Historia pewnej piosenki.

Czas już jakiś temu, napisała do mnie pewna dziewczyna. Zupełnie Jej nie znałem, lecz najwyraźniej ona skądś znała mnie – przynajmniej ze słyszenia. Zaproponowała mi wspólny wyjazd na Drugi Zlot Paragonowy, w Szklanym Zamku w Osłoninie.
Wziąłem samochód, zapakowaliśmy się i pojechaliśmy.
Poznałem zajebistych chłopaków z „Paragonu z podróży”, gdzie piszą o tanim podróżowaniu. Poznałem też niesamowite miejsce nad Zatoką Pucką, gdzie życie wyglądało troszkę inaczej, niż to ma miejsce powszechnie. Inni ludzie, inne zasady, inne dosłownie wszystko (nawet wanna była wielkości przeciętej na pół cysterny – kto wie, może nawet nią była).
Dwa, a może trzy dni spędzone w towarzystwie pozytywnie zakręconych ludzi, którzy uwielbiają podróżować, i robią to, na wszelkie możliwe sposoby. W trakcie zjazdu i ja miałem swoją prelekcję, o Wiśle trochę opowiadając.
Na jednej ze ścian wisiała duża tablica, na której każdy mógł wpisać coś, co uważał za stosowne. Tematem przewodnim było:
MIEJSCA DO ZOBACZENIA W POLSCE.
img_5337
Na miejscu był stary Land Rover Defender. Dla wielu ludzi samochód kultowy. Dla mnie – terenówka, więc zaciesz miałem od pierwszego „wsiąścia” 😀
Nie wiem ile osób wsiadło na pakę, ale z przodu siedziało nas trzech: ja (trzeźwy kierowca), Patryk (jako automatyczna skrzynia biegów) oraz Maciek (jako hamulec postojowy i serwisant).
Ruszyliśmy w (zbyt) daleką podróż – od zatoki, aż na Hel. Nie jest to wiele kilometrów, natomiast jeśli jedzie się zabytkowym autem w takim stanie… cóż, uciechy było co nie miara!
Hamulce – praktycznie nie istniały. Jedynym sposobem by zwalniać, było hamowanie biegami. To z kolei, nastręczało innych trudności, ponieważ skrzynia pracowała dość słabo (trzeba było losować biegi jak w starym jelczu), w dodatku wajcha była w znacznej odległości od kierownicy. Poświęcając pełną uwagę temu, by nie rozjechać nikogo na drodze, ani nie wbić się w tył innych pojazdów, niewiele pamięci RAM w mojej głowie, zostawało na obsługę skrzyni biegów.
Gdyby na tym się kończyła lista nie do końca normalnych funkcji tego auta… tymczasem, hamulec postojowy był niczym innym, jak tylko solidnym kawałkiem drewna, który trzymaliśmy pod nogami, a za którego obsługę, odpowiedzialny był Maciek. Wyskakiwał za każdym razem z samochodu, i możliwie jak najszybciej, podkładał go pod jedno z kół.
Najciekawszym jednak dla mnie, było tankowanie owego auta. Otóż nie podjeżdżaliśmy (jak to większość ludzi ma w zwyczaju) pod dystrybutor na stacji benzynowej – nie, my zatrzymywaliśmy się pod Biedronką, po czym kilka osób szło do sklepu, by za chwilę wrócić z kilkunastoma butelkami oleju. Słonecznik, rzepak – nie było znaczenia.
Całość naszej wyprawy przedstawiała się więc dość komicznie. Podczas jazdy skupiałem się na tym, by w nic nie wjechać, Patryk losował biegami, Maciek skakał z drewnianym klockiem, a cała paka ludzi robiła różne dziwne hałasy, śmiejąc się lub przeżywając wraz z nami chwile trwogi, gdy coś działo się na drodze. Oczywiście wisienką na torcie, były zmieszane miny przechodniów, podczas gdy wlewaliśmy olej do naszego wehikułu 🙂
Wyprawa jednak zakończyła się dobrze, nikt nie ucierpiał (poza skarbem państwa z racji tańszego paliwa) i po kilku godzinach wróciliśmy z wycieczki.
img_5341

img_5096
Jako, że w trakcie dnia spacerowaliśmy po plażach, walczyliśmy z samochodem, deszczem, wiatrem oraz zmęczeniem po nieprzespanej nocy, teraz czuliśmy się całkiem wypompowani. Zjedliśmy coś na kształt obiadu, po czym każdy usiadł w możliwie jak najwygodniejszym miejscu.
Leniwie toczyły się rozmowy; ktoś coś popijał, ktoś dojadał – generalnie atmosfera totalnego chillout’u. Wtem, z przymkniętych na wpół powiek, ujrzałem niewiastę z gitarą!
Nie wiedziałem skąd się tam wzięła, niemniej jednak BYŁA. To nie zrobiło jeszcze na mnie dużego wrażenia (ileż to już w życiu osób z gitarrrą spotkałem), tymczasem po chwili… zaniemówiłem.

Siedziała naprzeciw mnie i nie dość, że grała, to jeszcze śpiewała. A śpiewała piosenkę, która porwała moją duszę gdzieś wysoko w niebo, gdzieś gdzie czas się zatrzymał, gwiazdy gasły, a ja – szybowałem w nicości.
Nigdy przedtem tej piosenki nie słyszałem, nie wiedziałem, że istnieje.

Nie jest to dobre wykonanie, lecz najlepsze jakie znalazłem do tej pory. Chciałbym, żeby ta dziewczyna nagrała cover – tęsknię za jej głosem, za jej wykonaniem!
https://www.youtube.com/watch?v=gVmt6SZUEPM

Tego wieczoru jeszcze wiele razy prosiłem ją, by to zagrała. A ona, nie wiedzieć czemu – wciąż mi to grała, jak dziecko kołysanką hipnotyzując…

Kilka dni później zdobyłem jej adres, i gitarę mą wysłałem. U mnie trochę na niej osiadał kurz, u niej – ach, niech ta piosenka rozbrzmiewa jak najgłośniej!

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
500
wpDiscuz