Symbolika Ciała

SYMBOLIKA CIAŁA

Lewa strona ciała – żeńska – ma związek z energią JIN, nozdrzem lewym , energią księżycową, oziębianiem, intuicją, zachowaniem energii, zasadowością, emocjami, biernością i prawą półkulą mózgu. Zaburzenia po tej stronie symbolizują między innymi problem z energią żeńską, wrażliwością, przyjmowaniem, kobiecością czy matką, widzeniem przestrzennym i praktycznością.
Prawa strona ciała – męska – ma związek z energią JANG, nozdrzem prawym, , energią słoneczną, ogrzewaniem, kwasowością, wyładowaniem energii, racjonalizmem, logiką, aktywnością i lewą półkulą mózgu. Zaburzenia po prawej stronie ciała to problem z dawaniem, wypuszczaniem, energią męską czy ojcem, widzeniem liniowym, abstrakcyjnością
  • Barki – Ponoszenie odpowiedzialności, czego nie mogę znosić?
  • Biodro – Postęp, rozwój;
  • Dziąsła – Pewność  i zaufanie do siebie;
  • Dłonie – Dawanie ,branie Praca, sięganie;
  • Głowa – Jestem, oskarżanie, kierowanie się umysłem;
  • Genitalia – Seksualność;
  • Jelito cienkie – Przetwarzanie, analiza, krytyka;
  • Jelito grube – Nieświadome treści, skąpstwo;
  • Kolana – Pokora, ego, uginanie , sztywność, nieustępliwość;
  • Klatka piersiowa – Rodzina , oskarżanie kogoś i siebie, opieka innymi;
  • Kości – Stałość, wypełnianie norm;
  • Krew – Siła życiowa, żywotność;
  • Kręgosłup – Duchowa siła, elastyczność, związek z Bogiem;
  • Mięśnie – Ruchliwość, elastyczność, aktywność;
  • Nadgarstek – Lewy otrzymywanie, prawy dawanie, sztywność, lęk;
  • Nerki – Partnerstwo, konflikt uczuć, uczciwość, szczerość;
  • Nogi – Pójście do przodu, kroczenie przez życie;
  • Nos – Władza, duma, seksualność, wiara w siebie.
  • Oczy – Poznanie, lęki, widzenie spraw,  pojmowanie świata;
  • Oskrzela – Nadopiekuńczość lub brak opieki, rodzina;
  • Palce – Nacisk, władza, seksualność, związki, komunikacja;
  • Paznokcie – Agresja, zaufaj iż nie jesteś sama;
  • Penis – Władza, seksualność;
  • Pęcherz – Pozbycie się ciśnienia, uwalnianie zbędnych napięć;
  • Pęcherzyk żółciowy – Agresja, skamieniałe nierozwiązane sprawy;
  • Plecy – Prostolinijność, oparcie;
  • Płuca – Kontakt, komunikowanie się, wolność;
  • Pochwa – Oddanie, otwartość, gotowość;
  • Pośladki – Symbolizują siłę;
  • Ręce – Pojmowanie, swoboda działania;
  • Serce – Zdolność do miłości, uczuciowość;
  • Skóra – Odgraniczenie, izolacja,  normy, kontakt, bliskość;
  • Stawy – Ruchliwość, elastyczność, to połączenie części;
  • Stopy – Stałość, zakorzenienie, pokora, kroczenie;
  • Szyja  – Elastyczność, umiejętność widzenia aspektów;
  • Twarz – Stań z bliska twarzą w twarz z problemem;
  • Trzustka – Nie radzenie z uczuciami, umysł kieruje życiem;
  • Usta – Zdolność przyjmowania;
  • Uszy – Posłuszeństwo, bunt przed słuchaniem;
  • Uda – To wewnętrzne dziecko, lęki z dzieciństwa;
  • Wargi – Górna to pragnienia, dolna to środowisko, złość;
  • Wątroba – Wartościowanie, światopogląd, umiar, obwinianie;
  • Włosy – Wolność, władza, siła;
  • Zęby – Agresja, witalność, energia, motywacja do życia;
  • Żołądek – Przyjmowanie, trawienie sytuacji i osób.

KONKLUZJA

Nasze ciało nie umiera na chorobę, ale na nasz własny oporny charakter. Dolegliwości mogą być reakcja na nierozwiązany problem, a także szansa doskonalszego rozwoju. W ciele nigdy nie rodzi się żaden problem, wszystko przekłada się w naszej duszy. Ciało tylko w doskonale stworzonej istocie boskiej, cudownie to pokazuje. Pokazuje naszą szczerość do siebie, innych i boskiej jedności wszechświata. Walcząc z tym, niszcząc to, niszczysz nie tylko Twoje ciało, ale i zaprzepaszczasz rozwój Twej duszy, istoty duchowej która jesteś .
Popadasz w błędne koło odpracowania nie zaliczonej lekcji. Żadna choroba nie jest wywoływana przez bakterie wirusy, przypadki, lecz istota, którą jesteś wykorzystuje je jako środki pomocnicze naszego doświadczania. Szeroko rozpowszechniona walka, również z chorobami, symptomami, jest pozbawiona rozsądku, sensu i prawdy. Jest niebezpieczna i szkodliwa, gdyż choroba jest nie tylko naszym wspaniałym nauczycielem lecz i darem pomocy wszechświata dla nas, przewodnikiem do zdrowia i doskonalenia świadomości którą jesteśmy.
Podejmując jakąkolwiek walkę z chorobą okazujesz nie tylko ignoranctwo, nieświadomość, ale nie dajesz godności boskiemu darowi choroby. Gdy człowiek kocha siebie, kocha swoich bliźnich, Boga w sobie, oraz pozostaje w harmonii z naturą, wyzbył się przywiązań, będzie wszystko traktował jako DAR. Nasze zdrowie to radośnie wszystkim pokazuje, bez pomocy wszystkich tych, którzy chcą wam sprzedać to wszystko co mamy w sobie samych.

Źródło:
http://kochanezdrowie.blogspot.com/2013/09/symbolika-ciaa-grzegorz-kazmierczak.html

Przepowiednia o nadejściu „Tęczowych Wojowników”

Przepowiednia zaczerpnięta ze strony:
http://sciezkadriady.19a.pl/blog/legenda-o-nadejsciu-teczowych-wojownikow/

“Kiedy ziemia będzie umierać, powstanie nowe plemię. Będzie ze wszystkich kolorów i z wszelkiego pochodzenia. Będzie nazwane Wojownikami Tęczy i swoją wiarę okaże czynami, nie słowami.- Przepowiednia Indian Hopi

W ubiegłym wieku stara, mądra kobieta narodu Kri nazywana Oczami z Ognia miała wizję przyszłości. Przepowiedziała, że pewnego dnia z powodu chciwości Yonegrisów, tj. białych ludzi nadejdzie czas, gdy ziemia stanie się zatruta i rozdarta, lasy zostaną zniszczone, ptaki będą spadać z nieba, wody staną się czarne, ryby zdechną w strumieniach, a wtedy ludzkość jaką znamy przestanie istnieć.

Nadejdzie czas, kiedy strażnicy legend, opowieści i mitów, i wszystkich Plemion Dawnych Kultur będą potrzebni, by odnowić nasze zdrowie, czyniąc ziemię znowu zieloną. Będą kluczem do przetrwania ludzkości, będą Wojownikami Tęczy. Przyjdzie dzień przebudzenia, gdy ze wszystkich ludów i plemion powstanie Nowy Świat – Sprawiedliwości, Pokoju, Wolności i rozpoznania Ducha.

airoquios-creation

Wojownicy tęczy rozniosą te wieści i będą nauczać wszystkich ludzi Ziemi (wszystkich Elohi). Nauczą ich jak to się stało, że dzisiejszy świat odwrócił się od Ducha i to dlatego Ziemia jest chora. Nauczą ich jak znów uczynić Ziemię piękną. Dadzą ludziom zasady, dzięki którym nasza ścieżka na ziemi stanie się lekką do zniesienia dla świata. To będą zasady Dawnych Plemion. Wojownicy nauczać będą ludzi starożytnych praktyk Jedności, Miłości, Zrozumienia. Nauczać będą w czterech stronach świata. Jak Dawne Ludy będą nauczać wszystkich jak modlić się do Ducha z miłością, która płynie jak piękny górski strumień i wpływa do oceanu życia.

Wówczas, ponownie, ludzie staną się zdolni do odczuwania radości – i w samotności i w tłumie. Uwolnią się od małostkowych zazdrości i będą kochać innych jak braci, niezależnie od koloru, rasy i religii. Poczują szczęście w sercach i staną się jednym z całą rasą ludzką. Ich serca będą czyste i promieniejące ciepłem, zrozumieniem i respektem, dla ludzi, dla Natury i dla Wielkiego Ducha. Znów wypełnią swe umysły, dusze i czyny najczystszymi myślami. Ich dzieci znów będą mogły biegać wolno i cieszyć się skarbami Matki Ziemi. Wolni od strachu przed truciznami i zniszczeniami spowodowanymi przez Yonegrisów i ich dzieła chciwości. Rzeki ponownie będą płynąć czyste, lasy będą pełne i piękne, zwierzęta i ptaki się odrodzą. Siły roślin i zwierząt znów będą szanowane i zachowywane, albowiem wszystko co jest piękne stanie się stylem życia. Będą opiekowali się słabymi, biednymi i chorymi.

1
Przywódcy ludu będą wybierani starym sposobem – nie przez polityczne partie, albo tego, który krzyczy najgłośniej, ani tego, który najbardziej się przechwala, ani tego, który wyzywa innych albo obrzuca ich błotem, ale przez tych, których czyny mówią najgłośniej. Ci, którzy pokazali swoją miłość, mądrość i odwagę, i ci, którzy pokazali, że czynią i czynili wszystko dla wspólnego dobra, będą wybierani na wodzów i przywódców. Będą wybierani ze względu na swoją jakość a nie na ilość pieniędzy, które zgromadzili. Zadbają, jak dawni mądrzy i oddani Starożytni Wodzowie, aby ich młodzież była nauczana z miłością i mądrością o swym otoczeniu. Będą jej pokazywać, że można dokonać cudów, by uzdrowić świat i przywrócić go do pełni piękna.

a231a30596045900649d6cfa894b7d60

Zadania Wojowników Tęczy są rozliczne i wielkie. Mają przed sobą do pokonania przerażające góry ignorancji, napotkają też uprzedzenia i nienawiść. Muszą być oddani, niezachwiani w swej sile i silnego serca. Znajdą jednak ochotne serca i umysły, które podążą za nimi na drodze do przywrócenia piękna i dostatku Matce Ziemi. Dzień nadejdzie, jest już niedaleki. Dzień, w którym zrozumiemy, że zawdzięczamy nasze istnienie ludziom wszystkich narodów, którzy podtrzymywali swoją kulturę i dziedzictwo. To są ci, którzy zachowywali opowieści, legendy i mity, żywe. To z taką wiedzą, wiedzą, którą przechowali my wszyscy powrócimy do harmonii z Naturą, Matką i ludzkością.

Przepowiednia ludu Kri”

http://sciezkadriady.19a.pl/blog/legenda-o-nadejsciu-teczowych-wojownikow/

13,13 Hz – Rezonans Schumanna! :)

Zaczerpnięte z konta użytkownika Grzegorz Skwarek:
https://www.facebook.com/profile.php?id=100011437847119

13,13 Hz w 2017 roku !
ZIEMIA MA JUŻ 13,13 HZ w skali SCHUMANNA
WIELKIE ZMIANY NADCHODZĄ
Odstawiamy mięso aby się łatwiej dostroić.
JARE GODY – KALI JUGA

Pisałem w poprzednim artykule o okresie zapisanym w Wedach sprzed wielu tysięcy lat KALI JUGA czyli okres nocy, ciemności , wojen , głupoty ogólnie wszystko jest do góry nogami banki pożyczą Ci pieniądze jak udowodnisz że ich nie potrzebujesz czyli Ci idzie jak zaczynasz działalność to nie bo wiadomo jeszcze nic nie zarobiłeś ministrem obrony jest psychiatra, duchowni uczą o seksie i jak dzieci wychować bo sami ich maja na pęczki zapewne , od czasu urodzin już jesteś skazany na grzech którego nie popełniłeś, świat ma 6 tysięcy lat a wcześniej to się nie interesuj , dinozaury to tylko fantazja z filmow, lekarze trują ludzi , szczepionki uśmiercają zamiast chronić życie i oczywiście wojny wojny wojny – przepraszam to nie wojny to misje pokojowe zapomniałem że to nie wojny. Ogólnie sami wiecie panuje w tym okresie taka zagorzała WALKA o pokój że nie zostaje kamień na kamieniu. Uchodźcy przed wycieczką w 100% sponsorowaną z naszych podatków do Europy mówią wprost że i tak wszystkich pozabijają niewiernych w imię Islamu i zaprowadzą szariat to jeszcze nasi umiłowani politycy im za to zapłacą – sami wiecie o co mi chodzi sam nie wiem czy się z tego śmiać czy płakać ale zakładając że to okres Kali Jugi jeszcze jakoś można to wytłumaczyć. No taki jest okres Kali Jugi tłumacząc z wed na nasz prosty język 2017 roku. Różne szkoły astrologiczne sprzeczają się na temat daty kiedy skończy się ten okres ale my na nich nie czekamy tylko sami możemy obserwować pewne namacalne symptomy które odczuwamy i odczujemy coraz silniej.
Nasza ziemia zaczęła się zmieniać i budzić – tak jak my mamy w sobie flore bakteryjną która reaguje na nasze emocje i ogólnie to co zjemy i jest z nami nierozerwalnie związana tak my dla ziemi również jesteśmy taką florą bez której ziemia na pewno inaczej by się zachowywała. Dobre wieści sa takie że podnoszą się wibracje i tak jak kiedyś ktoś lubiał słuchać swoją ulubiona muzykę tak po 20 latach szuka czegoś innego co z nim rezonuje a do klasyki wraca tylko po to aby skojarzyć stare czasy jak to było jak słuchał tej muzyki i wraca pamięcią do zdarzeń jemu przyjemnych.
Na 12 heli DNA mamy włączone że tak powiem tylko dwie reszta to atrapa a taki sam współczynnik jest porównując wykorzystanie naszego potencjału mózgu – reszta nie działa bo nie może jeśli tylko dwie helisy dna są aktywne. Mam nadzieję a raczej jestem pewny ,że podnoszenie się wibracji naszej ziemi aktywuje nasze następne helisy DNA odpowiedzialne za naszą inteligencje oraz wiele innych możliwości. Na pewno po tym artykule uświadomicie sobie jak ważne jest słuchając muzyki w odpowiedniej częstotliwości HZ w różnych miejscach – dostrajając siebie do tych częstotliwości wysyłacie podobne wibracje dalej i ziemia na nie zareaguje oraz każda żyjąca istota na niej.
Poniżej progres częstotliwości Schumann-a w latach

Przez ostatnie tysiące lat częstotliwość Schumann-a bicia serca ziemi była 7,83 Hz ale od lat 60-tych ubiegłego wieku ( pamiętamy Dzieci Kwiaty ) zaczęła gwałtownie rosnąć w górę

1995 – 8.6 Hz
1999 – 11.2 Hz
2000 – 12 Hz
2001 – 12.2 Hz
2002 – 12.4 Hz
pocztątek 2003 – 12.6 Hz
Czerwiec 2003 – 12.89 Hz
i 13 listopada 2003 częstotliwość osiągnęła 13 Hz!
13.13 hz – Aktywacja 3 Helisy DNA
To, co prezentuję w tym tekście to tylko jeden z elementów globalnej i kosmicznej układanki. Pamiętajcie, by fakty łączyć w jedną całość,
Protony ze Słońca, które wchodzą w ziemską magnetosferę, wywołują specyficzne drgania, tzw. Rezonans Schumanna.
Ów rezonans Schumanna lub częstotliwość Schumanna jest najważniejszym naturalnym oddziaływaniem elektromagnetycznym na organizm człowieka.W 2012 roku osiągnął on poziom 13,2 Hz, a to tyle, co ludzkie serce przed zawałem. Oczywiście, „zawał” w kategoriach planetarnych, to inaczej zamiana biegunów magnetycznych. Gdy ziemskie pole magnetyczne („układ odpornościowy” planety) słabnie, jak obecnie, wtedy zwiększa się „puls Ziemi” – czyli częstotliwość Schumana. Analogiczne procesy zachodzą w ludzkim organizmie.
Wzrost „pulsu Ziemi” może odpowiadać za obecne masowe wymieranie – głównie pszczół i organizmów morskich. Organizmy, które nie potrafią się dostroić do nowej częstotliwości, giną. Wzrost tej częstotliwości łączy się także z przemianami w ludzkim organizmie i ludzkiej świadomości, ale to już inny temat.
Żeby było ciekawiej, od połowy 2012 roku nie jest udostępniany publicznie monitoring częstotliwości Schumanna.
PS. Nadchodzą słoneczne dni – pamiętajmy o propagandzie koncernów że słońce ludzi jak nie użyjemy kremu z filtrem – wcześniej ludzie nie znali filtrów i żyli jak żyli. Promienie słoneczne docierają do naszego DNA i pomagają aktywować następne helisy DNA.
Te nie sa czymś nowym były od milionów lat i bedą – wedy zalecają całkowite lub maksymalne ograniczenie mięsa w celu dostrojenia wibracji do wyższej aby uniknąć powikłań tej zmiany.
Pamietajmy że wielkim oszustwem jest wmawianie od lat że mięso ma wiecej białka niz rosliny to prawda ale co z tego wynika nie chodzi o ilośc ale o przyswajalność i jakość białka co w rezultacie daje nam dużo więcej energi niz białko zwierzęce i nie wysysa z nasz tak ogromnej energi na trawienie nie wspominam już o zakwaszaniu całego organizmu oraz pochłanianych antybiotykach i metalach ciężkich które są w mięsie.KALI JUGA to odpowednik naszej ZIMY po tym okresie nastąpi okres odpowiadający Słowiańskiemu Świętu JARE GODY z tąd tez nazwa JARSKIE JEDZENIE bo w tym okresie na wiosnę słowianie nie ubijali zwierząt tylko jedli warzywa i owoce w 100% dlatego JAR to tez nazwa roku.Topienie Marzanny czyli MARY (Bogini nocy KALI JUGI) to najkrotszy rytułał słowiański nawiązujacy do 6 000 lat analogicznego okresu KALI z tąd jej topienie 🙂 i wesołe pożegnanie i oczekiwanie na duze szczęśliwszy okres JARE GODY Wiosny Symbol Życia z tąd jajka Wielkanocne – w następnym okresie postaram się przyblizyć że Wedy czyli Wiedza wszyła z naszych terenów do Indii północnych a nie odrotnie i poakże analogie.
Powodzenia wszystkim przy zmianach

Wyczyść przestrzeń.

Wyrzuć to, co nie działa.

Wyrzuć wszystko, co nie działa. Teraz. Weź i wynieś na śmietnik.

Buty, dajmy na to, w których się potykasz, jest ci niewygodnie – na śmietnik.

Talerz ze starego serwisu, na którym już nic nie podasz – wystaw przed drzwiami, może ktoś weźmie.

Karteczkę z dietą, przyczepiona na drzwiach lodówki (to już nawet nie jest śmieszne!!!)

Codzienne wieczorne rozmowy telefoniczne: „wyobrażasz sobie, co za koszmar!”, a ty: „Uhm! Koszmar!”, a sama przestępujesz z nogi na nogę, bo twój ulubiony serial zaraz się zacznie, kąpiel stygnie (pachnąca kąpiel po ciężkim dniu). Twoja znajoma (ta od telefonu) ma codziennie koszmar – po co ci to?

Wyrzuć słowa, które wypowiadasz rano do budzika: „jeszcze pięć minut”. Albo wstań od razu, albo ustaw pobudkę dla siebie, a nie dla sumienia. Nie działa!

Wyrzuć zwyczaj pocierania oczu, gdy są umalowane – albo się nie maluj, albo nie pocieraj – przecież oczy to boli!

Wyrzuty z powodu tego, czego dziś nie zdążyłaś zrobić – won. Nobody is perfect – powieś sobie na lodówce zamiast diety.

Wyrzuty z powodu przeszłych czynów, stosunków, znajomości, wyborów, które kiedyś zrobiłaś…

Wyrzuty – won do diabła.

Wszystko się zgadza.

Co by się nie zdarzyło, to był jedyny prawidłowy wybór wtedy, w tamtej sytuacji.

Żadnego żalu – tylko doświadczenie i wdzięczność.

Żadnego rozmyślania „co by było, gdyby…” – albo rób, albo nie myśl.

Spróbuj – jak się spodoba, to idź dalej.

Lodowisko, nauka japońskiego, poznać kogoś, nowa praca, nowa fryzura, teatr… Jutro, dobrze? Choć jedną rzecz, ok? Zamiast rozmyślania, które trzeba wyrzucić.

Wyrzuć zwyczaj przepraszania po kilka razy. Wystarczy jedno szczere „przepraszam”, jeśli jest powód. Reszta to śmieci, balast.

Swetry, sukienki, dżinsy i inne badziewie, które ci nie pasuje, pogrubia, postarza – won! Żadnych „na działkę”, żadnego „do lasu”! Na przemiał! Przecież nie znalazłaś siebie na śmietniku – masz być zawsze piękna!

Wyrzuć „walizkowe relacje”, które są jak walizka bez rączki, co to i nieść ciężko i wyrzucić szkoda. Ręce ci jeszcze nie odpadły? Zdecyduj się i zamień je na eleganckie, z kółeczkami, takie, co same jadą ku radości wszystkich. Zrozumiałaś metaforę? Pięknie, lekko, komfortowo, pewnie.

Resztki kosmetyków, zbędne lekarstwa, przeterminowane kremy – won! Zasługujesz na świeże, dobre, najlepsze.

Obietnice, że „kiedyś” napiszesz, zadzwonisz, zrobisz, zaniesiesz, kupisz – jeśli wiszą ponad tydzień (no dobrze – dwa!) i nikt nie umarł, to znaczy, że są zbędne. Wykreśl.

Słowa „nie umiem”, „nie znam się” – nie działają. Dowiedz się, naucz, poznaj albo zapłać temu, co umie. Przecież nie prowadzisz hodowli kompleksów, tylko chcesz żyć wygodnie, prawda?

Wspomnienia, z powodu których trzęsą ci się ręce i masz łzy w oczach – won! Jak wrócą – ponownie delete. Nie zatruwaj sobie życia. Było – minęło.

Zwyczaj ciągłego ustępowania, bycia „grzeczną dziewczynką”, przemilczania, nawet gdy czegoś bardzo potrzebujesz, ale „co ludzie powiedzą” – wyrwij z korzeniami! Mów, proś, komentuj, wypowiadaj się – grzecznie i taktownie, ale zgodnie z własną wolą i o swoich potrzebach.

Strach przed starością, chorobą, przed nowym, wątpliwości co do swojej urody i wdzięku, brak wiary we własne szczęście – spakuj i spal, a popiół – na wiatr. To nie działa, nie pomaga. Przeszkadza żyć po ludzku.

Zepsute zapalniczki, długopisy, czajnik, kuchenkę – won. Kupisz nowe.

Zwyczaj przepieprzania czasu w internecie – wywal już teraz, zaraz, natychmiast!

Skończysz czytać – idź na spacer. Tam jest dobrze, jest świeży podmuch powietrza, słońce albo deszcz, zieleń albo śnieg. Przejdź się, pooddychaj, popatrz, posłuchaj, powąchaj.To żyje.To działa.

źródło: „Po Pierwsze Ludzie”(fb)

20 rzeczy.

Zbyt często pozwalamy, by małe, niewiele znaczące, codzienne frustracje odbierały nam radość życia i przesłoniły jego piękno. Cokolwiek nie idzie po naszej myśli, zamienia się w problem, który rzutuje na nasze relacje z najbliższymi, atmosferę w domu, wybory i decyzje. A gdy by tak, w końcu, nauczyć się oddzielać to, co naprawdę ważne, od tego, co z perspektywy czasu wyda się nam błahostką?

Jest kilka takich rzeczy, które zużywają zdecydowanie za dużo naszej energii psychicznej i fizycznej, kiedy jesteśmy młodsi, zbyt młodzi, żeby zdać sobie z tego w porę sprawę, żeby się otrząsnąć i zacząć żyć inaczej, lepiej, spokojniej.

20 rzeczy, które za 20 lat przestaną być takie ważne

1. Nieuniknione frustracje przeciętnego dnia

99,9%, tego, co stresuje cię dzisiaj, za miesiąc nie będzie się liczyć. Prędzej czy później będziesz wiedzieć to na pewno. Więc po prostu, idź dalej, do przodu.

2. Drobne porażki, których jesteś świadomy tylko ty sam

Kiedy ustanowisz życiowe cele, wkalkulujesz w nie ryzyko, zrozumiesz, że czasem odnosi się sukcesy, czasem się przegrywa. Obie strony medalu są równie ważne.

3. To, co mogłoby, albo powinno być „idealne”

Kluczem do okrycia tajemnicy dobrego życia, jest zrozumienie różnicy między rozsądkiem, a dążeniem do perfekcjonizmu. Ten ostatni faktycznie uniemożliwia dokonanie czegoś wartościowego w taki sposób, żeby przynosiło to satysfakcję.

4. Pewność, zanim zrobisz pierwszy krok

Wydaje nam się, że musimy ją mieć, zawsze. Bez niej, blokują nas i hamują wewnętrzne lęki. Problem w tym, że na życiowej drodze, rzadko mamy pewność, kiedy zaczynamy coś od nowa. Wiarę w siebie i swoje możliwości buduje się stopniowo. Czasem musimy wyjść z własnej strefy komfortu i zaryzykować swoją dumę.

5. Zawiłości w relacjach z bliskimi

Czas uczy, że nie otrzymamy tak naprawdę niczego w życiu, jeśli czegoś nie oddamy.

6. Popieranie abstrakcyjnych, odległych idei

Chcesz walczyć o lepszy świat? Zacznij od najbliższego otoczenia. Naucz się rozmawiać z bliskimi, stwórz dzieciom dobry, bezpieczny dom. Kochaj swoją rodzinę. Bądź dobrym sąsiadem. Uosabiaj to, co głosisz.

7. Presja szybkich osiągnięć

Chcesz mieć wszystko od razu… Kiedy jesteśmy młodzi, wydaje się nam, że „szybciej” znaczy „lepiej”. Czas mija i orientujemy się, że w tym pośpiechu ominęło nas to, co najważniejsze.

8. Pokusa szybkich rozwiązań

Wszystko, co warte zachodu, musi kosztować poświęcony mu wysiłek: dobra miłość, udany biznes, istotne zmiany w życiu, zdobycie wykształcenia, wychowanie dzieci.

9. Planowanie ponad swoje możliwości

Nie „zapychaj” swojego życia planami, grafikami, trudnymi celami. Zostaw przestrzeń. Wiele wspaniałych rzeczy wydarza się, kiedy wcale ich nie planujemy.

10. Nieustanna kontrola

Im starsi jesteśmy, tym bardziej zdajemy sobie sprawę z tego, na jak wiele rzeczy nie mamy wpływu. Zaufaj.

 11. Obwinianie innych

Widziałeś kiedyś naprawdę szczęśliwa osobę, która stale unikałaby odpowiedzialności za swoje życie? Szczęśliwi ludzie biorą odpowiedzialność za swoje życie.

12. Walka o bycie akceptowanym

To siła twojej pewności siebie, wiara we własną wartość determinuje twoją skłonność do odnoszenia życiowych sukcesów.

13. Ratowanie innych przed nimi samymi

Szczerze – nie uratujesz nikogo przed nim samym. Nie wygrasz z mistrzem autodestrukcji, więc przestań się angażować w jego dramaty. Ci, którzy wprowadzają do swojego życia nieustanny chaos, prędzej czy później poważnie zaburzą również twój spokój.

14. Egoistyczne i lekceważące słowa i działania innych ludzi

Jeśli zamierzasz brać wszystko, co usłyszysz od innych, do siebie, będziesz  obrażony przez resztę swojego życia. A to po prostu nie jest tego warte! W pewnym momencie staje się jasne, że sposób, w jaki ludzie traktują cię to ich problem, a to jak na to reagujesz – twoja sprawa.

15. Wygrana na argumenty

O niewiele rzeczy warto w życiu walczyć do upadłego. Twoimi priorytetami są zdrowie, miłość i szczęście osobiste, ale nie kłótnia o to, kto ma rację.

16. Wytykanie słabości

Wszyscy mamy lepsze i gorsze momenty. Naprawdę, nigdy nie wiesz, co takiego wydarzyło się w życiu drugiej osoby, dlaczego popełniła błąd. Traktuj innych z szacunkiem.

17. Obsesja idealnego wyglądu

W miarę jak dojrzewamy, wygląd staje się coraz mniej ważny, a to, co staje się głównym  punktem zainteresowania, to nasze wnętrze. W końcu zdajesz
sobie sprawę, że piękno nie ma prawie nic wspólnego z wyglądem.

18. Piękne, materialne rzeczy

Za pieniądze można kupić wszystko… Ale czy to świadczy o prawdziwej wartości?…

19. Płytkie, powierzchowne relacje

Miło jest mieć znajomości. Niedobrze jest tracić czas na znajomych, którzy nie wnoszą do twojego życia nic dobrego. Których mogłoby jutro już przy tobie nie być i nie poczułbyś różnicy.

20. Odległa przyszłość

W miarę upływu czasu, naturalnie masz go więcej za tobą i mniej przed sobą. Ale to naprawdę nie ma znaczenia, bo dobre życie zawsze zaczyna się właśnie teraz, kiedy przestajesz czekać na lepszy moment.

 

Źródło: marcandangel.com, ohme.pl

Odżywianie a seksualność.

Tekst zapożyczony z… “O zapachu słońca”
https://www.facebook.com/ozapachuslonca/

ODŻYWIANIE A SEKSUALNOŚĆ.

Ukochani. Otwierając swoją wewnętrzną moc nie zapominajcie o ciele. Mówicie nawet, że zdrowy duch wynika ze zdrowego ciała, a zaprzeczacie temu, kiedy faszerujecie swoje ciało specyfikami zaprzeczającymi boskiej naturze Dziecka Ziemi.

Ukochani. Dar ciała jest unikalną szansą doświadczenia uczuć, po jakie przybyliście na Matkę Ziemię. Doświadczacie ciała o niespotykanej potędze, możliwości doznań tych uczuć, lecz w swoich doświadczeniach w pewnym sensie stajecie się jednak tym, co spożywacie. Wspomnijmy tu mięso bratnich istot, którego spożywanie jest zjawiskiem kanibalizmu przystosowującym ciała do życia pasożytniczego. Obniżało ono wibracje i uniemożliwiało wzniesienie mocy seksualnej w obszar duszy, ducha, dlatego seksualność takich ciał stawała się ubogą kopulacją, postępującą zgodnie z programami, podawanymi Wam chociażby przez pradawne tao, tantrę czy współczesną telewizję. Oczyszczenie się z kanibalizmu jest głęboką pracą z ciałem, czasem wielu lat, aby śmierć zapisana w jego strukturach, przestała oddziaływać i być tworzona, dosłownie rozmnażana jako taka dla potomnych. Jesteście życiem wiecznym i łatwo możecie odnaleźć zapisy w swoim DNA, odwzorowujące tę pamięć sercem w regenerującym się ciele. Zjadanie mięsa innych istot zamykało szansę doświadczenia boskich doznań seksualnych, a wprowadzało Was w uczucia zamordowanych i cierpiących zwierząt, ryb czy ptaków, degradując te doznania niżej tych światów.

Ukochani. Docieracie do Serca, ono odblokowuje się, kiedy świadomie zmieniacie wibracje swego życia, a spożywanie śmierci dawało taką świadomość Waszym pięknym ciałem i tą śmiercią obdarowywaliście siebie w Waszej sypialni, mającej być świątynią piękna miłosnego spełnienia. Wejście w Nową Erę nie jest możliwe, kiedy pozostajecie w obszarze życia pasożytniczego, dosłownie zjadając inne światy. Ubogości doznań seksualnych nie zauważaliście, bo blokując swoją świadomość niskowibracyjną energetyką spożywanych produktów, cieszyliście się ochłapami, które Wam pozostawały. Istoty innych kosmicznych światów widziały Was, jako ciekawostkę, wypaczenie, robaki, bo jawiliście się im, jako istoty, które obrały anty – ewolucję i błyskawicznie podążały w samozniszczenie. Podanie Wam ludzkiego umysłu, przystosowanego do wyświetlania manipulujących projekcji, rozpoznawalnych, jako projekcje ego, czyniło z Was rodzaj uprawy, w której to tworzono rodzaj mutantów, samoczynnie dewastujących swoje ciała i spełniających oczekiwane kierunki wyboru innych w tej hodowli. Spożywanie wielu produktów, dosłownie czysto plastikowych, dawało Ludzkiej Rasie odejście od natury, bo świadomie preparowano inną konsystencję Waszego ciała. Zabójcze szczepionki, podawane już małym dzieciom, a w dalszym etapie medykamenty farmacji miały za zadanie tworzyć „brojlera”, wydajnego w produkcji niskowibracyjnej energii seksualnej, a przy okazji powstawał kolosalny rynek zbytu na te produkty Matrixa.

Ukochani. Wejrzenie w serce daje proste zastanowienie i świadomy wybór o powrocie do natury czy pozostaniu w starym, marketowo – farmacyjnym świecie iluzji. Pomijając już mięso, to pozostałe produkty są niezwykle ważne w drodze odbudowy ludzkiej świadomości jako niezwykle potężnej. Plombowanie Waszych ciał było świadomym zasklepianiem Waszych komórek, aby utrudniać połączenie ludzkiej duszy z ciałem podanym Wam przez Waszych stwórców. Powrót do prostoty odżywiania nie jest fanaberią tylko rzeczywistym wyborem życia, zamiast śmierci i gehenny w światach, które zajęły człowieka jako uprawę. Spożywając produkty Matrixa, wydzielaliście swoisty odór, który odczujecie u innych, kiedy rozpoczynacie odżywiać się w czystości miłości, prostymi darami Ziemi i przechodzić do dalszych ewolucji pochłaniania energii tych produktów nawet wprost do serca. Zapach ten uniemożliwiał wiele doznań, odczuć szczęścia, dlatego swój naturalny zapach fałszowaliście innymi specyfikami przygotowanymi Wam przez ten sam więzienno – fabryczny system. Powodowało to, że przestawaliście być sobą i naturalny dobór partnerski okradaliście z piękna powonienia, które świadomie fałszowaliście. Potem nie zauważaliście, że wraz ze zmiana kosmetyków zachodziła „potrzeba” zmiany partnera, bo czuliście się niespełnieni, czuliście, że to nie ten, którego wybraliście pierwotnie.

Odżywianie systemu miało podawanymi programami, powszechnie wykorzystując świadomość zbiorową, wprowadzić Was, w niskowibracyjne używki, które nie pozwalały Wam się wznosić, a poziom świadomości zawsze jest równy poziomowi energii seksualnej, której cudownie możecie doświadczać. Ubogość, jakiej doświadczaliście była efektem okradania siebie, bo połykając tabletkę, jedząc mięso, chipsy, popijając to colą stawaliście się tym wszystkim, stwarzając ubogość własnych darów dla wybranego partnera. Mówiliście mu, że go kochacie, ale nie kochaliście siebie, a nawet nie szanowaliście, spożywając to wszystko i nie zdając sobie sprawy, że czynicie to wszystko potulnie, tak jak nakazują programy, dosłowne plany uprawy ludzi.

Ukochani. Etap przebudzenia nadszedł. Jest w tejże chwili, ale to Ty sam możesz dokonać wyboru. Rozstanie się ze starym odżywianiem ma ogromny wpływ, umożliwiający pracę z przebudzeniem całej Waszej istoty. Pełne zasiedlenie Waszego ciała nie tylko przez duszę, ale i ducha, daje nowy etap spełnienia siebie, jako Boskich Istot. Odczucie oczyszczenia z programów, żywieniowych, nawyków, kodów głodu, trupiego jadu i zapisów śmierci w każdej komórce jest ważnym początkiem drogi do nowych doznań, których oczekujecie często od partnera, a zapominacie o sobie.

Partner jest wewnątrz Was, jest wibracją, którą stwarzacie sami. On zmienia się, kiedy zmieniacie się wewnątrz siebie, a w fizycznym świecie może się zdarzyć, że nawet odejdzie dotychczasowy nauczyciel. Matka Ziemia ma całą swą mądrość zapisaną w darach natury, które są jej owocami dla człowieka. Zapewniła Wam wszystko dla zdrowia i życia w etapie, w którym mieliście się uczyć, jak żyć jej darami. Ciało człowieka jest w pewnym sensie ingerencją innych istot, które czyniły w nim wiele swoich modyfikacji. Pamiętaj jednak, że jesteś Istotą Boską i to Ty je tworzysz, a poprzez miłość do natury odnajdujesz świadomość, że to ciało jest miłością tej natury. Tak odwracasz procesy, które miały uczynić z Ciebie wydajne indywiduum, produkujące energię seksualną dla innych światów. Ty jednak przybyłeś tu, aby być szczęśliwy, aby spełnić się, jako kobieta lub jako mężczyzna. Doświadczyłeś tego, a teraz, kiedy to kochasz, po prostu stajesz się miłością, stajesz się czystą prawdą, istotą, która nie jest w stanie spożyć ciała zamordowanej innej Bratniej Istoty, przybyłej tak jak Ty na naukę. Miłość w Tobie samoczynnie sięgnie po te produkty, które są najlepsze na ten moment ewolucji, której doświadczasz.

Nie obwiniaj się za nic, bo dzięki tej nauce mogłeś poznać smak niskowibracyjnego seksu, zauroczeń umysłu i cielesnych płytkich spełnień. Ta czarna przestrzeń daje Ci kontrast zobaczenia piękna przebudzenia Boga lub Bogini w Tobie. Nie oczekuj, że w jednej chwili doświadczysz pełni ewolucji, bo jesteś tu po to, aby poznać obydwa te światy. Jest jedyny moment wyboru, w którym to Ty zmieniasz siebie i tak zmienia się cały świat, który tworzysz, bo to, co wewnątrz, powstaje na zewnątrz.

/źródło: www.prawdaserca.pl

O częstotliwościach solfeggio.

A Little History

At the turn of the century the awareness of DNA entered the collective consciousness of the world. We have incarnated into this human experience as divine beings with a blueprint, a set of instructions. We know that a very small percentage (3%) of those instructions make up our physiology.

Carl Sagan writes that most of our genetic information (about 97%) is unused DNA. He refers to this as “genetic gibberish.” Is it possible that most of who we are still lies dormant as our human potential?

In the old paradigm of religion, “potential” remained a mystery to the human mind, therefore we coined a mystical term called “SPIRIT.” “Spirit” was something that was detached from who we were, something we didn’t have and could only be gained through the systems of most religions.

The old paradigm and its premise stated that we began as biology in the womb of our mothers. Telliard deChardin tells us that we are not a human being trying to attain a spiritual experience, but, rather, we are spiritual beings having a human experience. This shift in perception causes a tremendous difference in the way we perceive ourselves in this third/fourth time-space continuum.

Being a student of “A Course In Miracles” in the late 80’s, I was faced with a dichotomy in the idea that we are not a body. I never understood this statement fully until I began to study Quantum Physics which tells us that everything is energy and matter is not as solid as we perceive it to be. I believe what is being stated is that at the deepest level we are not separate, as a body, as a spirit, as a soul — we are just energy-beings. This is the level of consciousness being opened to us from which a new paradigm is emerging for the purpose of healing all separation. The popular term, “The Divine, is in me”- makes “me” separate from the Divine. May I suggest a shift in the saying to: “The Divine, AS me” to remove the separation.

As we move from genetics and concepts like Soul, “Soul Mates” and “Soul work,” we move beyond physical diagnosis, into a new field of quantum physics. In this new field, where consciousness is seen as a unified field where everything is everything else, (T.O.E. Theory – The Theory of Everything) —there are no boundaries. There is no “this” or “that;” no you or me. It is a pure field of awareness – consciousness. I solved the dichotomy about “we are not our body” by changing my perception of genetics to energetics – realizing that we are not meant to ignore our physiology, but recognize the body as energy, vibrating at a very dense frequency.

Repairing DNA

I was first introduced to DNA in 1988 when I was going through a transitional period, during which I felt that I had come to the end of everything that I believed. A tape was given to me of a gentleman speaking in an accent, (which I thought at the time, was rather boring), and I didn’t understand what he was talking about. Then all of a sudden, as I was ready to turn it off, he said: “Quantum physics has found that there is no empty space in the human cell, but it is a teeming, electric-magnetic field of possibility or potential.” That’s all he said! But whatever frequency was contained in those words, RESONATED something inside the CORE of my BEING — and I had a KNOWING in me that the NOTHING I thought I was looking at was the EVERYTHING. Much like in Zen, and the idea of becoming “as an empty bowl.” Eastern Religions (including the Bible) refer to it as the VOID – The Nothing that is EVERYTHING – The Womb of Creation. I knew that I was experiencing a re-birth! The person on that tape was Dr. Deepak Chopra.

I had never heard of Deepak Chopra in 1988, as he was just coming on the scene about that time. I credit him for a very important transition in my life, just from the statement he made on that tape. Today, in retrospect, I would call my response to that statement a “cellular memory experience.” We know that intelligence is stored within the cells of the body, and when the right resonance comes and releases that information to become inherent information or inherent KNOWLEDGE – that comes from the true Self. That is why so many of us seem to jump from one stimuli to another looking for what will resonate in us.

The work being done today with energy at the cellular level really excites me, since I had been very interested in DNA before it became a household word. In fact, I think it took me two years just to learn how to pronounce it (deoxyribonucleic acid did not roll off my tongue quickly). But, I was determined to understand this tremendously powerful energetic blueprint for life, as we know it, at the cellular level on this planet. DNA became a part of the collective consciousness when CNN produced a special on the Genome Project in 2000.

As I pursued my passion for the study of DNA, I attended a workshop by Dr. Robert Girard from California on DNA Activation. His work focused on using certain sounds and frequencies to activate DNA and I started doing DNA Activation workshops. Through those workshops, an article was given to me that reported how biochemists are using the frequency 528Hz to repair human DNA. The article stated that it was a “C.” When I read that I thought, “All I would need to do is go to a piano or other instrument and play a “C” and then, in the DNA workshops we would be able to repair DNA.”

Well, it wasn’t that simple, because I discovered that the regular “C” that we all know of in this culture (which is from the diatonic scale of do, re, mi, fa, so, la, ti, do) was not the 528 Hz frequency “C”, as described in the article. Instead, I discovered that a regular “C” vibrates to a frequency of only 512 Hz, and that the “C” of 528 Hz used in DNA repair had been a part of an ancient scale called the Solfeggio Scale. Moreover, the difference in the scales existed because of different tuning methods that were utilized in ancient times, vs. those in general use today. Later, we will explore that difference between how we create music today vs. how we used to create it, and how that simple change has made all of the difference in the world.

How I found out about the Ancient Solfeggio Frequencies

I found this ancient scale to be part of a 6-tone scale sequence of electro-magnetic frequencies called the Original Solfeggio Scale through the book “The Healing Codes of Biological Apocalypse” by Dr. Leonard Horowitz. These particular frequencies were rediscovered by Dr. Joseph Puleo, who received them in a wonderful experience that some would suggest was mystical. These frequencies are not something new, but they are something very old.

I shared the information about these frequencies with a musician friend who had a studio in her home. After reviewing the information, she decided that she would like to experiment with these frequencies in the form of meditation music. She was also in touch with Jonathan Goldman (author of the book, “Healing Sounds”) and he knew of these frequencies, and was using them in some of his music such as “The Lost Chord” CD. Aryiana requested that he have the tuning forks made for her to research the frequencies. I asked if she could also have a set made for me.

After I received the tuning forks and began talking about them around the country, I noticed that people were resonating with the information about these powerful frequencies. It felt as though something was going on in a much larger picture. We were connecting energetically to this information, and yet I didn’t know what I was going to do with the tuning forks. Then people began to ask if I could use the tuning forks on them. From those experiences, and with information I had gathered, a method and technique began to develop. I called the technique SomaEnergetics, which is designed to utilize the optimum energy of the Solfeggio frequencies using tuning forks. Soma, meaning “body” in the Greek, combines the wholistic idea of the body as an energy field – SomaEnergetics.

When starting these first tunings, the main frequency that I knew the most about was 528 Hz – that biochemists are using for DNA repair. I realized that the right side of the body is controlled by the left-brain, and the left side by the right brain and that these correspond with our inner male and female energies. As I took the fork down each side of the body, I could get in touch with the dominant ancestral DNA that comes thru the Mother’s side or Father’s side of the chromosomes. I would many times get a tremendous imbalance in the sound between the two sides. The purpose of energy work, as many of you know, is to attain balance. For example, if everything is in balance, such as the ph level, the physical body can heal more naturally. It’s the same way in our energy bodies. If we can find that energy balance, that equilibrium, where everything aligns or everything comes into synchronization into the rhythm of the dance of life – then healing becomes the natural state. It’s nothing supernatural, or miraculous. I think a lot of spiritual texts have referred to this idea when they describe, “going home to heaven.” Heaven, to me, is the complete synchronization with higher frequencies and vibrations of creation being totally entrained. In other words, being in a state of at-one-ment.

When I would continue to do the technique, the sound would begin to even out between the male and female sides of the body, and the client would indicate they were “feeling” a shift. As that would occur, I was totally amazed, and asked myself, “What is happening here?” Although I’ve been a speaker of spiritual things for over 40 years, I can’t tell you that I’ve been the most intuitive person in the world. All of a sudden I started having certain feelings about what to do with the forks. I found that at some point in working with the client, I stopped “doing” the tuning forks (being the initiator of the technique), and they started “doing me” – seeming to direct the movement of the Forks! After hundreds of tunings and positive testimonies, I have learned to trust the Ancient Solfeggio Scale frequencies in the form of Tuning Forks as a legitimate modality.

Energy and Relationship

Everything is relationship. I remember Dr. Fred Wolf, who is a physicist stating on a tape “Everything is consciousness.” He further noted, “When you are observing an object, on some level the object is observing you.” As I listened to that statement, I thought it was strange. I then realized that because something doesn’t have a human consciousness, as I do, that doesn’t mean it doesn’t have it’s own consciousness. Apparently, observing something changes it on some level – that the observer, and the observed are one.

I treat the Solfeggio tuning forks as a conscious “entity.” They are energy, they’re vibration, they’re frequency – the client is vibration, frequency and energy – I am vibration, frequency and energy. All of that coming together begins to produce a synergetic experience that takes place on many levels. The energy bodies that we focus on using the Solfeggio Frequencies are the physical, the etheric, the mental/emotional, and the astral.

Sound, Vibration and Form

For more than 200 years, researchers have been validating the connections of Sound and Vibrations on physical form. The first to make that connection was German scientist Ernst Chladni, who, in 1787, detailed his research in his book “Discoveries Concerning the Theory of Music.” In that pioneering work, he explained ways to make sound waves generate visible structures. He detailed how a violin bow, drawn at a right angle across a flat plate covered with sand, produces patterns and shapes. Today, those patterns and shapes are called Chladni figures. (Coincidentally, Chladni died in 1829, the same year as Beethoven. Mozart, a Free Mason, heavily influenced Beethoven about the mathematics of music, and likely influenced Chladni as well).1

In 1815, Mathematician Nathaniel Bowditch followed up on Chaldi’s discoveries. He concluded that the conditions for these designs to arise were because the frequencies, or oscillations per second, were in whole number ratios to each other—such as 1:1, 1:2, 1:3 and so on.2

The study of wave phenomena, the ability of sound to organize and repattern matter, is called Cymatics. According to John Beaulieu, in Music and Sound in the Healing Arts, “Form is the more elusive component of sound. Sound-forms can be seen by subjecting mediums such as sand, water, or clay to a continuous sound vibration.” The following pictures taken by Dr. Hans Jenny are sound-forms. They were obtained by placing various mediums on a steel plate with a crystal sound oscillator attached to the bottom. The Oscillator creates a pulse, which vibrates the steel plate. The forms on the plate are examples of sound organizing matter.” Jenny also “noticed that when the vowels of ancient languages like Hebrew and Sanskrit were pronounced, the sand took the shape of the written symbols for those vowels.”

“Space is not empty. It is full, a plenum as opposed to a vacuum, and is the ground for the existence of everything, including ourselves. The universe is not separate from this cosmic sea of energy.” David Bohm

   

Jenny concluded there were examples of cymatic elements everywhere—”vibrations, oscillations, pulses, wave motions, pendulum motions, rhythmic courses of events, serial sequences, and their effects and actions”—and they effected everything including biological evolution. The evidence convincingly demonstrated that all natural phenomena were ultimately dependent on, if not entirely determined by the frequencies of vibration. He argued that physical healing could be aided or hindered by tones. Different frequencies influenced genes, cells, and various structures in the body, he claimed.

Vibration of Music of the Spheres: “Every cell pulsates, reflects and interacts with acoustic oscillations of the medium. Even the earth and sun vibrate in unison based on a main rhythm of 160 minutes. Each musical note is therefore united to non-audible notes of higher octaves, and each symphony to other symphonies that we do not hear, and although they make our cells oscillate and possibly resonate. Even DNA has it’s own melody. The musical nature of nuclear matter from atoms to galaxies is now recognized by official science.”3 In “ Molecules of Emotion,” by Candace Pert, Ph.D., she writes, “… basically, receptors function as scanners (sensing molecules, on a cellular level). They cluster in cellular membranes, waiting for the

right ligand (much smaller molecules than receptors), to come dancing along (diffusing) through the fluid surrounding each cell, and mount them – binding with them and (tickling ) them to turn them on and get them motivated to vibrate a message into the cell. Binding of the ligand to the receptor is likened to two voices, striking the same note and producing a vibration that rings a doorbell to open the doorway to the cell.”

Poet Cathie Guzetta summarized this science best when she wrote:

“The forms of snowflakes and faces of flowers may take on their shape because they are responding to some sound in nature. Likewise, it is possible that crystals, plants, and human beings may be, in some way, music that has taken on visible form.”

How Did The Solfeggio Frequencies Get Lost?

I discovered that these powerful frequencies had been given to the church many years ago for a very spiritual purpose. This was back when the church was a wonderful place for the people in the villages to gather together. The church served as a social, political, and spiritual place. People came to Mass, which at that time, was done in Latin (until Vatican II came along). When people sing in Latin or musical tones, it is very powerful, because it gets through all of the limited thought forms, and into deeper levels of the subconscious – accessing insights beyond belief systems.

As described above by Dr. Candace Pert, PhD, energy and vibration go all the way to the molecular level. She states that we have 70 different receptors on the molecules and when vibration and frequency reaches that far they begin to vibrate. Moreover, she observed, “as they begin to vibrate they sort of touch each other, and tickle each other, and they play and mount each other.” It’s this whole energetic dance ritual, at the cellular level, that opens the chromosomes and exposes the DNA to the frequencies. When we do toning, drumming, chanting, or tuning forks – it can be a way to direct energy for transformational purposes.

Vibration and sound can be used, like most things, either with positive intention or negative intention. Used negatively, it’s nothing more than control and manipulation. Most of the world has been built upon control and manipulation by the way we communicate thru language. A lot of different texts, such as the Bible, talk about the importance of just making Sound—whether it’s chants, drumming, or speaking in tongues (such as the charismatic fundamentalists do), they are just different ways that people are accessing deeper levels of themselves. I suggest to you that the Solfeggio Tuning Forks are an even purer ways of doing that with positive intention.

When Dr. Joseph Puleo was researching the tones, he was directed to a Monsignor at a university in Spokane WA, who was head of the mediaeval department. Following a 20 minute conversation, the clergyman asked what he could assist Dr. Puleo with:

“Can you decipher Mediaeval Latin?’

‘Absolutely!’

‘And you know the musical scale and everything?’

‘Absolutely!’

‘Well then, could you tell me what ‘UT – queant laxis’ means?’

After a brief pause, the Monsignor quipped, ‘It’s none of your business’

Then he hung up.”1

Additionally, as Dr. Puleo researched the tones further, he came across a book on Gregorian chants by Professor Emeritus Willi Apel who “argued that the chants being used today were totally incorrect, and undermined the spirit of the Catholic faith.”1 Moreover, Professor Apel reported that “one-hundred fifty-two chants were apparently missing. The Catholic Church presumably “lost” these original chants. The chants were based on the ancient original scale of six musical notes called the Solfeggio.”1 Trust me, nothing is lost, it’s just neatly put away; however, they cannot hide from the masses what is energetically placed within the Soul.

According to Professor Willi Apel,1 “The origin of what is now called Solfeggio…arose from a Mediaeval hymn to John the Baptist which has this peculiarity that the first six lines of the music commenced respectively on the first six successive notes of the scale, and thus the first syllable of each line was sung to a note one degree higher that the first syllable of the line that preceded it. By degrees these syllables became associated and identified with their respective notes and as each syllable ended in a vowel, they were found to be peculiarly adapted for vocal use. Hence “Ut” was artificially replaced by “Do.” Guido of Arezzo was the first to adopt them in the 11th century, and Le Marie, a French musician of the 17th century added “Si” for the seventh note of the scale, in order to complete the series.”

Further research states that, “Pope Johannes later became a saint – Saint Iohannes – and then the scale was changed. The seventh note “Si” was added from his name. “Si” later became “Ti.” These changes significantly altered the frequencies sung by the masses. The alterations also weakened the spiritual impact of the Church’s hymns. Because the music held mathmatic resonance, frequencies capable of spiritually inspiring mankind to be more “Godlike,” the changes affected alterations in conceptual thought as well, further distancing humanity from God.” In other words, whenever you sing a Psalm, it is music to the ears. But it was originally intended to be music for the soul as well or the “secret ear.” Thus by changing the notes, high matrices of thought and to a great extent well being, was squelched. Now it is time to recover these missing notes.”1

I’d heard of do, re, me, fa, so, la, ti, do. I particularly responded to it whenever I hear that song by Julie Andrews from “The Sound of Music.” I literally have a “brain cell firing” as it is engraved into my brain, and I see her coming over the mountain in the movie. I didn’t realize this was actually a second, modified scale. The original Solfeggio scale was actually: UT, RE, MI, FA, SO, LA.

Looking at the definitions of each of the original syllables, using hidden entries from Webster’s Dictionary and the Original Greek Apocrypha, I have determined that these original frequencies can be used for: Turning grief to joy, helping the person connect with their Source to bring forth miracles, DNA repair, connecting with spiritual family, solving situations & expressing yourself and finally, becoming more intuitive.2 Through music these tones can assist all the channels in staying open and keep the life force (the Chi) literally flowing thru the Chakra System quite freely. Is this is what the six electro-magnetic frequencies were to accomplish that were put into “lost” hymns and Gregorian chants?

I think we are living in a tremendously wonderful time, and rather than seeing the glass as “half empty,” I see it as “half full.” Rather than accepting “CNN’s perspective” of the world view, it’s about finding perspective thru the vision of your own heart. It is about change and transformation of mankind to the next level of evolution. We, as Spiritual Light Workers, have made ourselves accessible at this time, by Divine Appointment, to be here to help those in humanity who choose (it’s all based upon irrevocable choice) to stay, or to go. Those who have chosen to stay will come into our lives, and we have already agreed to assist them.

It’s all about assisting other people. It’s not to be their “Healer,” but to assist them in knowing who they are and connecting with their true Source. It is about providing an atmosphere of non-judgement, a Sacred Space, for the purpose of healing themselves. We should be continuously teaching while assisting people. The old paradigm teaches us to keep the information among the professionals. The new paradigm is to share the information, and empower the client. Everyone you work with—whether it’s Reiki, Massage, Tuning Forks or other modalities you are using, you should feel that you’ve empowered that person, so they can extend this information to someone else. Healing has become about our evolution by reconnecting our additional strands of DNA. Healing is also about assisting the person in restoring themselves to a state of “Spiritual Wholeness.”

The 3, 6, and 9

As we look at the six original Solfeggio frequencies, using the Pythagorean method, we find the base or root vibrational numbers are 3,6, & 9. Nikola Tesla tells us, and I quote: “If you only knew the magnificence of the 3, 6 and 9, then you would have a key to the universe.”

John Keely, an expert in electromagnetic technologies, wrote that the vibrations of “thirds, sixths, and ninths, were extraordinarily powerful.” In fact, he proved the “vibratory antagonistic thirds was thousands of times more forceful in separating hydrogen from oxygen in water than heat.” In his “Formula of Aqueous Disintegration” he wrote that, “molecular dissociation or disintegration of both simple and compound elements, whether gaseous or solid, a stream of vibratory antagonistic thirds, sixths, or ninths, on their chord mass will compel progressive subdivisions. In the disintegration of water the instrument is set on thirds, sixths, and ninths, to get the best effects.”

In the book of Genesis it states that there are six days of creation. Yet many talk about the creation week – or seven days, and the Christian Bible views the number seven as the number of completeness. Why Seven? It is due to the influence of the Near Eastern culture at the time in which Jesus lived, when it was believed that there were only seven planets.

When wrestling with adding a 7th number, I was mystically drawn to an article in Discover Magazine. In his newest book, Just Six Numbers, Rees argues that six numbers underlie the fundamental physical properties of the universe, and that each is the precise value needed to permit life to flourish. In laying out this premise, he joins a long, intellectually daring line of cosmologists and astrophysicists (not to mention philosophers, theologians, and logicians) stretching all the way back to Galileo, who presume to ask: Why are we here? As Rees puts it, “These six numbers constitute a recipe for the universe.” He adds that if any one of the numbers were different “even to the tiniest degree, there would be no stars, no complex elements, no life.” (From Discovery Magazine). As some authors have speculated, could these tones have played a role in the miraculous shattering of Jericho’s great wall in six days before falling on the seventh day? Some scientists are now stating that if we have been created, we most likely would have been sung into existence. Is it possible that the six days of creation mentioned in Genesis represent six fundamental frequencies that underlie the universe? Religious scholars believe both events occurred as a result of sounds being spoken or played.

Other scientists, including the geniuses Nikola Tesla, Raymond Rife, as well as Mozart, Haydn, Beethoven, and Chladni, all must have known about, and used the concept of, the inherent power of threes, sixes, and nines. So we are dealing with three powerful numbers: 3-6-9. Everyone of the six Solfeggio Tuning Forks all add up, individually to the Pythagorean scheme of 3-6-9. In fact, because there are two sets of 3-6-9 (anagrams) in the solfeggio, they are even more powerful as these combinations serve as “portals” to other dimensions!

Just Intonation – 12 Tone Equal Temperament

As I observed earlier, another reason these Ancient Solfeggio frequencies became “lost” was because of the change in tuning practices throughout history. The standard tuning method for the past 200 years is quite different from the tuning practices dating from antiquity through about the 16th century A.D. These ancient tuning practices used a system of tuning known as Just Intonation. The tuning practice adopted for western cultures during the 16th, 17th, and 18th centuries, and used today, is known as Twelve-Tone Equal Temperament. The explanation of the fundamentals of these tuning systems is far too complex for this agenda, but the following quote from a book written by David B. Doty, titled The Just Intonation Primer, should give an idea of the confinement that music has been relegated to. “Essentially, music has been placed in a box of limitations”— as the result of the rigidity imposed by the Twelve-Tone Equal Temperament tuning standards in use today.

“Although it is difficult to describe the special qualities of Just Intonation intervals to those who have never heard them, words such as clarity, purity, smoothness, and stability come readily to mind. The supposedly consonant intervals and chords of (12-Tone) Equal Temperament, which deviate from simple rations to varying degrees, sound rough, restless, or muddy in comparison.”

Just Intonation can be found in many of the great Fathers of Classical Music – Beethoven and Hyden, just to name a few. They did not use this 12-tone temperament and I think that is why we have a richer experience when we hear music that was composed several hundred years ago. Classical Music based on Just Intonation gives us a different rapport with time and space and brings us into our higher Chakras.

Native American chanting is many times based on Just Intonation. The chanting seems to sound monotone, but we are finding out that within the monotone sound is multi-dimensional harmonics.

How these different types of tones affect our health

Consequently, since all music in our contemporary world (from commercials, to modern hymns and symphonies) has been composed utilizing the 12-Tone Equal Temperament Scale, they all have vibrational limits. As a result, vibrational frequency of the tones of modern music can create situations such as “boxed-in thinking,” stuffed and suppressed emotions; and fear-based ” lack” consciousness—all of which then tend to manifest into physical symptoms of “dis-ease.”

This is in contrast to music created from the Ancient Solfeggio Scale, which stimulates the vibration of expanded creativity, easier problem solving and holistic health.

Again, it should be noted that although there are contemporary notes that approximate the Solfeggio tones, they are not the same frequencies as the ancient tones. Example: The Solfeggio tone, Mi. vibrates to 528 Hz. The closest, comparable, contemporary tone is C, above Middle C, which vibrates at 512 Hz. Our research indicates that the vibrational frequencies contained in the Solfeggio tones hold these original healing potentials.

https://somaenergetics.com/pages/forgotten-in-time-the-ancient-solfeggio-frequencies

Zatrzymaj się…

Przez las dzisiaj idąc, nagle się zatrzymałem. Spojrzałem w prawo, a tam, jakieś 50 metrów ode mnie, wzbił się w powietrze piękny jastrząb, który to na gałęzi siedział.
Nie zauważyłbym go, gdybym szedł dalej – szelest liści, trzask gałęzi… zatrzymując się, mogłem poczuć, zobaczyć i usłyszeć więcej.
I Ty czasem się zatrzymaj. Weź oddech, spójrz w niebo albo rozejrzyj się dookoła – będziesz zdumiony, jak wiele Ci umyka.

“W ciszy twoje serce znajdzie odpowiedzi, których rozum znaleźć nie potrafi” P. Bosmans
Hallelujah,
Praise the Lord

Dawne zapiski.

Kwiat liście unosi ku górze i kąpie się w blasku,

słońca co grzeje od jutrzenki brzasku,

niosąc rozkosz i spokój i ulgę; i oddech złocisty…

światu któreń zimny, pochmurny i dżdżysty.

Jak posłaniec od stwórcy blask rzuca najgorętszy

każdym promieniem otula z radością, w każdej sekundzie otacza swą troską!

dotyka – choć bez dotyku

tuli – choć bez uścisku

ożywia – choć życiem nie jest.

Spojrzenie Twe jedno – jak żar słońca dla Ziemi – pali i grzeje, wzmaga pragnienie.

Darem niebios dla ciemności świata,
Aniołem co w niwecz cień obraca.

Tak ogromna i wzburzona rozkosz Twego wzroku,

sprawia, że jak szaleniec miotam się w amoku.

Każdego promienia pragnę po stokroć,

a każdy Twój uśmiech – boska dobroć!

Palisz i grzejesz, wzmagasz gorących milion pragnień,

lecz tak jak przed słońcem – nie chowam się w cień…

Andrzej

Jak się sadzi palmy kokosowe?

Jestem wielkim szczęściarzem – poznałem świetnych ludzi na wyspie, dzięki czemu mogłem zobaczyć jak wygląda ich prawdziwe życie. Życie zgoła odmienne niż to, które serwuje się turystom.
Pomagałem przyjacielowi sadzić palmy kokosowe!:)

Jak to się robi?
Instrukcja w kilku krokach 🙂
Najpierw, za pomocą 2 metrowego żelastwa, ryjemy dziurę w ziemi. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić… z uwagi na fakt, że mnóstwo tu skał, jedną z dziur ryliśmy przez 40 min – w trzech chłopa, na zmianę!


Kokosy zostawia się na około 3 miesiące – tak powstają sadzonki.

Potrzebny też nawóz – przerobiona przez dżdżownice ziemia, z dodatkiem przepalonych łupin z ryżu, i kilku innych rzeczy.

Kilka “łopatek” na dno dziury.

Potem sadzonka!

… i przyniesiona w baniakach woda “na dobry start” 🙂

Palma kokosowa posadzona!

Za kilka lat będzie taka…

a my weźmiemy z niej to, co najlepsze!

A cała robota ze śpiewaniem piosenek Bob’a połączona…
🙂

Simple life.

Rozmawiam z miejscowymi; pytam o wszystko. Uśmiechają się słysząc moje pytania i odpowiadają… Oczywiście, że jesteśmy szczęśliwi. Simple life – proste życie.

Dotarłem na cudowną plażę. Słońce grzeje, lecz nijak to porównać do polskiego słońca – tu naprawdę ma MOC.
Wziąłem sprzęt i chwilę później dryfuję na powierzchni krystalicznie czystej wody, podziwiając rybki w kolorach “gdzie jest Nemo”. Mija godzina, może więcej, a ja pełen zachwytu wychodzę z wody.
Siadam na kawałku bambusa leżącym nieopodal i witam się z rybakiem, który właśnie postanowił usiąść obok mnie.
Ma 35+ lat, żonę i córkę chodzącą do szkoły. Pytam go, co robił przed chwilą? – bo widziałem, że przed momentem piłowali jakieś kawałki drewna w cieniu kokosowych palm. Odpowiada: NIC. Rozmawiałem z kolegami.
Rozmawiamy o pogodzie, słońcu i niebiańskim kolorze wody. Pytam go, czy jest szczęśliwy?
Oczywiście, że jestem szczęśliwy – gdy jestem głodny, biorę łódkę i płynę, by złapać ryby. Gdy potrzebuję pieniędzy, jeżdżę tricyklem (motocyklowa mini taksówka). A poza tym… poza tym to przez większość czasu siedzę z kolegami robiąc zupełnie nic.
Słucham jego słów i zamyślony wpatruję się w bezkres morza.

Jest gorąco przez cały rok. Żadnych ubrań zimowych, żadnego ogrzewania domu i ścian w systemie 24 cm suporexu i 10 cm styropianu. Owoce zbierasz non stop, bo przyroda jest tu w pełnym rozkwicie. Możesz spać na ziemi, kawałku betonu czy czymkolwiek chcesz. Czasem przydaje się tylko kawałek dachu…
Słońce, morze, czyste powietrze.

Simple life – proste życie.
A piszę to, siedząc tu:

Skok wiary.

Kiedyś, dawno temu był sobie Uczeń, który pobierał nauki u Mistrza. Przez wiele lat przebywał w małej chatce w górach, zgłębiał tajemnice ludzkiego umysłu, nawiązywał dialog ze swoją duszą i Bogiem. Pewnego dnia kiedy skończył poranną praktykę udał się do Mistrza i zapytał:
– Drogi Mistrzu, wiele już się nauczyłem. Jestem szczęśliwy pobierając u Ciebie nauki. Jednak coraz bardziej czuję, że moja dusza pragnie czegoś więcej. Chcę poczuć w pełni swoją moc. Co mam zrobić? – Mistrz się uśmiechnął i odparł:
– Mój Drogi, jeśli tak czujesz, to znaczy, że jesteś gotów.
Następnie wskazał mu skaliste góry.
– Widzisz tam tą wąską ścieżkę? Ona prowadzi nad urwisko. Pójdź tam, a jak dojdziesz na szczyt, skocz w przepaść i zobaczysz, że poczujesz taką moc i wolność, jakiej pragnie Twoja dusza.

Uczeń trochę się zmartwił tą wskazówką, nie takiej odpowiedzi oczekiwał. Ale kochał swojego Mistrza i mu ufał, więc zaczął przygotowywać się do podróży. Wziął ze sobą tylko najpotrzebniejsze rzeczy i wyruszył w drogę. Szedł dzień i noc, w końcu o świcie doszedł na miejsce. Urwisko było przeogromne, w dole nic nie było widać, tylko mgła i ciemność.
– Czy aby na pewno o tej przepaści mówił mój Mistrz? – Zawahał się Uczeń – Przecież tu nic nie widać! Może jednak usiądę sobie, pomedytuję i pomyślę, co zrobić. – Zaczął medytować i im dłużej siedział, tym miał coraz więcej wątpliwości co do skoku.

Nagle zobaczył, że do skraju przepaści nadciąga druga osoba. Była to kobieta, w średnim wieku. Podeszła do niego i zapytała czy to jest ta słynna przepaść w okolicy.
– Tak mi się wydaje – odparł – a dlaczego pytasz?
– Moja Mistrzyni powiedziała mi, że jeśli skoczę w tą przepaść to poczuje wielką moc i pełnię, której pragnie moja dusza.
– To ciekawe, bo ja tu jestem w podobnym celu. Może zanim skoczysz pomedytujesz ze mną? Tak tam ciemno i nic nie widać. Poczekajmy aż wzejdzie słońce, może wtedy będzie widać cokolwiek. Chciałbym wiedzieć GDZIE skaczę, a nie tak na oślep. Przecież to nierozsądne!
– Masz rację, poczekajmy trochę.
Medytowali aż nastało południe, a potem zmierzch i noc. Żadne z nich nie podjęło tematu skoku, zaczęli gawędzić o Prawdach, które nauczyli się od swoich Mistrzów. Przekomarzać się, która ścieżka do przebudzenia jest właściwsza.

Kiedy znowu nastał świt, a oni byli zajęci rozmową usłyszeli, że ktoś biegnie. Zza zakrętu wyłonił się mały chłopiec, miał może 8 może 10 lat. Bieg bardzo szybko, nie zważając na nic. Zaczęli do niego mówić, ale on był tak skoncentrowany na czymś co widział w oddali, że nic do niego nie docierało. Był tylko on i Światło, które go przyciągało. Dobiegł do skraju przepaści i SKOCZYŁ w dal…. I nagle, w mgnieniu oka wyrosły mu przepiękne, złote skrzydła. Tak wielkie, że ich rozpiętość dwa razy przekraczała wzrost chłopca. Poszybował wprost ku słońcu, które wychodziło znad szczytów górskich. Zrobił jeszcze salto w powietrzu, roześmiał się na cały głos z radością i zniknął wkrótce za następną górą. Mężczyzna i kobieta oniemieli. Żadne z nich nie powiedziało żadnego słowa.

“Twoje skrzydła już istnieją. Wszystko, co musisz zrobić, to polecieć…”
Rzuć się w przepaść, skocz w nieznane. Poczuj niepewność w całym swoim ciele. Doświadcz strachu i lęku.
Staw mu czoło – i poczuj… jak lecisz.

Dwa dni temu dotarłem promem do Catalan. Mimo, że wcześniej spotkałem grupę podróżników, serce podpowiadało mi, bym wybrał samodzielną trasę – mimo, iż w grupie raźniej i ‘bezpieczniej’. Wiedziałem, że intuicja zna drogę – moim zadaniem, było się tylko nań skierować.
Rozsądek zostawiłem w tyle i ruszyłem przed siebie. Wsiadłem na inny prom, płynący w inne miejsce, zmierzający… sam nie wiedziałem dokąd.
Było już po zmroku. Ciemną ulicę rozświetlały jedynie przejeżdżające tricykle i… moja latarka. Ten niecodzienny przecież widok, wzbudzał sensację – Filipińczycy zatrzymywali się, albo wskazywali mnie palcem.
Szedłem jednak przed siebie, nie wiedząc nawet dokąd.
Po drodze pytałem o nocleg, lecz nie za wiele udało się zwojować.
W końcu, zmęczony (niewyspany!), trochę głodny i wciąż niepewny nadchodzącej nocy, trafiłem na coś w stylu zadaszonego parkingu przy kościele.
Wszedłem tam. Porozmawiałem z facetem na skuterze. Niezbyt był mi przychylny.
Po chwili jednak udało mi się go przekonać, co by pozwolił mi spocząć na drewnianych płytach, które leżały kilka metrów od niego – zawsze to izolacja od podłoża, a nad głową przeca dach!
Usiadłem, wyjąłem zeszyt i notowałem wrażenia z minionego dnia.
On, oraz kilka innych osób opuszczało teren, dostałem więc instrukcję, by rano zgasić światło i zamknąć za sobą bramę.
Obiecałem tak zrobić, po czym chwilę później poszedłem na drugą stronę ulicy, by poprosić o podłączenie telefonu do ładowania – mapy jednak w podróży się przydają.
Wróciłem do swojej noclegowni, i kilka minut później usłyszałem nadjeżdżający skuter – ów facet przyjechał, by zabrać mnie do małego biura w porcie, gdzie, jak powiedział – będę mógł zostać na noc.
Na miejscu okazało się, że biuro jest bardzo małe (i czynne 24/7), ale poznałem dwóch uśmiechniętych inspektorów portowych i dostałem herbatniki. Oprócz tego, na podłodze za lodówką rozłożyliśmy niewielki materac (który śmierdział “zalany przy ostatnim tajfunie”), więc już miałem swój KAWAŁEK PODŁOGI.

Wielka niepewność co będzie. Wszystko niewiadome.
Maszerujący biały człowiek, w ciemnej krainie.
A chwilę później noc w bezpiecznym miejscu, z przyjaznymi ludźmi wokół.

Skocz.
I nie martw się – polecisz.

Hallelujah, Praise the Lord!