Nie do końca wiem skąd się biorą nasze marzenia. Czy to za sprawą nagłych olśnień, impulsów czy zwyczajnej ‚podniety’, która wystąpiła, gdy o czymś usłyszeliśmy? Czy może przeczytany gdzieś artykuł lub sama, egzotycznie brzmiąca nazwa, która zapadła w pamięć?
Weźmy na przykład jedno słowo:
Titicaca.
Mówi Ci to coś? Może wiesz co oznacza, lecz u Ciebie nie budzi żadnych emocji? U mnie powoduje szybsze bicie serca. Czemu? Nie wiem sam. Kojarzy mi się po prostu z odległymi lądami – pewnie na lekcji geografii usłyszana, na zawsze zostanie w mej pamięci, synonimem przygody pozostając.
Amazonia. Borneo. Uprząż alpinistyczna. Cokolwiek. Dla Ciebie bez znaczenia, dla mnie – słowa klucze.

Marzenia. Czy ich zestaw mamy wbudowany w swoją istotę, gdy na Ziemię przychodzimy? Czy podczas naszej tu podróży, nabywamy swoiste misje do spełnienia?
Coś chcesz, lecz nie do końca wiesz czemu. Coś Cię w danej rzeczy, w danym miejscu lub czynności – POCIĄGA. Gna naprzód i porywa Twoje serce.
Mam listę rzeczy, które chcę/lub chciałem zrobić, przed odejściem z tego świata. Nie wiem czy ma ona koniec, bo przecież ciągle ją aktualizuję… Niemniej jednak, trochę już punktów odhaczyłem! 🙂

1. Spędzić noc na pustyni.
2012 rok.  Z powodu braku środków na odbycie podróży w inny sposób, ale przede wszystkim – z chęci przeżycia prawdziwej Przygody (przez bardzo duże Pe), ruszyłem tam autostopem. Celem była Sahara. To przecież ona najbardziej me zmysły od dawnych lat rozpalała. To właśnie stamtąd dochodził do mnie prawdziwy ZEW!
Noc pod najbardziej rozgwieżdżonym niebem na Ziemi. Magia w czystej postaci!
dsc00478-kopiowanie

2. Skoczyć na bungee.
Rok 2010. Okazja pojawiła się, gdy byłem ze znajomymi na Katorgaliach (imprezie studenckiej). Na miejscu był  dźwig – więc nie było z czym zwlekać! Wjechałem na siedemnaste piętro (51 metrów), stanąłem przerażony wysokością, a chwilę później puściłem się uchwytów… i prułem powietrze, pikując głową w dół. Przeżycie niezapomniane. Jak mawiał mój kolega: kupa w majtach.
Film ze skoku do obejrzenia na moim kanale YouTube –https://www.youtube.com/watch?v=daddRqbolZI

3. Przepłynąć Wisłę.
Rok 2013. Mały, dmuchany ponton, wiosła zrobione z trzonków od łopaty, trochę jedzenia i… Wielka Rzeka.
Od pływaniu po rzekach nie wiedziałem nic. Przeczytałem spis przeszkód na trasie (oczywiście tylko tych, które zbudował człowiek – milionów innych nikt nie mógł spisać), ruszyłem pociągiem do Krakowa i… wiosłowałem po kilkanaście godzin dziennie.
Wisła to cudowna rzeka; pełna jest niespodziewanych atrakcji, obracających ponton wirów czy wielkich ryb, ale też niezapomnianych widoków, rozległych pejzaży i niesamowitej dawki adrenaliny. Żywioł w czystej postaci. Piękno natury, dające się poczuć, gdy śpisz na dzikich wyspach czy zarośniętych jej brzegach.
Cała opowieść do poczytania w mojej książce – zakładka „Wisłą, z Krakowa do Gdańska”.
dsc02971

4. Skok ze spadochronem (lub, jak mówią niektórzy – skok ze spadochronu :D).
Rok 2010. Lotnisko Kruszyn, k. Włocławka.Kilka razy rozmawiałem o tym pomyśle z moim bratem. Któregoś dnia zadzwonił i zapytał: może byśmy skoczyli w weekend?
Marzyło mi się, by skoczyć przy pięknej pogodzie, gwarantującej maksimum wrażeń. W sobotę padał deszcz – w niedzielę mieliśmy skakać. Siła naszej wyobraźni jest niezrównana… i następnego dnia było bezchmurne niebo! Dokładnie tak, jak to sobie wymyśliłem!
Pojechaliśmy na miejsce, trzęsąc się z podniecenia. Po krótkim instruktażu załadowałem się na pokład samolotu. Wznosiliśmy się dość szybko, a gdy osiągnęliśmy właściwy pułap (4000 m.), samolot zrobił się pusty – wszyscy po kolei wyskoczyli i zostałem sam z przypiętym do mnie instruktorem.
Doszliśmy do drzwi (których nie było) i oto moim oczom ukazał się niezapomniany widok – przestrzeń tak ogromna, że trudno było objąć ją wzrokiem, a w dole, leniwie wijąca się Wisła. Ogromny pęd wiatru, jego szum… i już moje nogi odrywają się od pokładu samolotu. Najcudowniejszy moment w moim życiu!
Minuta lotu z prędkością 200 km/h, po czym otwarcie czaszy i kilka minut powolnego spadania.
Kwintesencją skoku były słowa instruktora, podczas lotu na otwartym spadochronie:
„Witam w moim biurze”.
dsc_3882

5. Wejście na Rysy.
Rok 2014. W nadziei, że będzie trochę luźniej, wybraliśmy wrzesień. Ja i mój dobry kolega Robert. Poszliśmy, weszliśmy. Widoki przecudne, wrażenia fantastyczne. Uwielbiam góry!
img_0451-kopiowanie

6. Własna książka.
Mógłbym zmieścić to w jednym akapicie, razem z Wiślaną przygodą, lecz… marzeniem moim to było od zawsze. Napisać książkę, przelać słowa na papier, podzielić się tym, co w mej głowie. Idealnie się złożyło, że moje przemyślenia mogłem połączyć z opisem wyprawy – a może na odwrót? Rzeczy, których doświadczyłem na Wiśle wiele mnie nauczyły i cudownym uczuciem było móc je przelać na papier! 🙂

7. Skoczyć z molo.
Rok 2010. Jedziemy z kumplami nad morze, by na okres lata stać się niosącymi pomoc stróżami – ratownicy WOPR jadą po przygodę. Stacjonujemy w Dziwnowie, lecz podczas odwiedzin u znajomych w Międzyzdrojach, docieramy na molo. Nie znamy ‚terenu’, więc naturalnie dajemy pierwszeństwo rdzennym mieszkańcom tych ziem, a chwilę później staję na krawędzi drewnianego pomostu. Do wody jest jakieś 7-8 metrów, więc nogi lekko drżą.
Chwila niepewności… i lecę wprost do wody! Lot trwa tyle co mrugnięcie okiem, lecz dokładnie pamiętam nerwowe zaczerpnięcie powietrza, podczas jego trwania.
Wpadam do wody i z radości krzyczę! Płyniemy szybko na koniec molo, oto bowiem zbliża się zaalarmowana przez turystów motorówka…
Coś pięknego!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

8. Zapalić w Holandii.
Rok… chyba 2010. Wraz z moim przyjacielem postanawiamy się wybrać do Niderlandów. Jego wujek jeździ na międzynarodowych trasach, więc mamy podwózkę do „połowy” trasy. W międzyczasie znajdujemy innego kierowcę, który odpowiada na nasz apel nadany przez CB Radio.
Facet jest co najmniej… nienormalny. Zapętlona płyta z biesiadnymi piosenkami (nigdy nie zapomnę „Ale jaja, ale jaja… ale jaja… ale jajaaa…” – https://www.youtube.com/watch?v=CA6olyaudU4), z tyłu auta jakieś sadzonki pomidorów, przy drążku biegów – szklanka z wodą do gaszenia petów. Do Holandii mieliśmy tylko 4h jazdy. Przy sposobie bycia tego człowieka i jego stylu jazdy, wydawało się to wiecznością. Oczywiście na autostradzie spalił się TIR, więc podróż zajęła godzin OSIEM. Po drodze milion niebezpiecznych manewrów, dwie kłótnie na środku drogi i cała masa innych, naprawdę dziwnych akcji.
Dotarliśmy. Do coffe’shopu poszliśmy. Na własne oczy zobaczyłem, jak na parapecie pną się w górę zielone roślinki. Na własnych płucach poczułem, jak smakuje dobrej jakości marihuana, wypalona wespół z dwoma afroamerykanami 😀

9. Skoczyć na rowerze do jeziora.
Nie pamiętam kiedy to było… na pewno nie tak dawno. Nadarzyła się okazja, więc… rozpędziłem się na pomoście i skoczyłem zeń wprost do jeziora.
Chwilę zajęło wyciągnięcie roweru, ale było warto!
P.S: Czy ktoś jeszcze miewa takie pomysły? 😀

10. Przepłynąć wpław całe jezioro.
Łęckie (na mapie Łąkie). Zbiornik wodny, który znam na pamięć. Kąpałem się tam tysiące razy, lecz zazwyczaj przepływałem je wszerz. Któregoś dnia wziąłem kumpla z łódką (do asekuracji) i ruszyłem wzdłuż. 2 h ciągłego płynięcia, trochę ponad 5 kilometrów długości…
Cóż za satysfakcja!

11. Kochać się pod rozgwieżdżonym niebem.
Ciepła, letnia noc. Ja i… ona. Miliard gwiazd na niebie, i my, w miłosnym uniesieniu.
Tarzamy się po trawie, ja na niej, ona na mnie. Zmieniamy się co chwilę miejscami, całując i pieszcząc nasze ciała. Ziemia pod nami pulsuje, a my wraz z nią, doprowadzając się na szczyt przyjemności… Spleceni w miłosnej ekstazie, regularnie falujemy w rytmie pożądania…
Czas zdaje się płynąć inaczej, zastaje nas świt. Szczęśliwi ze zmęczenia, potargani i spełnieni, zostawiamy za sobą wygniecioną trawę.

Szybkie bicie serca… na myśl o tej nocy.

12. Wykąpać się zimą.
Tydzień przed Bożym Narodzeniem. Czytam wszystko, co się da na ten temat znaleźć, potem jadę nad jezioro, rozgrzewam się i wbiegam do wody. Szok, brak tchu i lodowe ściśnięcie całego ciała. Pluskam chwilę, bawię się nowymi odczuciami w ciele, a potem wybiegam, by szybko się wytrzeć, i w ubrania wskoczyć. Narkotyk – wiele osób twierdzi, że to narkotyk. Krew, która spłynęła z całego ciała, by się ogrzać w głównych organach, teraz, chwilę po wyjściu, zaczyna krążyć na powrót po całym ciele. Każdy, dosłownie każdy mięsień zaczyna pracować i grzać – tego nie da się opisać, to trzeba poczuć. Uwaga, można się uzależnić.

13. Polecieć Myśliwcem!
Do zrobienia 🙂

14. Polecieć w kosmos.
Kilka razy byłem… lecz przydałaby się podróż w troszkę innej formie 😀

15. Wspiąć się na sekwoje.
Ileż to razy mój umysł pracował na najwyższych obrotach, gdy w Planet Earth wspinających się ludzi widziałem…

16. Zobaczyć Wielką Piątkę afrykańskiej sawanny.
Dzikie zwierzęta. Fascynuje mnie to, że wciąż obok nas żyją. Kocham je tropić w lasach, spotykać przy wodopojach, czy mieć bliskie spotkania w leśnej gęstwinie. Cywilizacja betonu i asfaltu, zaawansowanych technologii i internetu… a obok tego wszystkiego, cicho przemykają przez leśne chaszcze, dzikie wciąż zwierzęta 🙂