Zmiany. Alkohol. Jasność.

Zmiany. Wszyscy wiemy jak trudne są… Albo wszyscy wiemy, jak trudne powinny być. Albo jak trudne były dla kogoś i uważamy, że dla nas też takie będą.
Ktoś kiedyś powiedział, że „jedyną stałą rzeczą na świecie jest to, że wszystko się zmienia”. Zastanów się nad sensem tych słów i pomyśl jak prawdziwe są. Wszystko się zmienia. Pory roku, rzeczy, nasze ciała i my sami. Oczywiście na poziomie komórkowym, bowiem jeśli chodzi o naszą psychikę – często trwamy latami w jednych schematach, w jednych „stałych” przyzwyczajeniach i trybach.
Nawet jeśli rujnują nasze życie, każąc robić coś, czego zdecydowanie robić nie powinniśmy.
W tym momencie mija jakieś 2,5 roku odkąd przestałem pić alkohol. Jakże ja się z tego cieszę!
Może wydawać się to dziwne, czy wręcz nienormalne, bo przecież z czego się cieszyć? Owszem, ludzie „wymyślają” sobie posty, ograniczenie słodyczy, niejedzenie mięsa lub inne postanowienia, z niepiciem alkoholu włącznie. Więc z czego ta radość?

Zacząłem pić, gdy miałem 15 lat. Starsi bracia, imprezy z nimi i… tam piwo, tu piwo. Flaszka; jedna, czasem dwie. Upicie się. Potem kolejne. Wszystko „normalnie”, bo każdy to przechodzi.

Wszystko to trwało, flaszki pękały, wina z colą również. Okazja się pojawiała, a czasem samemu się ją stwarzało. Czasem, a może częściej niż czasem. Impreza – to picie do zerwania filmu. Silne postanowienie podczas rzygania, że „JUŻ NIGDY NIE PIJĘ”. A potem browar na kaca. Może dwa.
Wyjazd na biwak, to kilka dni ciągłego rauszu – bo jak nie pić piwa podczas upałów i siedzenia nad wodą. Przez cały dzień trochę się ich nazbiera, a wieczorem? No trochę wina czy wódki. Najgorszej trucizny dla człowieka…

Czy jest na sali ktoś, kto nie zrobił tak raz czy dwa…?
Może jest, ale w tym kraju to rzadkość. W tym kraju się pije.

Ja też piłem, bo przecież czemu nie? Jest bomba, wkręca się humor, zabawa i głupoty. Można robić wszystko, puszczają hamulce… bo – i to sobie uświadomiłem po latach  – bo potem wszystko można zwalić na alkohol.

Czegokolwiek byśmy nie zrobili, jakkolwiek beznadziejnie byśmy się nie zachowywali – rano możemy powiedzieć „ale miałem fazę”. I jesteśmy wytłumaczeni. Owszem, czasem zdarzają się poważniejsze rzeczy, szkody czy uszczerbki na zdrowiu, gdy tak łatwo tego nie przeskoczymy. Ale! Na dobrą sprawę, możemy dziwnie tańczyć, gadać wszystkie głupoty świata, robić cokolwiek…. bo jesteśmy pijani.

Rano, co prawda, pojawia się kac. Odwodnienie, ZATRUCIE organizmu. Nasze ciało próbuje sobie poradzić z tym, co w siebie wlaliśmy (popijając sokiem dla zabicia okropnego smaku!) i czasem pojawiają się wymioty. Rozwolnienie. Ból głowy i brzucha. Ciało walczy z trucizną. Lecz najgorszy jest „moralniak”. Czujemy się źle, wstyd nam za rzeczy, które zrobiliśmy, a o których często dowiadujemy się z opowieści znajomych. Czujemy się źle fizycznie i psychicznie, bo wódka wpędza nas w stan depresyjny (można o tym znaleźć wiele informacji). Męczymy się, nie możemy jeść, spać i normalnie funkcjonować.
Po euforii, którą dał nam alkohol, przychodzi dół. Tak jest zawsze, lecz po kilku, kilkunastu godzinach znów działamy. Kac nam przechodzi, czujemy się lepiej, naprawiamy to, co zniszczyliśmy, próbujemy cofnąć słowa, które na fazie wypowiedzieliśmy… Popatrz na pary, które idą razem na imprezę. Wystarczy, że jednak osoba pije. Na 99% wystąpi problem, kłótnia, często „rozwód”. Znasz to skądś? Widziałeś to gdzieś?

Daj dobrym znajomym wódki i patrz jak się kłócą. Daj zakochanym i patrz jak się nienawidzą. Daj ludziom i patrz jak to ich zatruwa. Agresja, przemoc, brak kontroli nad sobą. Zarzygani ludzie, „gwoździe” przybite przy stoliku, zgony leżące pod ścianą, posiniaczone od przewracania się ciała.
To jest wódka. To jest trucizna zatruwająca ciało i umysł.
Pomyślisz, że przesadzam? Idź, idź na JAKĄKOLWIEK imprezę. Czy to zwykła dyskoteka, czy 18tka kogoś, czy wspaniały dzień Weselny. Wszędzie znajdziesz to samo. Pijany wujek, zarzygany kumpel, przewracająca się koleżanka…
Przechodziłem to samo. Piłem, bawiłem się, a rano czułem się podle. Jednak kac w końcu mijał, a następna okazja znów się pojawiała. W tym kraju nie trudno o okazję do picia. Korzystałem z nich bardzo chętnie. Aż zacząłem sobie zdawać sprawę, że aż nazbyt chętnie.
Coraz częściej w mojej głowie pojawiał się głos, który mówił mi, że piję za dużo; że nie powinienem. Cóż tam głos, skoro pojawia się kolejna okazja. Urodziny, święta, spotkanie z kumplami…
Głos jednak nie dawał spokoju, a przypadkowo! usłyszane słowa, przeczytane zdania – podpowiadały, każąc się zastanowić. Zaczynałem rozumieć, że mam problem, chociaż ciągle sobie tłumaczyłem, iż problemu nie mam. „PRZECIEŻ KAŻDY PIJE”… okazało się, że nie każdy.
Spotkałem człowieka, który nie pił. Też ma na imię Andrzej. Powiedział mi mądre słowa „nie każdy może pić alkohol, on nie jest dla każdego”. Jeden pije czasami, jeden częściej, ale nie każdy może, nie każdy nad tym panuje. Dlatego nie każdy powinien pić… a prawie wszyscy to robią.
Wtedy zacząłem się zastanawiać jak to jest, że gdy przejedziesz się po dowolnym regionie w naszym kraju, o godzinie 10ej w niedzielę, to NA PEWNO spotkasz pod sklepami stałych bywalców, którzy mają ciągi… i robią sobie poprawkę dnia poprzedniego, od rano waląc buzuny. Przecież oni nie stali się tacy z dnia na dzień! To nie trwało tydzień, że doszli do takiego stanu… Musiało to trwać naprawdę długo.
Zrozumiałem wtedy, że mam dwa wyjścia. Mogę wybrać picie, dalsze walenie wódy, imprezowania z alkoholem… albo wybrać ŻYCIE.
Przypomniały mi się słowa kierowcy TIR’a, który w mojej autostopowej przygodzie zabrał mnie z granicy w Lille do Paryża (ten który włączył CB radio tuż przed granicą), a brzmiały one: „nie może być tak, że kieliszek rządzi człowiekiem. to CZŁOWIEK ma siłę i władzę, a nie na odwrót”. Zupełnie przypadkowy człowiek, przypadkowe słowa wyrwane z kontekstu, które zapadły mi w pamięć.
Zrozumiałem, że dalej tak żyć nie mogę. To się nie skończy dobrze – a jedynie pod sklepem z flachą w ręku. Z drugiej strony, ciągle sobie tłumaczyłem „jakże to, taki młody chłopak jak jak miałby być alkoholikiem? to niemożliwie”. Coś ciągle kazało mi pić, coś mnie w tym trzymało.
Wtedy trafiło mi w ręce kilka książek. Czytałem i myślałem. Rozumiałem coraz więcej… docierało do mnie, że picie alkoholu, to brak miłości do samego siebie, to program samo-zagłady, który mamy w sobie.

Aż w końcu, po powrocie z niezłego mityngu, zwanego też Ostródą ze Ślązakami – postanowiłem już nigdy nie pić. Nie pić piwa, wina, wódki – czegokolwiek, co zawiera alkohol.
Od tamtego dnia, moje życie zaczęło się zmieniać. To tak, jakby po ciemnych jesiennych dniach, nagle zagościła w Twoim sercu wiosna – i sprawiła, że wszystko nabiera innych barw.
Niebawem minął 3 lata – ach, jakże ja kocham to życie!

„Zwróć twarz ku słońcu, a cień pozostanie w tyle” – przysłowie afrykańskie

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Zmiany. Alkohol. Jasność."

avatar
500
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Joanna
Gość

Gratuluję 🙂 Podziwiam Twoją konsekwencję. Myślę,że wiele osób widzi, jak alkohol im szkodzi, budzą się rano z bólem głowy i postanowieniem że to już ostatni raz a wieczorem gdy wszystkie dolegliwości fizyczne mijają pamiętają tylko przyjemność picia, codzienny rytuał butelki piwa, czy wina, odprężenie, takie niewinny wieczorny reset a rano znowu kac moralny. To wydaje się łatwe ale bywa także trudne wyjść z tego kręgu alkoholowego. Wmawianie sobie,że przecież nie ma problemu a on jest.

BARTEK
Gość

Super! Bardzo podoba mi się to co robisz, obserwuję twój kanał na YouTube. Ja tez nie piję alkoholu juz od ponad 3 lat, mięsa nie jem od ponad dwóch. Zawsze jak słucham takich ludzi jak Ty, to motywuje mnie to do samorozwoju i umacnia mnie w przekonaniu że to co robię jest słuszne i że są inni którzy myślą podobnie. DZIĘKI że JESTEŚ!! Oby tak dalej. Pozdrawiam Bartek

wpDiscuz