Po nocy, dzień.

Nastał ranek, może więc czas na chwilę zadumy…
Czy dziś było takie pewne? Skąd i dlaczego, miałeś pewność, że kolejny dzień nastanie? Co dało Ci podstawy, by tak sądzić?
Pewnie tysiące przeszłych dni, które następowały kolejno po sobie… może już przyzwyczaiłeś się do tego, że jest coś takiego, jak ‘jutro’? Może jest to tak oczywiste, że nie warto tym sobie zaprzątać głowy. Kolejny wieczór, kolejny poranek. Normalność.
Jak więc sprawić, by zachwycił nas kolejny dzień? Jak poczuć Moc, którą niesie obietnica kolejnego dnia?
Wiele razy tego doświadczałem i zrozumiałem!
Docenisz światło dnia, dopiero gdy noc będzie zbyt ciemna… docenisz posiłek, dopiero gdy naprawdę zgłodniejesz. Docenisz ciepło domu, gdy zmarzniesz do kości; docenisz obecność, gdy poczujesz samotność. Nasze umysły to automaty, które nie zauważają tak wielu istotnych spraw… dopiero wybicie ich z równowagi sprawia, że wszystko postrzegamy w innym świetle.

Tak wiele zrozumiałem w trakcie swoich podróży. Tak wiele wdzięczności wylewało się ze mnie, gdy (jakimś cudem) odnajdywałem drogę do kolejnego dnia. Wszystko to przerobiłem na sobie, mimo, że lekcje nie zawsze były łatwe. Teraz wiem, że życie jest cudem i dzielę się tym z Tobą, książkę swoją publikując. Ahh, lubię ją czytać!

Więcej informacji wkrótce 🙂

 

 

Cóż to było za olśnienie!

Siedzę sobie i piszę. Wstałem o czwartej trzydzieści, więc mija już 5 godzin, odkąd moje palce zaczęły tańczyć po kruczoczarnej klawiaturze.
Dziś płyniemy. Słowa pojawiają się na ekranie, szybko przelewane przez wyrobione dłonie. Dawno temu nauczyłem się szybko pisać, gdym niejako zmuszon do tego został! Najpierw było Gadu-Gadu, na którym chciałem jak najszybciej odpisywać znajomym (a przede wszystkim co bardziej urokliwym koleżankom), a potem nadeszły opisy techniczne, których pisać nie lubiłem, a które napisanymi być musiały. Ucieczki nie było, więc im szybciej napisałem, tym szybciej miałem wolne.
Potem przyszedł czas na spisanie wszystkich notatek z wyprawy na Saharę. Sporo tego było, wszak każdego dnia notowałem po dwie godziny. Następnie Wisła! Notatnik, który wyglądał jak bym go miał w plecaku podczas walki z wielką rzeką (czyżby tak właśnie było?), zdecydowanie utrudniał odczytywanie niektórych zapisków, lecz cóż było robić – wyostrzając wzrok i przypominając sobie zdarzenia, jakoś rozszyfrowałem owe hieroglify, które w mokrym namiocie powstały.
Od tamtej pory, piszę patrząc w okno. Oglądam świat jadąc pociągiem, a palce same znajdują drogę do właściwych klawiszy. Uwielbiam to. Daje mi wielką satysfakcję, gdy czuję dotyk klawiatury, i to, jak mknie kursor po białym ekranie. Pisanie! Ach, cóż to za piękna sztuka!

Olśniło mnie przecież, czy już zapomniałem?
Okulary PRZECIWsłoneczne.

Światło to życie. Słońce to Energia. Czyżbyśmy zapomnieli, występując przeciw słońcu?

Do poczytania:
http://humel.pl/2016/05/17/okulary-przeciwsloneczne-niszcza-wzrok-i-zdrowie/

Inglese:
http://endmyopia.org/glasses-destroy-your-eyesight/

Dnia pięknego!

Zapisane szeptem, cz. II

Ciąg dalszy…
Weszła do mieszkania, zdjęła płaszcz i ciemne okulary. Rzuciła torebkę na stół i wstawiła wodę, żeby napić się upragnionej kawy. Od rana marzyła o dobrej kawie z mlekiem, którą uwielbiała pić w swoim kubku ze słonecznikiem. Potrzebowała kawy; kolejną noc nie mogła spać. Coś niedobrego się z nią działo i wiedziała o tym doskonale. Weszła do łazienki i obmyła twarz wodą… Zimna woda od razu poprawiła krążenie i nawet zmęczone oczy, z worami pod – wyglądały trochę lepiej. Wróciła do kuchni i zalała przygotowaną kawę. Miała ochotę na coś słodkiego, ale przypomniała sobie, że dziś miał być pierwszy dzień bez słodyczy. Przynajmniej nie przed obiadem.

Usiadła z gorącą kawą w swoim ulubionym fotelu i poczuła się naprawdę dobrze. Dziś udało jej się podpisać wstępną umowę z nowym bankiem i za chwilę dostanie z tego dość dużą prowizję. Mogłaby opłacić czynsz z góry na kilka miesięcy, wpłacić część na fundusz inwestycyjny, albo… zrobić sobie wypad za granicę i wpaść w gorączkę zakupów. To byłby naprawdę ciekawy sposób na nagrodzenie siebie za kilka miesięcy pracy. Na samą myśl lekko uśmiechnęła się pod nosem…

Usłyszała, że dzwoni jej telefon. Rozglądała się po mieszkaniu i nie mogąc go namierzyć przypomniała sobie, że zostawiła go w torebce. Podbiegła do niej i zaczęła go szukać. Oczywiście ciężko było znaleźć cokolwiek w tym bałaganie, a tym bardziej kiedy jest to potrzebne już, teraz. Zanim znalazła telefon, ten już przestał dzwonić. Obiecała sobie, że zrobi porządek w torebce. Od kiedy się za to zabiera?

Po drugim sygnale odezwała się Alicja.

– Pewnie znowu nie mogłaś znaleźć telefonu w tym bajzlu torebkowym? Zaśmiała się głośno.

– Nie, byłam w łazience i akurat zadzwoniłaś! Poza tym przed chwilą wróciłam do domu i właśnie oderwałaś mnie od gorącej kawy.

– Pijesz tą pyszną kawę i nawet mnie nie poczęstujesz? Pewnie do tego objadasz się znów pralinkami –zapytała z wyrzutem.

– heh, tym razem nie. Postanowiłam sobie, że do wakacji muszę mieć 4 cm w biodrach mniej.

-Ty? Przecież i tak skóra już na Tobie wisi. Chciałabym mieścić się w ubraniach, które nosisz. Ale dobra, bo za chwilę zapomnę po co w ogóle dzwoniłam. Słuchaj, wydarzyło się coś o czym muszę Ci powiedzieć. Zaraz mnie rozsadzi! Jeśli nie masz nic przeciwko, to wracając z miasta do Ciebie zajrzę, ok.?

– Będę na Ciebie czekać, ale zjem wszystkie pralinki, żeby tylko dla Ciebie nie zostały!

Obie zaczęły się śmiać…

– do zobaczenia!

– pa!

Odłożyła telefon i przez chwilę zastanawiała się o może jej chodzić. Pewnie znów w pracy mieli wizytację i przyjechał ten przystojny kierownik o którym jej kiedyś opowiadała.

Nieważne. Miała ochotę na chwilę zapomnienia, więc położyła się w podwieszonym przy wielkim oknie hamaku. Lubiła tu leżeć, bo słońce świeciło jej w twarz i delikatnie ogrzewało policzki. Nie wiedziała kiedy, ale zasnęła.

Śniło jej się, że jedzie pociągiem i gdy przychodzi konduktor sprawdzić bilety, ona próbuje go znaleźć w swojej torebce. Schodzi jej tak długo, że poirytowany konduktor zaczyna się na nią wydzierać, a ona w panice wywala wszystko na podłogę… nie może go jednak znaleźć, a zamiast tego wszyscy widzą jak wraz z innymi rzeczami, wypada tam wibrator. Pełna wstydu zbiera wszystko do torebki i ucieka do innego przedziału…

Obudził ją dzwonek do drzwi. Nie sądziła, że Ala przyjedzie tak szybko. Zeszła z hamaku i otworzyła drzwi.

– Dzwonię i dzwonię, myślałam że nie żyjesz!

– Jak to? Przecież usłyszałam dzwonek i otworzyłam… Chyba mi się śniło coś dziwnego.

– Stoję tu od pięciu minut, aaale może wpuścisz mnie do środka? Czy może mam tak stać kolejne dziesięć? Powiedziała wyraźnie rozbawiona.

– Jasne, przepraszam.

– Słuchaj. Wydawało mi się, że jak do Ciebie dzwoniłam to akurat piłaś kawę… a z tego co wiem to raczej po kawie nie idzie się spać – zapytała zdziwiona.

– Wiem, wiem. Nie mogłam spać w nocy, a teraz tylko na chwilę się położyłam.

– Nie wiem co Ty to robisz, ale powinnaś chyba sobie trochę odpuścić. Masz za dużo na głowie i dlatego padasz nawet w dzień.

– Spokojnie nic mi nie jest. Napijesz się czegoś?

– Tylko nie kawy. Bo nie chcę iść spać, tylko z Tobą pogadać.

Obydwie się roześmiały.

Przygotowała drugą kawę i już chciała sięgnąć po kruche wafelki, ale w porę się opamiętała. 4 cm! Musi ciągle sobie o tym przypominać!

– Mam nadzieję, że nie słodzisz, bo właśnie skończył mi się cukier.

– Cukier „białe złoto”, pewnie pochowałaś po szafkach przede mną. Ale zapomniałaś, że nigdy nie słodzę – powiedziała ze śmiechem Ala.

– Nawet ja się chciałam przed Tobą schować, ale tak długo dzwoniłaś, że Ci w końcu otworzyłam – odrzekła Asia.

Obydwie śmiały się głośno , ale gdy w końcu uspokoiły się trochę, Ala powiedziała:

– Słuchaj. Przyjechałam, bo sprawa jest bardzo pilna. Dostałyśmy wczoraj informację, a trzeba decydować się do piątku. Potem może już nie być miejsc.

– No, dobrze. Ale może powiesz o co w ogóle chodzi? – rzekła zaintrygowana.

– Pamiętasz tą moją małą kuzynkę, Małą Martę? – zapytała.

– Jasne, że pamiętam. Ale chyba nie przyszłaś mi powiedzieć, że zaprosiła Cię na urodziny? – Magda miała ubaw.

– Nie. Chociaż chętnie bym poszła, tylko tym razem musiałabym poprzestać na dwóch kieliszkach wina do obiadu. …ponoć na kasecie dobrze śpiewam przed całą rodziną!

– Na szczęście nie było mi dane tego słyszeć – Magda zaśmiewała się na całego.

– Słuchaj. Mała Marta, już nie jest taka mała. Wiesz, że ona ma już 19 lat?! A w tym wieku, wiadomo co jej w głowie siedzi. W każdym razie poznała chłopaka, z którym jest ponoć już prawie od roku. „Zakochani bez pamięci”. Ale do czego zmierzam? Ten chłopak pracuje w takiej firmie marketingowej i od czasu do czasu szefostwo w ramach rozwoju pracowników wysyła ich na szkolenia, warsztaty etc. Teraz jest podobnie, tylko że od nich z firmy ktoś nie może jechać i zostało im kilka wolnych wejściówek. Normalnie to szkolenie jest bardzo drogie, ale ta ich firma miała dobry rok i szefostwo się rzuciło. Wiesz… jak o tym usłyszałam to od razu pomyślałam o Tobie – podsumowała Ala.

– O mnie? Myślisz, że chcę jechać i słuchać jakiegoś gadania przez kilka godzin dziennie? Wiesz przecież, że nie lubię takich wyjazdów. Ktoś wychodzi i nawija pół dnia, a Ty siedzisz i udajesz, że robisz notatki – Magda była zdegustowana.

– Ty od razu swoje teorie spiskowe! Nie wydaje Ci się, że przesadzasz? Sama się zastanów: gdzie ostatnio wyrwałaś się na dłużej niż weekend? Ciągle praca i dom, na nic nie masz czasu, a teraz już śpisz nawet w dzień.

W sumie ma chyba rację, ale…

– Nie będę jechać na durne warsztaty, tylko po to, żeby ruszyć się z miasta. Poza tym wiesz, że nie mogę. Mam za dużo obowiązków – z rezygnacją powiedziała Magda.

– No właśnie dlatego musisz jechać! Ostatnio wspominałaś, że kończycie pracę nad projektem i pewnie wpadnie Ci parę groszy, a tam pojedziesz i odpoczniesz. W ramach urlopu.

– No może i bym się gdzieś wyrwała… ale co to w ogóle za warsztaty? – Magda coraz bardziej była zaciekawiona.

– Wiesz, za bardzo nie mam pojęcia. Mała Marta napisała wczoraj do mnie, ale nie miała dużo czasu i za wiele się nie dowiedziałam. Podała mi adres strony internetowej, tam można znaleźć więcej informacji… – odpowiedziała Ala.

– Zostaw mi ten adres, może później tam zajrzę. Choć szczerze mówiąc, to chyba wolałabym pojechać na jakąś wycieczkę, a nie nudne warsztaty.

Rozmowa na tym się skończyła, oczywiście Alicja jeszcze opowiedziała jej wszystkie nowiny z pracy, a było tam też miejsce na krótkie opowiadanie o owym przystojnym kierowniku. Boże, ona znów się wpakuje w jakiś romans – pomyślała. Dobrze, że ja umiem trzymać się na wodzy. Poza tym jednym razem…  Ale to było co innego – zaśmiała się sama do siebie.

Przygotowała obiad, pysznego łososia zapiekanego w cieście francuskim. Lubiła gotować, to chyba jedyna rzecz, która sprawiała jej przyjemność w domu. Czasem, gdy cały świat spał, ona wstawała z łóżka i gotowała nago. Zastanawiała się, co by powiedzieli jej rodzice, gdyby ją taką zobaczyli. Pewnie dostałaby lanie… to było niegrzeczne. Ups, nie powinnam tak myśleć! – skarciła sama siebie – to nieprzyzwoite.

Miała dziś całe popołudnie dla siebie, więc postanowiła, że pójdzie „z kijami” do lasu. Przyda jej się, w końcu 4 cm są celem, a do tego dawno nie spacerowała na świeżym powietrzu. Jak wróci to może dziś w nocy będzie lepiej spać.

Postanowiła, że ruszy o 18ej – i dziś przejdzie przynajmniej 10 km. – kiedy to ja ostatni raz chodziłam? – zastanawiała się. Chyba już z dwa tygodnie temu…

Mając jeszcze trochę czasu, zanim zacznie się przygotowywać – lubiła się rozciągać przez wyjściem „na kije” – postanowiła sprawdzić w Internecie stronę, którą jej podała Ala.

Włączyła komputer i po chwili wpisała..

– Zaraz zaraz, jak to było? Gdzieś miała tę kartkę.

Weszła na stronę, ale pojawił się tam tylko napis:

 Co wczoraj – już było. Co dziś – nastało. Co jutro… zdecyduj.