwane myśli, a potem przyjrzymy się temu, co dzieje się w naszym życiu – zdamy sobie sprawę z tego, że wszystko działa w ten sposób. Najpierw jest myśl, a potem nasze doświadczenie w świecie fizycznym. Jest jednak jedno „ale”.

To, że siedzę teraz przed komputerem i pomyślę „chcę mieć nowy rower” nie sprawi, iż nagle wyląduje on przed naszymi oczami. Wszystko to działa, ale z opóźnieniem… i dlatego tak ciężko spostrzec, iż to co nam się teraz przydarza – było kiedyś w naszej głowie. Poza tym, w skrajnych przypadkach może zdarzyć się, iż rower dosłownie spadnie nam z nieba (kiedyś napiszę o tym jak wygrałem dobry rower), ale zazwyczaj po prostu rzeczy ułożą się tak, że będziemy mieć pieniądze na zakup roweru, albo coś w ten deseń 🙂 Po prostu Wszechświat zawsze spełnia nasze życzenia, sęk w tym, że tego nie dostrzegamy przez odstęp czasowy pomiędzy myślą a doświadczeniem.

Są jednak chwile, gdy coś się dzieje, a my nagle stwierdzamy: Hola, hola… przecież ja niedawno o tym myślałem! Doznajemy czegoś na kształt olśnienia, widząc działanie niepodważalnych praw Wszechświata.

Odkąd zacząłem zwracać uwagę na to co się dzieje i przypominać sobie własne myśli, przydarza mi się to często. Są to chwile w których zatrzymuję się w miejscu, oczy otwierają mi się ze zdumienia i zbieram szczękę z podłogi. Tak było również wtedy…

Dostałem maila o castingu do konkursu Mister Polski 2009. Przeczytałem, przemyślałem i dałem sobie spokój.

Minął jakiś czas i kilkanaście dni później, gdy siedziałem w domu i grałem w jakąś grę na komputerze,  przypomniało mi się o tym castingu. Stwierdziłem, że daruję sobie podróż do Warszawy, bo i po kiego tam jechać 🙂 Jednak myśl o tym nie dawała mi spokoju; ubrałem się, wsiadłem w Czerwoną Strzałę (moje Cinquecento w spadku po dziadku) i pomknąłem… no dobra, jechałem w stronę stolicy.

Na wydrukowanej naprędce mapce miałem zaznaczony punkt docelowy, więc jakieś 2,5 h później byłem na miejscu. Zaparkowałem Strzałę i poszedłem na miejsce…

Wszedłem do środka budynku pod wskazanym adresem i wtedy zrozumiałem, że nie był to dobry pomysł. W środku bowiem, stało kilkudziesięciu facetów – wszyscy wymuskani, nażelowani i generalnie z głową bardzo wysoko 😀

Ja wszedłem w jeansach i bluzie, w uszach mając słuchawki i lecącego w nich Bob’a Marleya. Nijak nie pasowałem do towarzystwa, które kręciło się niespokojnie w oczekiwaniu na rozpoczęcie. Skoro jednak przejechałem tyle kilometrów, to stwierdziłem, że zostanę.

Po jakimś czasie pojawiło się szanowne jury.  Składało się z jakichś ważnych osobistości, aktualnie panujących Kobiet z tytułem Miss itd. Nie wnikałem.

Każdy ze startujących miał łącznie 3 wyjścia, na których musiał zaprezentować się przed ową komisją.  W pierwszym wezwaniu należało zaprezentować się „just like that”, czyli w normalnym stroju, bez żadnych wymogów. Siedziałem sobie spokojnie, a gdy nadszedł mój czas – po prostu wyjąłem słuchawki i na chwilę pożegnałem się z Bob’em. Wyszedłem, odpowiadałem na pytania, które zadawała mi komisja i wróciłem na swoje miejsce, gdzie mogłem dalej spokojnie słuchać muzyki.

W następnym wyjściu każdy z nas miał zaprezentować się w stroju wyjściowym, a więc w garniturze. Rzecz jasna, kiedy zapadła w mojej głowie decyzja o tym, że jednak pojadę – pomyślałem o wielu rzeczach, ale z całą pewnością nie o tym, by wziąć garnitur. Tym sposobem, gdy zostałem wezwany do wyjścia, zaprezentowałem wspaniały, olśniewający i unikalny strój wyjściowy, w postaci… jeansów i bluzy. Oczywiście znów musiałem wyjąć słuchawki 😀

Podczas drugiego wyjścia odnosiłem nieodparte wrażenie, że wyróżniam się z tłumu. Niekoniecznie w dobrym tego słowa znaczeniu. Cóż, moje codzienne buty nie lśniły takim blaskiem jak u reszty startujących… i ich garniturach.

Minął jakiś czas, który rzecz jasna spędziłem na słuchaniu muzyki i… patrzeniu jak wszyscy szykują się przed kolejnym wyjściem. Ktoś smarował się oliwką, ktoś robił pompki, ktoś poprawiał włosy przed lustrem. A ja sobie siedziałem mając w tle „Catch a fire”.

Nadszedł czas kolejnego wyjścia. Tym razem stroju należało mieć na sobie jak najmniej, bowiem było to wyjście plażowe, czyli w kąpielówkach.
Co prawda kąpielówki w samochodzie miałem, jednak klapki zdawały się być odległym marzeniem. Skoro więc ich nie posiadałem, to znów odróżniając się od reszty – wyszedłem na boso.

Do tej pory nie wiem jakie myśli przechodziły przez głowy jurorów, jednak z pewnością mieli ze mnie ubaw. Wcale mnie to nie dziwiło 😀

Po zaprezentowaniu się wszystkich uczestników, przyszedł czas na obrady jury. Siedzieliśmy więc w oczekiwaniu, a ja wciąż słuchałem sobie Bob’a.
Minęła godzina i zostaliśmy poproszeni o zebranie się w głównym holu. Ustawiliśmy się wszyscy przed komisją i oczekiwaliśmy na wyniki castingu, czyli mieliśmy się dowiedzieć o dziesiątce przechodzącej do finału.

Stoję sobie tak jak przyjechałem; totalnie wyluzowany, ze słuchawką w jednym uchu, jednocześnie drugim wyłapując kolejne odczytywane nazwiska. Myślę sobie o drodze powrotnej, planuję trasę wyjazdu i nagle słyszę moje nazwisko! Z niedowierzaniem wyciągam drugą słuchawkę z ucha i dopytuję czy aby na pewno się nie przesłyszałem…!
Okazuje się, że nie i chwilę później, gdy zostały odczytane pozostałe nazwiska z finałowej 10tki, zostajemy poproszeni na taras widokowy na dachu, gdzie zostanie zrobione pamiątkowe zdjęcie.

Oto ono:

Dokładnie w tym stroju występowałem, gdy wszyscy inni wciągali garniaki 😀

Po zrobieniu zdjęcia jeden z jurorów informuje nas, że finał odbędzie się w Szczyrku, dostajemy do podpisania dokumenty finalistów i… rozjeżdżamy się do domów.

Jestem totalnie zaskoczony tym co się wydarzyło i wracam w doskonałym nastroju do domu 🙂

Do finału zostało mi sporo czasu, więc niecierpliwie czekam co będzie dalej. W międzyczasie zostaje zmienione miejsce zgrupowania i zamiast do Szczyrku, jedziemy do Szczecina. To trochę gorzej ze względu na to, iż dwóch uczestników jest właśnie z tego miasta ;p

Zapakowałem się z całym majdanem w pociąg i ruszam do zachodniopomorskiego, by zobaczyć co mnie tam czeka.

Dojeżdżam na miejsce; z dworca odbiera mnie taksówka i jedziemy pod wskazany adres. Okazuje się, że wszyscy powoli się zjeżdżają (z różnych stron Polski), a dla mnie zgrupowanie zaczyna się niezbyt ciekawie, bowiem kilkanaście minut po dotarciu na miejsce zaliczam glebę na śliskim chodniku 😀

Zostajemy przetransportowani do hotelu, który przez tydzień będzie naszym domem. Dostajemy harmonogram zgodnie z którym ma się wszystko odbywać, a wcześniej zostajemy przydzieleni do różnych pokoi. Zmęczony podróżą i całym dniem w ruchu, zasypiam…

Nie pamiętam już dokładnej kolejności zajęć, ale głównie było to ćwiczenie choreografii (z tancerką, która tańczyła m. in. u Stachurskiego :D), próby finałowej gali oraz różne aktywności. Pewnego dnia mieliśmy okazję na żywo wystąpić w TVP Szczecin i poznać prezenterkę, która swego czasu była bohaterką internetu „tory… tory też były złe”. Kto widział, ten wie 😀

Najlepsze z całej wizyty w telewizji było to, że popłakałem się ze śmiechu na wizji, podczas przemówienia jednego z chłopaków 😀

Kolejną atrakcją dla nas przygotowaną był wyjazd do Polic, do dużej kręgielni, która była wynajęta specjalnie dla nas, żebyśmy mogli sobie pograć w kręgle z… mieszkającymi w Szczecinie dziewczynami z tytułem Miss :)))

O imprezie wiele nie powiem, w każdym razie było fajnie :]

Tydzień pobytu dobiegał końca, mieliśmy opanowaną choreografię i wiele prób finałowej gali za sobą. Wynikło jednak małe nieporozumienie i okazało się, że organizatorzy nie zapewnią nam garniturów na występ, więc po szybkim telefonie do domu, kurier z gajerem do mnie leciał 😀

W dniu finału uradziliśmy, że whisky dobrze nam zrobi przed występem. Ktoś pobiegł do sklepu i flaszki były gotowe. Potem dopadły nas miłe Panie, które poprawiły nam koloryt skóry i ogarnęły włosy. Ubraliśmy się wyjściowo (garnitur na szczęście zdążył dojechać) i czekaliśmy.
Publiczność się zapełniła, przyszli goście i jury, konferansjerka zapowiadała co się ma wydarzyć.

Finał był fajny: ktoś zadawał nam wylosowane pytanie, przedstawialiśmy własne talenty (specjalnie po to targałem gitarę przez pół Polski), prezentowaliśmy układy choreograficzne…

Niemniej jednak finał jakoś mało pamiętam [i to nie ze względu na wypite whisky]; w każdym razie, gdy doszliśmy do ogłoszenia wyników… 2 razy usłyszałem swoje nazwisko. Jako Mister Internetu (w głosowaniu internetowym na stronie organizatora zdobyłem dużą przewagę nad pozostałymi rywalami) oraz IIgi v-ce Mister Polski 2009.

To dopiero było zaskoczenie!!!

Ja, pośród tych wypicowanych kolesi, którzy świecili 6pakami… ja, który przyjechałem pociągiem, a np. mój współlokator z hotelu – kilkuletnim ferrari, ja…

A jednak. Udało się! Był to dla mnie dzień sukcesu, bowiem zdałem sobie sprawę, że byłem kimś na kształt nr 3 w Polsce… zupełnie nie zważając na fakt, iż Mister i V-ce byli ze Szczecina :]

Tym oto sposobem, zakończyła się moja przygoda z konkursem i mogłem wracać do domu bogatszy o kilka nagród i ów tytuł.

Całkiem długa to historia, choć opowiedziana w skrócie. A jak się ma do mojego wstępu? Otóż chwilę czasu trwało nim sobie to przypomniałem, jak kilka miesięcy wcześniej trafiłem „przypadkiem” na książkę Potęga Podświadomości J. Murphego. Był tam pewien akapit, traktował o programowaniu podświadomości.

I wtedy zupełnie mnie olśniło! Przecież przez długi czas przed zaśnięciem powtarzałem sobie jedno słowo…

„Sukces”.