Po nocy, dzień.

Nastał ranek, może więc czas na chwilę zadumy…
Czy dziś było takie pewne? Skąd i dlaczego, miałeś pewność, że kolejny dzień nastanie? Co dało Ci podstawy, by tak sądzić?
Pewnie tysiące przeszłych dni, które następowały kolejno po sobie… może już przyzwyczaiłeś się do tego, że jest coś takiego, jak ‘jutro’? Może jest to tak oczywiste, że nie warto tym sobie zaprzątać głowy. Kolejny wieczór, kolejny poranek. Normalność.
Jak więc sprawić, by zachwycił nas kolejny dzień? Jak poczuć Moc, którą niesie obietnica kolejnego dnia?
Wiele razy tego doświadczałem i zrozumiałem!
Docenisz światło dnia, dopiero gdy noc będzie zbyt ciemna… docenisz posiłek, dopiero gdy naprawdę zgłodniejesz. Docenisz ciepło domu, gdy zmarzniesz do kości; docenisz obecność, gdy poczujesz samotność. Nasze umysły to automaty, które nie zauważają tak wielu istotnych spraw… dopiero wybicie ich z równowagi sprawia, że wszystko postrzegamy w innym świetle.

Tak wiele zrozumiałem w trakcie swoich podróży. Tak wiele wdzięczności wylewało się ze mnie, gdy (jakimś cudem) odnajdywałem drogę do kolejnego dnia. Wszystko to przerobiłem na sobie, mimo, że lekcje nie zawsze były łatwe. Teraz wiem, że życie jest cudem i dzielę się tym z Tobą, książkę swoją publikując. Ahh, lubię ją czytać!

Więcej informacji wkrótce 🙂

 

 

Przesłania od Mary! :)

Make a radical change in your lifestyle and begin to boldly do things which you may previously never have thought of doing, or been too hesitant to attempt. So many people live within unhappy circumstances and yet will not take the initiative to change their situation because they are conditioned to a life of security, conformity, and conservation, all of which may appear to give one peace of mind, but in reality nothing is more damaging to the adventurous spirit within a man than a secure future. The very basic core of a man’s living spirit is thereof passion for adventure. The joy of life comes from our encounters with new experiences, and hence there is no greater joy than to have an endlessly changing horizon, for each day to have a new and different sun. If you want to get more out of life, you must lose your inclination for monotonous security and adopt a helter-skelter style of life that will at first appear to you to be crazy. But once you become accustomed to such a life you will see its full meaning and its incredible beauty.

Sometimes it’s hard to imagine how you’ve made it this far. Opening to vulnerability shows you your courage and human-ness. Vulnerability is the pathway to innovation, creativity, success and a wholehearted life. Stay open to what the universe brings to you if your plans don’t work out the way you wanted them to. When you shut the door to spontaneity and flexibility, you shut the door to miracles. Let go of thought, become still and alert, and don’t try to understand or explain. People think growth is an individual process. But true growth, the secondary change, change That is non-reversible comes from taking what you’ve built and sharing it with the world. In order that do that, yes you must work on yourself to get you to your truest state because that’s when you’re the most powerful and effective. But the nectar of growth comes from the ripple of your unique energy Which Continues to fuel your path but also Affects others and Their path. Growth then is a cycle. It starts with you.
~ Mary

Inner state of being. Anxiety is not created by your situation, or by what you must do about your situation. Anxiety is the result of your attitude and your perspective on the situation. To be free of anxiety, you don’t necessarily have to change the situation or avoid doing anything about it. What you can do is change your attitude, your perspective and your expectations. In fact, your attitude ultimately is not dependent on your circumstances. Your attitude is whatever you choose it to be. As surely as you have learned to react to certain things with anxiety, you can teach yourself to respond instead with peaceful confidence. That response is just as realistic, and much more positive, healthy and enriching. Keep in mind that it is because of your choice that you become annoyed, frustrated, angry, fearful and filled with anxiety. Keep in mind that you always have another, more positive choice. Make it your intention to choose peace, positive purpose, confidence and generous, effective action. Your inner state of being is always your choice, so always make it the very best, most empowering one.

Nothing ever goes away until it has taught us what we need to know.

Ze strony facebook:
https://www.facebook.com/mary.pieroszkiewicz/

Życiem zachwyt!

 SZEKSPIR POWIEDZIAŁ:
Zawsze czuję się szczęśliwy – wiesz dlaczego?
Ponieważ nie oczekuję niczego od nikogo. Oczekiwania zawsze ranią.
Życie jest krótkie, więc kochaj je, bądź radosny i dużo się uśmiechaj!
Żyj tak jak chcesz i…
-zanim się odezwiesz – posłuchaj,
– zanim coś napiszesz – pomyśl,
– zanim wydasz pieniądze – zarób,
– zanim zaczniesz się modlić – wybacz,
– zanim zranisz – poczuj,
– zanim znienawidzisz – pokochaj,
– zanim zrezygnujesz – spróbuj,
– zanim umrzesz – ŻYJ!
To Twój czas!

P.S: bukiet zrobiłem kiedyś z polnych kwiatów 🙂

Dzień na samowglądzie

A gdyby tak zatrzymać się w czasie i przestrzeni i patrzeć z innej perspektywy.

Gdyby tak przestać gonić za myślami z przeszłości oraz za strachami o przyszłość.

Gdy umysł milknie, a zostaje czysta teraźniejszość.

Zyskujemy dostęp i wgląd do wszystkiego, poprzez pryzmat świadomości i własnego ciała.

Gdy pozostaje jedynie nieskończona ekscytacja istnienia i wszechprzenikająca radość.

Budzimy się i żyjemy.

Razem:)

‘To również minie’.

Król zażądał kiedyś od mędrców na dworze:

– Robiony jest dla mnie piękny pierścień. Mam jeden z największych diamentów. Chcę w pierścieniu zachować ukryte przesłanie, które może mi pomóc w nagłej potrzebie. Musi być bardzo małe, by dało się je ukryć pod diamentem w pierścieniu.

Byli tam sami mędrcy, wielcy uczeni, potrafiący pisać olbrzymie traktaty. Ale podać przesłanie mające dwa lub trzy słowa, które mogłyby pomóc w chwili nagłej potrzeby … Myśleli, patrzyli w swe księgi, ale nic nie mogli znaleźć.

Król miał starego sługę, którego traktował niemal jak ojca, był bowiem też jego sługą. Matka króla wcześnie zmarła, sługa opiekował się nim, nie był więc to zwykły sługa. Król bardzo go szanował.

– Nie jestem mądry ani wykształcony, ale znam takie przesłanie, bo jest ono tylko jedno – rzekł starzec. – Ci ludzie nie mogą Ci go dać, może dać je tylko mistyk, ktoś, kto sam je urzeczywistnił. Przez całe moje długie życie w pałacu spotykałem różnych ludzi, a kiedyś spotkałem tu mistyka. On też był gościem twojego ojca, a mnie oddano na jego posługi. Gdy wyjeżdżał, w geście podziękowania za wszystkie moje usługi dał mi to przesłanie.

Sługa napisał je na małym kawałku papieru, złożył go i powiedział do króla:

– Nie czytaj go, zachowaj je ukryte w pierścieniu. Otwórz go tylko wtedy, gdy wszystko inne zawiedzie, gdy nie będzie już żadnego wyjścia.

Taki czas nadszedł wkrótce. Kraj został zaatakowany i król stracił swe królestwo. Uciekał konno, by ocalić życie, ścigali go jeźdźcy wroga. On był sam, a ich było wielu. Dojechał do miejsca, gdzie kończyły się wszystkie ścieżki …. urwisko i głęboka przepaść. Gdyby w nią wpadł, byłby to jego koniec. Nie mógł zawrócić, wróg był tuż za nim, słyszał dźwięk podków ich koni. Nie mógł jechać dalej … nie było żadnego innego sposobu…

Przypomniał sobie o pierścieniu. Otworzył go, wyjął papier. Było tam maleńkie przesłanie o wielkiej wartości, które brzmiało po prostu: „To też minie”. Wielka cisza nastała, gdy król przeczytał to zdanie. „To też minie”. I minęło.

Wszystko mija, nic w tym świecie nie trwa takie samo. Wrogowie ścigający go musieli widocznie zgubić drogę w lesie, pojechali gdzieś indziej, bo odgłosy kopyt stopniowo ucichły.

Król był ogromnie wdzięczny słudze i nieznanemu mistykowi. Te słowa sprawiły cud. Złożył papier, włożył go z powrotem do pierścienia, zebrał swe wojska i odzyskał królestwo. Gdy wjeżdżał do stolicy jako zwycięzca, było wielkie święto – wszystko w całym mieście, muzyka, tańce, a on był bardzo dumny z siebie.

Przy jego rydwanie szedł starzec, który rzekł:

– Teraz też jest to prawdą – spójrz na to przesłanie jeszcze raz.

– Co ty mówisz? – rzekł król. – Teraz jestem zwycięzcą, ludzie świętują. Nie jestem już w rozpaczy, w sytuacji bez wyjścia.

– Słuchaj, panie. Ten święty powiedział mi, że to przesłanie nie jest tylko na czas rozpaczy, ale też na czas przyjemności. Nie tylko na czas klęski, ale też na czas zwycięstwa, nie tylko wtedy, gdy jesteś ostatni, ale też wtedy, gdy jesteś pierwszy.

Król otworzył pierścień, przeczytał przesłanie: „To też minie”… nagle taki sam spokój, taka sama cisza, pośród tłumów, cieszących się, świętujących, tańczących … tylko teraz znikły duma i ego.

Wszystko przemija.

Baw się dobrze 🙂

Komentarz, o życiu traktujący.

Uznałem, że warto podzielić się tym komentarzem. Być może i Tobie się spodoba…

“To wymaga świadomej obserwacji. Ile ja mam ile ma sąsiad a ile Ewa Farna.. To dotyka źródła – dzieciństwa. Wychowałem się w czasach komuny. W rodzinie wielopokoleniowej. Najmłodszy z dzieci. Wychowywała mnie babcia z trójką mego starszego kuzynostwa – bo nasi rodzice nie mieli czasu – byli na dorobku czy co tam. Bieda aż piszczała. Znam zupę z pokrzyw, szczawiu, który sami zbieraliśmy. Nie było nic, ale głodni nigdy nie byliśmy. Nigdy nie miałem nowych spodni – wszystko dziedziczyłem po starszych. Wokoło były dzieciaki marynarzy, taksiarzy i sezonowo pracujących w NRD. Miały zabawki, rowery i rzeczy dla mnie niedostępne. Dżinsy z Pewexu.. Jednak nigdy nikomu niczego nie zazdrościłem, bo nigdy w domu nie słyszałem: “jesteśmy biedni. Brakuje nam” Byłem kochany i czułem się kochany. Nie mieliśmy telewizora – przed otwartym piecem siadaliśmy wszyscy a babcia opowiadała nam historie, czytała bajki. Wieczory pełne śmiechu i łez wzruszenia,gdy wyłem jak potępiony po lekturze “O psie który jeździł koleją”. Zawsze ktoś dla mnie miał czas. Najstarszy kuzyn z drewna wyczarowywał dla mnie proste zabawki. Nie było w domu ciepłej wody więc kąpiel zawsze była ekscytującą przygodą z pieniącym się szamponem.. Zamiast zbierać na magnetofon, zbierałem na podróż w Bieszczady, na namiot i plecak. Porządne buty i śpiwór. Interesowało mnie przeżywanie a nie posiadanie. Wychowano mnie w przekonaniu, że w świecie najpiękniejszy jest sam świat a w życiu najważniejsze jest samo życie. Do dzisiaj mam tyle osobistych rzeczy, że wszystko zmieściłbym w plecaku. Nigdy nie zrobiłem prawa jazdy, bo wiedziałem, że nie chcę być niewolnikiem “zaoszczędzonego czasu” i kółka. Jeżdżę rowerem i chodzę. Czasami dla przyjemności korzystam z autobusu (tylko zimą)Nie Mamy samochodów. Gdybym chciał, mielibyśmy i trzy. Doceniłem i bardzo dbam o swoje proste życie, gdy doświadczyłem, że im więcej mam, tym więcej się martwię. Im więcej posiadam tym większe ponoszę koszty. W mojej rodzinie, to ja jestem “opornikiem” zwalniam tempo. To przeze mnie nie jeździmy na wakacje do Egiptu tylko do oddalonej o 100 km Sielpi, gdzie mieszkamy w ubogim domku drewnianym a nie w wypasionym hotelu. Kiedy zarabiałem “duże” pieniądze, ciągle nie było mnie w domu. A jedyne co zyskiwałem, to to, że mogłem kupić lepsze spodnie, buty..garnki.. Nie powodowało to jednak, że czułem się “lepszy” a kiedy urodził mi się syn – porzuciłem intratne zajęcia, bo nie mogłem sobie wyobrazić, że nie będę uczestniczył w jego podróży dorastania. I choć mój syn ma więcej niż ja miałem (ma tyle, że całą moją dzielnicę z dzieciństwa mógłby obdarować i jeszcze by mu zostało) to uczę go wzrastać w prostocie. Uczę go, że gdyby trzeba było to naprawdę można wznieść dom własnymi rękami nie wydając na to ani złotówki ( w ścianach domu mego dzieciństwa była..słoma) Miarą sukcesu jest to, że zdobywasz co chcesz. Miarą szczęścia jest radość z tego co masz. Im więcej masz, tym trudniej wyruszyć w podróż – zabrać się z tym.. To i symboliczne i prawdziwe. Dbasz o to, ab mieć to i tyle ile potrzebujesz. Dlatego jesteś Wolny. Kiedy przestajesz biec za posiadaniem, zaczynasz umieć być sam ze sobą. I nie ma inaczej, bo jest to kwestia czasu i koncentracji. Temu o czym mówisz – powinni poświęcać czas na każdej godzinie wychowawczej w każdej szkole od pierwszej klasy. Społeczeństwo zaczyna się od dzieci. Od nich zaczynają się zmiany. Wychowajmy jedno pokolenie w Świadomości a zmienimy społeczeństwo.. I wbrew pozorom nie chodzi o to, aby się “cofać” wbrew pozorom jest to postęp”
Użytkownik -dzik- (YouTube)

Wdzięczny jestem Dziku! 🙂

Gdy się obudzisz, to (z)rozumiesz :)

Przez ostatnie kilka stuleci…..

u tych amazońskich, północnoamerykańskich. lub tez australijskich “dzikusów” narodziło się bardzo wiele pytań.

Zadają oni na przykład takie pytanie: dlaczego tak wiele pracujecie wbrew swojej woli? Czy wy tam jesteście w niewoli? My pracujemy tylko wtedy gdy mamy ochotę, ale rzadko kiedy jest to naprawdę potrzebne. A jeśli nam się nie chce to nie pracujemy.

Dlaczego wasze kobiety chodzą do lekarzy aby rodzić?Czy one wszystkie są chore? Po co wam domy na które trzeba pracować 20 – 30 lat a potem i tak za nie płacić? Czy one są ze złota?

Po co wam przedszkola i szkoły gdzie zdaniem większości dzieci nie ma nic ciekawego? Po co tracicie tyle zdrowia i czasu na zapracowywanie pieniędzy aby potem za ich pomocą opłacać bardzo kosztowne leczenie chorób będących konsekwencją tego szalonego sposobu życia? Dlaczego u chłopców kładziecie nacisk na rozwinięcie pokory i posłuszeństwa a u dziewczynek cenicie siłę i niezależność? Czy to czasem nie powinno być odwrotnie?

Dlaczego nauczacie swoje dzieci skomplikowanych równań i zasad matematycznych a nie uczycie mnogich niuansów leczniczych ziół, rzemiosła, zasad życia pośród natury? Po co produkować i kupować w sklepie dla dzieci zabawki rozwijające zręczność manualną kiedy na każdej leśnej polance jest obfitość różnorakich kamyczków i gałązek?

Po co się leczyć kosztownymi “lekarstwami” syntetyzowanych przez farmakologów a potem leczyć się od skutków ubocznych tych “lekarstw” aby na koniec przy pomocy kolejnych “lekarstw” odbudowywać zniszczony już całkiem system immunologiczny, nerki czy mikroflorę żołądka lub jelit?

Czy nie wiecie, że istnieją lekarstwa naturalne? My Indianie czy też Aborygeni – jak to nas nazywacie mamy dziesiątki sposobów na wyleczenie na przykład waszego raka w początkowym stadium i to przez tydzień oraz zupełnie bezpłatnie- na przykład przy pomocy cierpkiego soku bananowej palmy. Ale wy wydajecie się tak bardzo zahipnotyzowani (“zazombirowani” = zmienieni w zombie -przyp michalxl600), że nawet nie przypuszczacie aby to było możliwe i wydajecie tysiące dolarów na skomplikowane leczenie dające bardzo wątpliwy efekt. Przy tym karczujecie dżungle gdzie rosną setki bezcennych ziół leczniczych, pozbawiacie również w ten sposób domu tysiące zwierząt, które żyły tu na długo do waszego pojawienia się.

Źródło:
https://michalxl600.blogspot.com/2017/10/przez-ostatnie-kilka-stuleci.html

Memento mori.

Memento mori – ‘pamiętaj o śmierci’.

Im dłużej rozmyślam nad życiem, tym, że tu jestem, że ŻYJĘ, że mówię i oddycham, tym bardziej dociera do mnie, jak cenny jest czas, który tu mamy. Nigdy nie wiedząc, ile go mamy.

Za jakiś czas – jutro, za miesiąc, a może nawet dziś! – ta przygoda się zakończy. “Co będzie potem, nie wiem i wiem” – jak śpiewała Anna Maria Jopek. Dociera do mnie, że nie będzie to tak, jak wtedy gdy zmieniasz miejsce zamieszkania na Planecie Ziemia – przenosisz się gdzieś, za jakiś czas możesz wrócić, możesz znów spotkać bliskich, odwiedzić sąsiadów…

Umierając – znikasz z tego świata. NIE MA CIĘ JUŻ. Nie spotkasz więcej znajomych, nie pojeździsz swoim samochodem, nie zerwiesz z drzewa pysznych owoców. Koniec tej przygody.
Z pewnością zaczynasz inną, może ciekawszą, a może nie. Ale do tej już nie wrócisz.
Czy rozumiesz więc, jak bezsensowne jest przejmowanie się zdaniem innych? Jak niedorzeczne wręcz jest zastanawianie się: co ludzie pomyślą?
Przecież za chwilę (dłuższą lub krótszą) Cię tu nie będzie! Nie będzie TAK NA ZAWSZE, ZUPEŁNIE.
Pochowają Cię, pomodlą, będziesz czasem w ich myślach i… tyle. Byłeś. Twój czas minął, Ciebie już tu nie ma.

I wiesz co? Ich też.

Życie jest piękne.

Odkryłem dziś magię podróżowania grupą motocykli/stów. Pojechaliśmy w krótką, stupięćdziesięcio kilometrową trasę, siedmioma maszynami. Piękna sprawa. Zacieszałem jak dzieciak, który ma zabawkę w ręku. Ja miałem pod sobą 😀

Wracaliśmy przez Włocławek, przeprawa przez tamę. Gdy zobaczyłem Wisłę, skąpaną w świetle zachodzącego słońca – przypomniało mi się, jak to było, gdy w takiej scenerii kończyłem całodzienne wiosłowanie. Ale to były jaja! Ale to było…!
Każdy zakręt rzeki był inny, każdy metr, kilometr, każdy jej fragment. Wsiadałem w swoją dmuchaną łajbę i machałem wiosłami, licząc niezmiennie, że jeszcze dziś, jeszcze tego dnia nie zginę… że nadal przygoda trwać będzie. I trwała! Dwadzieścia jeden dni dzikiej jazdy po zakolach rzeki. Po mieliznach, gęstych krzakach i pełnych błota brzegach.
Uwielbiałem chwilę, gdy stałem na brzegu Wisły, gdzieś pośrodku niczego i niemo wpatrzony w jej nurt, zastanawiałem się: co dalej? gdzie dopłynę, kogo poznam? co mnie w ogóle czeka?!
Wskakiwałem w ponton, a potem odpychałem się od brzegu i, po raz kolejny, adrenalina buzowała w żyłach. Nurt wielkiej rzeki, i ja – w małym pontoniku.
Jazda bez trzymanki!
Życie. Ach, życie.
Niesamowita przygoda, z której możemy czerpać garściami.

Pamiętajmy tylko, że mamy z niego tyle, ile sami sobie weźmiemy. I-ha! JUST DO IT!