Przez jeden dzień bądź turystą w swoim domu, mieście, życiu.

Ten tekst został opublikowany w czasopiśmie WRÓŻKA, w 2015 r.

Dlaczego trzeba jechać gdzieś daleko, by zobaczyć wspaniałe rzeczy i piękne widoki?

          A może raczej: dlaczego jadąc gdzieś w daleką podróż widzimy piękne rzeczy?

Wracałem wczoraj popołudniu do domu. Byłem głodny i chciałem jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Jednak gdy wychodziłem ze sklepu, zobaczyłem pomarańczowe promienie na ścianie domu na przeciwko. Takie kolory mogło rzucać tylko zachodzące słońce…

Wsiadłem w samochód i żałując, że nie mam przy sobie aparatu – ruszyłem nad jezioro. Dojechałem, zgasiłem silnik i oniemiałem.

Z zachodu nadchodziły lekkie, przerzedzone chmury, a przez nie w przebijały się promienie zachodzącego słońca. Wyłączyłem radio, w którym jak zwykle próbowali zrobić mi pranie mózgu i po prostu patrzyłem. Patrzyłem w ciszy na przepiękne przedstawienie, które prezentował mi Wszechświat…
Wiele rzeczy potrafimy wyrazić za pomocą słów, jednak gdy przychodzi nam spotkać się z pięknem, magią i niewypowiedzianą potęgą Natury – pozostaje jedynie cisza.

Zawsze, gdy jestem świadkiem cudów prezentowanych przez Naturę, milczę. Milczę i słucham przesłania jakie ma dla mnie Wszechświat.
Niby nie pada żadne słowo, nie dzieje się nic szczególnego – a jednak! To przesłanie, które trafia prosto w serce, porywa duszę i nie daje się zamknąć w żadne ramy.

Wobec przyrody pozostaje nam tylko pokora i cisza. Jej potęga i piękno przewyższa wszystko, co jesteśmy w stanie stworzyć. Czy jednak potrafimy to zauważyć?

Nie miałem aparatu, więc po kilku minutach patrzenia „z rozdziawioną gębą” ruszyłem do domu. Wszedłem, chwyciłem aparat i ruszyłem po drabinie na dach. Co prawda jakiś czas temu, gdy któregoś mroźnego poranka wchodziłem obejrzeć wschód słońca i oprócz odpadających rąk z zimna, odpadł też jeden pręt trzymający drabinkę… jakoś wszedłem i znów oniemiałem.

W każdej chwili kolory zmieniały swoje odcienie, promienie przebijały się przez różne warstwy chmur i przy każdym spojrzeniu na niebo – wszystko było inne. Podobne, choć nieustannie się zmieniające.

Zrobiłem kilka, może kilkanaście zdjęć, a potem znów wpatrywałem się w milczeniu w zachodzące słońce.

Przeglądałem je później na komputerze i naszła mnie pewna refleksja, która jest zawarta w początkowych pytaniach.

Dlaczego będąc gdzieś daleko, jadąc w odległe zakątki świata czy podróżując pociągiem widzimy wspaniałe rzeczy, „niezapomniane widoki” i co chwilę sięgamy po aparat, by uwiecznić coś na zdjęciach?
Czy rzeczywiście w naszym najbliższym otoczeniu nie ma nic godnego uwagi? Czy naprawdę mieszkamy w tak nieciekawych miejscach?
A może po prostu tego nie widzimy?

Myślałem o tym dość długo i doszedłem do pewnych wniosków. Mianowicie…

Wiadomą sprawą jest, że jadąc gdzieś, większość rzeczy jest dla nas nowością. Przewijające się za oknami krajobrazy widzimy po raz pierwszy w życiu. Góry, doliny, rzeki i miasta to coś, czego oczywiście nie możemy zobaczyć w takiej samej formie w naszym otoczeniu. Skoro tak, to logiczne jest, iż zachwycamy się nowym widokiem i zauważamy piękno nowych miejsc.
Widzimy pierwszy raz polskie Tatry i robimy zdjęcie, bo są piękne. Zwiedzamy Wenecję i nie spuszczamy palca ze spustu migawki. Jedziemy do Egiptu i mamy milion zdjęć samych tylko piramid.

To wszystko jest zrozumiałe. Czy jednak na pewno robimy miliony zdjęć, bo wszystko jest takie piękne… czy wszystko jest takie piękne, bo chcemy je takim widzieć?

Wydawać się to może głupim pytaniem i możesz nie chcieć tego dalej czytać. Ale sam/sama się zastanów.

Czy myślisz, że piramidy są piękne dla mieszkających tam ludzi? No pewnie są. Pewnie gdyby ich zapytać, to powiedzą, że są cudem nad cudami. Mają rację. Ale czy myślą tak każdego dnia, zwłaszcza wtedy, gdy nie pyta ich o to turysta?

Czy ludzie mieszkający w Paryżu każdego dnia robią zdjęcie wieży Eiffel’a? A czy Ty, jeśli mieszkasz w Krakowie – robisz codziennie zdjęcie Ratuszowi czy Katedrze? No pewnie nie, i to też jest zrozumiałe.

Mieszkamy, żyjemy i poruszamy się w pewnym otoczeniu. Wszystko co tam widzimy, jest dla nas „normalne” – przyzwyczailiśmy się do tego widoku. Czasem coś przejawi swe piękno, ale i tak jedziemy zamyśleni do pracy, a w dodatku słuchamy faktów w radiu i bardziej zaprzątają nam głowę wojny i wypadek na krajowej siódemce niż to, że akurat jest piękny wschód słońca. No tak… przecież co jest nadzwyczajnego w tym, że słońce wschodzi? Dzień jak co dzień.

No właśnie. Wpadamy w rutynę, wbijamy się pewien schemat i widzimy tylko to co z nim związane. A głupi wschód słońca?
Pomyśl. Wychodzi słońce, zaczyna się dla Ciebie kolejny dzień życia. Życia, które samo w sobie jest cudem, a w dodatku dostałeś kolejną jego porcję w postaci nadchodzącego dnia. A może tylko godziny? Tego nie wiesz.

Słońce sprawi, że będzie Ci ciepło i urosną rośliny. To da Ci pokarm i będziesz mógł dalej żyć. Też norma, ale przypomnij sobie ile osób każdego dnia umiera z braku pokarmu. Albo wody. Wody, którą Ty myjesz zęby, albo podlewasz ogródek. Masz jej pełno. Możesz umyć samochód, który wozi Cię codziennie gdzie tylko zechcesz. Wsiadasz i jedziesz, przecież jesteś wolnym człowiekiem. Masz prawo do swobodnego poruszania się i mówienia czego tylko chcesz. Masz na sobie ubranie i portfel w kieszeni. Podjeżdżasz do knajpy i jesz pyszny obiad. Skaleczysz się, a po chwili rana zacznie się goić…

Czyż nie jest to cudem? JEST. My, ludzie jesteśmy tak wspaniałymi organizmami, że przechodzi to nasze pojęcie. Miliardy komórek w naszych ciałach, zupełnie bez naszej wiedzy, robią wszystko, byśmy mogli sobie spokojnie jeść, spać, biegać albo imprezować. Co tylko zechcemy.

Jednak nie dostrzegamy w tym cudu, bo jest to dla nas normą. „..ile cenić Cię trzeba ten tylko się dowie, kto Cię stracił”.

Doceniamy (niby prostą) umiejętność chodzenia, dopiero gdy złamiemy nogę. Cieszymy się z dobrego samopoczucia, dopiero gdy tydzień przeleżeliśmy w łóżku z gorączką. Podziwiamy piękne widoki, dopiero gdy wyruszymy w podróż.

Nie dlatego, że u TU gdzie jesteś nie ma nic pięknego. Jest. Tylko jesteś do tego przyzwyczajony/przyzwyczajona i nie zwracasz na to uwagi.

A jadąc gdzieś? Oczywiście są piękne miejsca, które widzisz pierwszy raz. Ale jesteś nastawiony/nastawiona na to, że takie będą. Chyba nikt wybierający się na zwiedzanie świata nie myśli: będę szedł przed siebie, może w końcu znajdę coś fajnego, ładnego, pięknego. Ale na razie muszę tylko iść…

A to jest nasze codzienne nastawienie. Jedziesz do pracy, idziesz ulicą, biegasz po lesie i nie nastawiasz się na to, że zobaczysz coś pięknego. Po prostu przemieszczasz się z punktu A do punktu B, traktując drogę jako zło konieczne. Chcę już w końcu dojść do domu, chcę już być na miejscu… byle tylko mieć  z głowy trasę.

Spróbuj jednego dnia być jak turysta podróżujący po świecie, który właśnie zawitał do Twojego miasta, miasteczka czy wsi. Spróbuj dostrzec piękno i niezwykłość, zwykłych (jak się wydaje) rzeczy. Zobacz świat w lepszych barwach, zrzuć szablony szarości, które nałożyłeś na swe oczy. Pamiętaj, że to jak chcesz widzieć świat, sprawia że właśnie tak go widzisz.

Nie jest to próżne gadanie. Testuję to od dawna i zapewniam Cię, że widząc w każdym zdarzeniu korzyść – sprawiasz, że tak się właśnie dzieje. Zobacz niezwykłość czajnika, który gotuje Ci wodę na herbatę w 2 minuty. Zobacz lecącą z kranu wodę, bez której wytrzymanie choćby dnia, nastręczałoby wielu kłopotów. Doceń to, że masz dwie nogi i dwie ręce, a na nich 20 palców. Zobacz buty na swych nogach, które chronią Twe stopy i możesz iść gdzie chcesz. Poczuj jak oddychasz i pomyśl, jak wielkim cudem jest to, że żyjesz…!

To przesada? A jak zachowuje się człowiek w odległym, „pięknym” mieście? Aparat w ręku… ale to jest ładne! Ale to jest piękne! To arcydzieło! O Boże, jakie to wspaniałe… Mistrzostwo! Kunszt rzemiosła…!

A obok przechodzą ludzie, którzy tam mieszkają. I tylko wzruszają ramionami…

pięknyświat

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
500
wpDiscuz