JAK WYLECZYĆ KAŻDĄ CHOROBĘ?

Wychowałem się w tradycyjnej rodzinie – świat dookoła był przedstawiony w określony sposób, a ja wiedziałem ‘co jest czym’. Gdy ktoś chorował – szliśmy do lekarza, gdy ktoś potrzebował pomocy, szukaliśmy jej w przychodni lub szpitalu, czyli tak, jak świat przykazał.
Największym odstępstwem od przyjętych norm, było leczenie nas bańkami – mój dziadek, który był w nich specjalistą, przygotowywał wszystko (łącznie z pierzyną, pod którą trzeba się było wygrzać), a potem stawiał ich kilkanaście na plecach, w ten sposób lecząc większość chorób związanych z płucami. To powinno dać do myślenia, lecz umysły ludzkie mają to do siebie, że gdy raz przyjmą coś za pewnik – staje się to dominującym obrazem świata. Gdy więc ktoś powie nam, iż potrzebujemy lekarstw – bierzemy je, choć przecież na każdej ulotce napisane jest „każdy lek zagraża twojemu życiu lub zdrowiu”. Na szczęście pojawiają się w naszym życiu różni ludzie i czasem możemy zobaczyć, że nie wszystko co wiemy, jest prawdą absolutną. Tak było i w moim przypadku, gdy w akcie desperacji sięgnąłem po propolis – żaden antybiotyk nie mógł poradzić sobie z zapaleniem ucha, a tymczasem po dwudniowej kuracji pszczelim woskiem, wszystko minęło. Takie sytuacje naprawdę dają do myślenia.
Myślałem więc i ja, szukając rozwiązań i próbując ‘alternatywnych’ sposobów leczenia. Piszę to w cudzysłowie, ponieważ należy w tym miejscu zastanowić się która gałąź lekarstw istniała na tym świecie wcześniej… czy najpierw leczyliśmy się tabletkami, czy np. wyciągiem z kory wierzby, który doskonale łagodzi ból. Do tego wystarczy dodać tysiące produktów, które pomagają, a okaże się, że natura jest najdoskonalszą apteką.
Oczywiście nie należy się obrażać na zdobycze cywilizacji i w wielu przypadkach konieczne są środki, które służą ratowaniu życia. Ale!
Jest jedna zasadnicza wada każdego sztucznego lekarstwa – owszem, być może chwilowo pomaga, lecz jest to pomoc, która w dużej mierze polega na zepchnięciu problemu/choroby na głębszy poziom naszej istoty. Dlatego to, co wydaje się być wyzdrowieniem, jest zazwyczaj tykającą bombą, która w każdej chwili może eksplodować – często w innym miejscu ciała lub z większą siłą rażenia.
Przez wiele lat poszukiwałem drogi do zdrowia. Przeszedłem przez etap głodówek (10 i 20dniowej), etap witarianizmu, etap jedzenia w 90% bananów… etap parzenia ziół i odwiedzania znachorów. Do tego dołączę rozwój świadomości i poszukiwania związane z totalną biologią – czyli nauką o tym, jak połączone są choroby z określonymi emocjami i schematami myślenia. Poszukiwałem przez wiele lat, łączyłem fakty i kolejne kropki, aż zrozumiałem, że to my sami jesteśmy odpowiedzialni za wszystkie choroby, które rzekomo ‘na nas spadają’. Zrozumiałem, że każda nasza emocja, każde doświadczenie, każda trauma – jeśli nie będą rozwiązane, czyli wybaczone i przepracowane, sprawią ostatecznie, że odpowiadający im organ – w końcu się podda i ze stanu harmonii, przejdzie w stan choroby.
Dla tych, którzy żyją w świecie nam przedstawionym, tradycyjnym rzekłbym, to czysta abstrakcja; dla tych, którzy wstąpili na ścieżkę rozwoju świadomości – to trochę bardziej ‘normalne’, dla mnie w tym momencie – zupełnie naturalne.
Przyznam jednak, że i ja w końcu doszedłem do ściany – kolejne próby leczenia ciała nie przynosiły rezultatów, kolejne dolegliwości, które miały minąć (bo przecież zaraz przejdzie!), wciąż się pogarszały, a stan zdrowia – cóż, pozostawiał wiele do życzenia. Oczywiście szukałem pomocy, próbując różnych metod i specyfików, aż zrozumiałem, że czasem bez pomocy kogoś kto potrafi dać nam swoją energię i wspomóc proces przerabiania traum i emocji – zwyczajnie sobie z tym nie poradzimy. I tu powiedzieć muszę, że trafiałem na wielu ludzi, którzy pod pozorem pomocy – tak naprawdę albo pomagali sobie, albo po prostu byli pasożytami, chcącymi karmić się naszą energią.
I takie spotkania miałem w swoim życiu i naprawdę myślałem, że nigdy nie spotkam nikogo prawdziwego – po prostu, zaczynałem tracić nadzieję, że są jeszcze ludzie, którzy mają Dar Uzdrawiania i naprawdę chcą pomagać.
Było tak do momentu przełomowego, czyli września 2018 roku, kiedy to poznałem parę wspaniałych Ludzi – przez duże L, ponieważ w tym nieprawdziwym świecie, oni wciąż są ludźmi. Mają dar wczuwania się w ciało drugiego Człowieka, wiedzą jakie produkty są dla ciała potrzebne i jakie braki należy uzupełnić, potrafią leczyć myśli i wspomagają proces przepracowywania emocji drugiej osoby. Jest to coś zupełnie odmiennego od pracy z psychologiem, który odpracowuje swoje, ale nigdy nie daje energii w to, by ktoś miał siły do uwolnienia własnym emocji.
Dla mnie był to moment w którym po raz pierwszy w życiu (choć nauczony doświadczeniem – podchodząc bardzo nieufnie), poznałem kogoś, kto naprawdę potrafi pomóc drugiej osobie, i przede wszystkim – chce to zrobić.
Teraz, po kilku miesiącach poznawania ich – czuję, że potrafią wyleczyć każdą chorobę na tym świecie. Sam tego doświadczyłem, gdy przez miesiąc pracowaliśmy nad kręgosłupem przetrąconym po dwóch wypadkach. Do tego powinienem doliczyć naprawione jelita, wyleczone trzykrotne zapalenie nerek oraz dwukrotne zapalenie płuc. To oczywiście nie wszystko, ale bardzo poważne problemy – z ich pomocą, stały się czymś, co zależało ode mnie. Pamiętać należy, że to musi być nasza decyzja, w której stwierdzamy, iż w końcu chcemy pozbyć się balastu w postaci choroby, a bez naszego wkładu – nic się nie zmieni.
Myślę, że KAŻDA CHOROBA może być wspólnie z nimi wyleczona, lecz to od nas zależy, czy z tej możliwości skorzystamy.
Wiem, że wiele osób na tym świecie zawiodło się systemie zdrowia tu działającym, a brak perspektyw sprawił, że doszli do ściany. To jest jednak wielka szansa dla wszystkich, którzy poszukują zdrowia, uwolnienia emocji, polepszenia życia – z czystego serca piszę to do wszystkich, którzy chcą i potrzebują prawdziwych i dobrych zmian w swoim życiu.

Jeśli chcesz skontaktować się w sprawie pomocy/porady/leczenia – napisz tu:
696 791 376 – Pani Sylwia (Ze względu na pracę, prośba o wcześniejszą wiadomość SMS)
lub e-mail: poradyzdrowotne777@gmail.com

Z Miłością!
Andrzej