Życie jest piękne.

Odkryłem dziś magię podróżowania grupą motocykli/stów. Pojechaliśmy w krótką, stupięćdziesięcio kilometrową trasę, siedmioma maszynami. Piękna sprawa. Zacieszałem jak dzieciak, który ma zabawkę w ręku. Ja miałem pod sobą 😀

Wracaliśmy przez Włocławek, przeprawa przez tamę. Gdy zobaczyłem Wisłę, skąpaną w świetle zachodzącego słońca – przypomniało mi się, jak to było, gdy w takiej scenerii kończyłem całodzienne wiosłowanie. Ale to były jaja! Ale to było…!
Każdy zakręt rzeki był inny, każdy metr, kilometr, każdy jej fragment. Wsiadałem w swoją dmuchaną łajbę i machałem wiosłami, licząc niezmiennie, że jeszcze dziś, jeszcze tego dnia nie zginę… że nadal przygoda trwać będzie. I trwała! Dwadzieścia jeden dni dzikiej jazdy po zakolach rzeki. Po mieliznach, gęstych krzakach i pełnych błota brzegach.
Uwielbiałem chwilę, gdy stałem na brzegu Wisły, gdzieś pośrodku niczego i niemo wpatrzony w jej nurt, zastanawiałem się: co dalej? gdzie dopłynę, kogo poznam? co mnie w ogóle czeka?!
Wskakiwałem w ponton, a potem odpychałem się od brzegu i, po raz kolejny, adrenalina buzowała w żyłach. Nurt wielkiej rzeki, i ja – w małym pontoniku.
Jazda bez trzymanki!
Życie. Ach, życie.
Niesamowita przygoda, z której możemy czerpać garściami.

Pamiętajmy tylko, że mamy z niego tyle, ile sami sobie weźmiemy. I-ha! JUST DO IT!

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
500
wpDiscuz