Po nocy, dzień.

Nastał ranek, może więc czas na chwilę zadumy…
Czy dziś było takie pewne? Skąd i dlaczego, miałeś pewność, że kolejny dzień nastanie? Co dało Ci podstawy, by tak sądzić?
Pewnie tysiące przeszłych dni, które następowały kolejno po sobie… może już przyzwyczaiłeś się do tego, że jest coś takiego, jak ‘jutro’? Może jest to tak oczywiste, że nie warto tym sobie zaprzątać głowy. Kolejny wieczór, kolejny poranek. Normalność.
Jak więc sprawić, by zachwycił nas kolejny dzień? Jak poczuć Moc, którą niesie obietnica kolejnego dnia?
Wiele razy tego doświadczałem i zrozumiałem!
Docenisz światło dnia, dopiero gdy noc będzie zbyt ciemna… docenisz posiłek, dopiero gdy naprawdę zgłodniejesz. Docenisz ciepło domu, gdy zmarzniesz do kości; docenisz obecność, gdy poczujesz samotność. Nasze umysły to automaty, które nie zauważają tak wielu istotnych spraw… dopiero wybicie ich z równowagi sprawia, że wszystko postrzegamy w innym świetle.

Tak wiele zrozumiałem w trakcie swoich podróży. Tak wiele wdzięczności wylewało się ze mnie, gdy (jakimś cudem) odnajdywałem drogę do kolejnego dnia. Wszystko to przerobiłem na sobie, mimo, że lekcje nie zawsze były łatwe. Teraz wiem, że życie jest cudem i dzielę się tym z Tobą, książkę swoją publikując. Ahh, lubię ją czytać!

Więcej informacji wkrótce 🙂

 

 

Wspaniałości wszelakie.

Widzisz je dookoła? Zauważasz?
Pewnie powiesz, że ich nie ma.

Dzieciom do szczęścia wystarczy trochę piasku, wody i wiaderko. Cieszą się. A kiedy Ty się cieszyłeś z… czegokolwiek?

Dostrzegam, bo szukam. Szukam, bo uwielbiam się nimi radować. Kocham je, i dostaję ich coraz więcej.

Wspaniałości wszelkie.
Gdy się pojawiają – zauważam to, doceniam i cieszę się. A jak się cieszę, to się mnożą… i widzę ich coraz więcej. Bo więcej ich jest, i więcej ich dostrzec chcę.
Dziś, najpierw wspaniałe pejzaże mi świat prezentował, gdy na rowerową wycieczkę się wybrałem. Było cudnie!
Potem jednak, ujawnił całą swą doskonałość. Oto bowiem pływałem kajakiem po gładkiej tafli jeziora, a gdy zachód jego się zbliżał, i cienie coraz bardziej się wydłużały – jakby specjalnie na moje zamówienie (wnet odgadnięte przez Wszechświat), kawałków reggae kilka z głośników na brzegu poleciało…

Cóż więc było robić? Praise to Lord i… tyle! 🙂
DSC_0021